Łódzkie szpitale walczą między sobą o pielęgniarki, bo nie ma kto pracować

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Agnieszka Jędrzejczak

Łódzkie szpitale walczą między sobą o pielęgniarki, bo nie ma kto pracować

Agnieszka Jędrzejczak

Brakuje kilka tysięcy pielęgniarek w Łódzkiem, więc szpitale „podbierają” sobie personel. Proponują pielęgniarkom nawet 45 złotych za godzinę, byleby miał kto w ich oddziałach zajmować się pacjentami. Ale najgorsze jeszcze przed nami.

Szpitale w województwie łódzkim potrzebują pielęgniarek. Placówki weszły w decydującą fazę poszukiwań m.in. z powodu planowanej sieci szpitali, która ma m.in. bardziej rygorystycznie określać liczbę personelu w oddziałach. A tam już są ogromne braki, przez co zdarza się, że większe szpitale „podbierają” pielęgniarki mniejszym ośrodkom i takim, które nie są w stanie zaoferować im podwyżek.

Zapotrzebowanie na pielęgniarki ogłosił m.in. szpital im. WAM w Łodzi. Kilka miesięcy temu niektóre panie przeszły stamtąd do innej placówki, oferującej im większe stawki.

– Problem w naszym szpitalu nie jest inny od tego, który mają szpitale w całym kraju. Głównie chodzi nam o uzupełnienie nieobecności pielęgniarek różnego szczebla i specjalności, które z różnych powodów są na zwolnieniach czy urlopach macierzyńskich

– mówi Jacek Dudek, rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. WAM w Łodzi.

W miejskim szpitalu im. Jonschera w Łodzi potrzebują pięciu wykwalifikowanych w tym zawodzie osób, przede wszystkim do pracy w oddziale neurologii i udarów

– To trudny oddział, więc też nie każdy się sprawdza – przyznaje Bernarda Pruś-Dobras, przełożona pielęgniarek w Miejskim Centrum Medycznym im. Jonschera w Łodzi. – Sytuacja niedoboru pielęgniarek wynika z demograficznych wskaźników. Prawie jedna trzecia z nich nabyła świadczenia emerytalne, zaś pielęgniarki po ukończeniu studiów, znając realia finansowe w naszym kraju, szukają lepszych form zatrudnienia za granicą. Podchodzimy przyszłościowo i już staramy się zatrudniać nowe pielęgniarki.

Niedobory w szpitalach są tak duże, że w ogłoszeniach o chęci zatrudnienia szpitale piszą już nie o jednej, ale o kilku pielęgniarkach lub pielęgniarzach. Niektóre nawet nie podają zapotrzebowania, bo liczą, że zgłosi się jak najwięcej osób. Do pełnej obsady niektórym brakuje nawet kilkadziesiąt takich pracowników. W sumie niedobór w naszym regionie szacuje się w granicach od dwóch do nawet czterech tysięcy pielęgniarek, w całym kraju – od 50 do 100 tys.

Szuka ich też szpital w Radomsku oraz łódzki „Pirogow”. Pielęgniarek z kwalifikacjami anestezjologicznymi potrzebują w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Biegańskiego w Łodzi, podobnie jak w szpitalu „Bonifratrów”. W Piotrkowie Trybunalskim z kolei szukają pielęgniarek do pracy na internie, urologii, bloku operacyjnym i neurologii, a w szpitalu MSW w Łodzi – na chirurgii naczyniowej i ogólnej, anestezjologii i intensywnej terapii, internie i bloku operacyjnym.

Czterech młodszych pielęgniarek lub pielęgniarzy na stanowisko funkcjonariusza potrzebuje też Zakład Karny Nr 2 w Łodzi. Nie brakuje również ofert dla pielęgniarek środowiskowych w gminnych ośrodkach zdrowia.

W nieoficjalnych rozmowach mówi się, że szpitalem, który ma największe możliwości „wchłaniania” pielęgniarek jest łódzki „Kopernik”, ale nic dziwnego, bo to specjalistyczny ośrodek nadzorowany przez marszałka, może zatem więcej zaoferować niż chociażby powiatowy czy miejski szpital.

W powiatach pielęgniarki zarobią około 13 zł brutto za godzinę, czasem i mniej. Po ostatnim wzroście pensji minimalnej więcej od nich dostają salowe. W Łodzi stawki są wyższe i zaczynają się od ok. 20-30 zł za godzinę, ale i to jest uzależnione od oddziału. Z naszych informacji wynika, że dużo więcej mogą dostać pielęgniarki anestezjologiczne w jednym ze szpitali pod Łodzią, nawet 45 zł za godzinę. Stawkę tę miały wywindować jednak ogromne braki kadrowe w tej specjalizacji, dlatego tym szpital chciał przyciągnąć personel.

Coraz większym problemem jest generacyjna wymiana pielęgniarek. Panie powyżej 40 lat stanowią większość w szpitalach.

– Problem z niedoborem personelu będzie jeszcze większy w momencie wprowadzenia ustawy emerytalnej. Szacujemy, że odejdzie co najmniej ok. 20 proc. pielęgniarek

– mówi Zdzisław Bujas, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Łodzi.

W łódzkiej izbie pielęgniarek i położnych zarejestrowanych jest (do 5 kwietnia) ogółem 18.075 pielęgniarek i położnych, z czego pielęgniarek – 15.769. Czynnych zawodowo jest ponad 10 tysięcy. To więcej niż rok temu.

– Wcześniej mieliśmy tendencję spadkową. Wzrost pokazuje, że pielęgniarki chcą wykonywać ten zawód – mówi Agnieszka Kałużna, przewodnicząca łódzkiej Izby Pielęgniarek i Położnych. – Cały czas walczymy o to, by ujednolicić minimalną płacę dla wszystkich pielęgniarek oraz stawki za podnoszone kwalifikacje. Dopóki ten zawