Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Cyberseks to tylko złudzenie naszego dla mózgu?

Czytaj dalej
Fot. Materiały prasowe
Martin Daubney

Cyberseks to tylko złudzenie naszego dla mózgu?

Martin Daubney

Seksroboty są już rzeczywistością. Pomogą się nam wyzwolić czy zniszczą kontakty między ludźmi?

Londyn, 2050 r. Młody i ambitny szef agencji reklamowej nie ma czasu na randki i towarzystwo przyjaciół. Powód do zmartwień? Skądże. Gdy co wieczór - otwierając drzwi odczytem linii papilarnych - wraca do domu, wie, że przywitają go grzecznie siedzące na sofie trzy piękne kobiece postacie. Czekająca na niego trójka to roboty, które w najmniejszym szczególe są podobne do jego trzech ulubionych kobiet - japońskiej gwiazdy porno, gwiazdki Hollywood i pewnej Szwedki robiącej furorę na YouTube. Gospodarz szybko dokonuje wyboru. Strzela palcami: - Hitomi, chodź do mnie, proszę.

Ta z ledwie słyszalnym szumem serwomechanizmu wstaje z sofy i powolnym krokiem - dokładnie tak jak ją zaprogramowano - zbliża się do niego. Wchodzą do sypialni. Mężczyzna zamyka drzwi. Przyciemnia światła.

Smutnawa i inspirowana science fiction fantazja samotnie spędzającego czas w sypialni nieudacznika, który chciałby wylogować się z sieci i w końcu zasmakować czegoś więcej? Może. Ale pierwszy na świecie seksrobot - tak przynajmniej twierdzi producent - o dźwięcznym imieniu Roxxxy już jest w sprzedaży. Cena? 7 tys. dol. Kolejne zobaczymy za chwilę. Wielu twierdzi jednak, że Roxxxy nie jest jeszcze seksrobotem we właściwym sensie tego słowa.

Ich nadejście zapowiadały już słynne filmy science fiction - od „Metropolis” Fritza Langa z 1927 r. do zeszłorocznej produkcji „Ex Machina” w reżyserii Aleksa Garlanda. Główną rolę gra tu Alicia Vikander. Pojawienie się seksrobotów już wywołało gwałtowne - często zupełnie sprzeczne - spekulacje na temat ich wpływu na relacje międzyludzkie. David Levy jest jednym z czołowych specjalistów w dziedzinie sztucznej inteligencji i autorem książki „Love and Sex with Robots: The Evolution of Human-Robot Relationships”. Jego zdaniem już w połowie naszego wieku seksroboty staną się zjawiskiem powszechnym. Z ich usług chętnie będą korzystać zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

„Uprawianie miłości z robotami stanie się zjawiskiem równie normalnym co z ludźmi. Wzrośnie też liczba stosunków i pozycji zazwyczaj uprawianych w seksie. Dlaczego? Bo roboty nauczą nas więcej, niż znajdziemy we wszystkich podręcznikach sztuki miłosnej razem wziętych” - pisze Levy.

Powstanie ogromny popyt ze strony ludzi odczuwających w życiu pustkę z powodu braku kogoś, kogo można kochać i być przezeń kochanym. Świat stanie się miejscem bardziej szczęśliwym, bo wszyscy, którzy dziś czują się nieszczęśliwi, znajdą sobie kogoś. Seksroboty oddadzą nam wszystkim ogromną przysługę

- prognozuje Levy.

Krytycy jednak nie tylko nie dostrzegają w automatach drogi do seksualnej utopii, lecz pojawienie się ich traktują jak otwarcie puszki Pandory, które może podważyć samą istotę naszej seksualności.

We wrześniu 2015 r. rozpoczęto Kampanię przeciw Seksrobotom (CASR). Nawołuje ona do wprowadzenia zakazu ich produkcji. To organizacja mająca charakter prewencyjny. Jej założycielką jest Kathleen Richardson, ekspertka od roboetyki w De Montfort University w Leicester. Twierdzi ona, że medialny szum wokół seksrobotów wysyła szkodliwe, toksyczne przesłanie wskazujące na coraz większe uprzedmiotawianie kobiety. Obawia się też ewentualnej produkcji dziecięcych seksrobotów dla pedofilów.

Do zainicjowanej przez Richardson kampanii dołączył Erik Billing, wykładowca informatyki w Uniwersytecie Skövde w Szwecji. - Mamy mnóstwo obaw, że tę technologię wprowadza się na tak szeroką skalę, nie próbując zanalizować konsekwencji, jakie wywrze ona na relacje między ludźmi. Wprowadzanie seksrobotów mających zastąpić partnerkę to skrajny przykład tego rodzaju trendu - mówi Billing.

W ciągu ostatniego półwiecza kultura popularna raz po raz próbowała „zabawiać” się zjawiskiem „robotycznej miłości”. Przypomnijmy seriale telewizyjne „Star Trek” z lat sześćdziesiątych czy późniejszy o dekadę „Bionic Woman: Agentka przyszłości”. Dodajmy słynny film Ridleya Scotta „Łowca androidów” (1982) czy „A.I. Sztuczna inteligencja” (2001) Stevena Spielberga. W tym ostatnim Jude Law gra lubiącego romansować robota Żigolaka Joe, który w scenie seksu mówi: - Gdy raz spróbowałeś z kochanką robotem, nigdy nie będziesz już chciał z żywym człowiekiem.

W filmie „Ona” (2013) grany przez Joaquina Phoenixa bohater wchodzi w związek miłosny z systemem komputerowym OS Samantha o zmysłowym głosie Scarlett Johansson, który rozumie go lepiej niż ktokolwiek inny. Wspomniana „Ex machina” (2015) jeszcze bardziej rozmywa granice między fantazją a rzeczywistością.

Od dawna było zatem tylko kwestią czasu, kiedy robofetyszyzm i rozwój technologii odstawi do lamusa zwyczajne dmuchane sekslalki.

Już w 2006 r. pewna niemiecka firma wyprodukowała wyglądającą jak żywa lalkę naturalnych rozmiarów wyposażoną w akcesoria audio, silniczek pozwalający w pozycji leżącej unosić biodra i podgrzewane otwory. W wywiadzie dla „The Sunday Times” robotyk Henrik Christensen z Europejskiej Sieci Badawczej Robotyki (ERRN) mówił wtedy: „W ciągu pięciu lat ludzie zaczną uprawiać seks z robotami”. I miał rację.

Twórcy Roxxxy z firmy TrueCompanion zaprezentowali ją w roku 2010 podczas AVN Adult Entertainment Expo w Las Vegas. Ma naturalne rozmiary i waży „przenośne” 25 kg. Jest podgrzewana od wewnątrz, a zatem, gdy jej dotykasz, czujesz ciepło. Dodajmy wmontowane serwomechanizmy, dzięki którym może poruszać kończynami, ustami i głową, a także biodrami. Dzięki symulatorowi mowy i dostępowi do sieci bezprzewodowej Roxxxy może - co prawda na bardzo prymitywnym poziomie - ale jednak prowadzić rozmowę.

Ci, których kręci, gdy ich seksroboty „zgrywają” osoby niedostępne, mogą zamówić dla nich pożądane typy charakteru. Jak choćby „Dojrzała Martha” czy „Oziębła Farrah”. Gdy pierwszą weźmiesz za rękę, usłyszysz: „Uwielbiam trzymać się za ręce”. Druga odpowie chłodno: „O co ci chodzi z tą dłonią?”.

Jednak kto naprawdę pragnie seksu z robotem? Może więcej ludzi, niż myślicie.

W 2013 r. znana agencja YouGov przeprowadziła ciekawy sondaż zlecony przez portal internetowy Huffington Post. 18 proc. Amerykanów uważa, że seksroboty będą powszechnie dostępne już w 2030 r. 9 proc. przyznaje, że chętnie spróbowałoby tego rodzaju seksu. Producenci z pewnością już zacierają ręce, oczyma wyobraźni widząc góry zysków.

Gdy na rynku pojawiła się Roxxxy, pełniłem funkcję redaktora naczelnego magazynu dla mężczyzn „Loaded”. Natychmiast pchnąłem jednego z naszych nieustraszonych dziennikarzy do Nowego Jorku, aby spróbował z nią seksu. Ale - i to żadna niespodzianka - nie stanął na wysokości zadania. Po części dlatego, że pierwsza Roxxxy przypominała Vicky Pollard z komediowego serialu BBC „Mała Brytania”.

Ale był też inny problem. Roxxxy zaprogramowano w ten sposób, by prowadziła rozmowę na podstawie kwestionariusza, który przedtem wypełnił nasz dziennikarz. Podał w nim, że jest kibicem piłkarskiej drużyny Tottenham Hotspur. Gdy wysłannik szykował się do skorzystania z jedynej w życiu szansy, Roxxxy nagle rzuciła: - Twoja drużyna wygrała dziś z Wigan 3:0.

I bądź tu podniecony.

Następnie nasz dziennikarz usiadł z Roxxxy do kolacji. Jego komentarz? - Normalka, jak na zwykłej randce: ona nic nie jadła i nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego, ale przynajmniej było wiadomo, że potem nie odmówi seksu - wspominał. Jednak szklane oczy i peruka Roxxxy nie pozwoliły mu się przemóc.

Cynik mógłby pomyśleć, że szef TrueCompanion Douglas Hines próbuje wyciskać kasę z desperatów. On sam jednak twierdzi, że inspiracją dla stworzenia Roxxxy była chęć pomocy takim ludziom jak jego ojciec, który po serii udarów stał się inwalidą.

Hines dodaje, że jego klientami są zbyt zajęci, by szukać miłości, profesjonaliści oraz ludzie niepełnosprawni, a także mężczyźni, którzy zakończyli jeden związek, ale jeszcze nie zaczęli drugiego.

Aby zaspokoić wszystkie gusta - jest już męski odpowiednik Roxxxy imieniem Rocky - firma szykuje się do wypuszczenia na rynek „modułu osobowości, który pozwoli na doświadczenia z seksrobotami gejom, lesbijkom i transgenderystom”.

Hines twierdzi, że rozumie niepokój tych, którzy chcieliby zakazać prac nad seksrobotami. Uważa jednak, że płynie on z braku zrozumienia. - Ta nowoczesna technologia nie jest kwestią przyszłości - ona już istnieje. Teraz chodzi tylko o przełamanie tabu - mówi szef TrueCompanion.

Wraz z nieuniknionym pojawieniem się w naszym erotycznym pejzażu seksrobotów na rozdrożu znajdzie się też nasza seksualność. Czy kiedykolwiek będziemy w stanie naprawdę je zaakceptować? Czy stosunek z robotem stanie się oddzielną gałęzią seksu i seksuologii? Możliwa będzie na przykład roboorgietka we troje? I całkiem ważne pytanie - czy seks z robotem to zdrada?

David Levy ma podejście skrajnie liberalne - wspaniały seks dla wszystkich, staniemy się przy tym lepszymi kochankami. Zwolennicy wspomnianej Kampanii przeciw Seksrobotom twierdzą natomiast, że obecność automatów, zamiast zmniejszyć jego skalę, przyczyni się do jeszcze większego uprzedmiotowienia kobiet. Oba te przeciwstawne stanowiska są odbiciem przygnębiająco spolaryzowanej debaty na temat porno w sieci.

Zdrowy rozsądek i dawna praca w szkole jako osoba edukująca i chroniąca młodzież przed zagrożeniami ze strony pornografii mówią mi, że musimy unikać skrajności. Ani całkowita wolność, ani prohibicja, lecz odpowiedzialna konsumpcja. Dodajmy do tego granicę wieku 18 lat, bo inaczej niż w przypadku internetowego porno za seksroboty będziemy płacić kartami kredytowymi.

Jak zwykle w tego typu sytuacjach mamy tu więcej niuansów. Oponenci Levy’ego twierdzą, że nie rozumie on, iż niektórzy mężczyźni nieuchronnie uciekną do „komputerowej miłości”. Z kolei Kathleen Richardson nie potrafi chyba zaakceptować, że taki rodzaj seksu może nawet bardziej podniecać niektóre kobiety.

Czy więc ten obraz mężczyzn i kobiet cichaczem w odosobnieniu używających seksrobotów musi być czarny albo biały?

Helen Driscoll, wykładowczyni i badaczka z wydziału psychologii Uniwersytetu w Sunderland, uważa, że pojawienie się seksrobotów może wywrzeć pozytywne skutki na nasze związki.

- Obecność robotów może potencjalnie złagodzić pewne problemy wynikające z różnic w popędach seksualnych. U mężczyzn jest on zazwyczaj wyższy niż u kobiet. Seksroboty mogą też sprawić, że prostytucja przejdzie do historii - mówi Driscoll.

Ostateczne ostrzeżenie umieszcza w konserwatywnym amerykańskim portalu Breitbart brytyjski felietonista Milo Yiannopoulos. Jego zdaniem seks z robotem to fantastyczna wiadomość dla mężczyzn. Może ona mieć jednak katastrofalne skutki dla kobiet.

- W Japonii już obserwujemy zjawisko wycofywania się mężczyzn ze świata realnego seksu. Takich facetów prawdziwe kobiety zbytnio onieśmielają i wyczerpują. Seks z robotem to dla nich następny logiczny krok - mówi Yiannopoulos.

Tłum. Zbigniew Mach

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Martin Daubney

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.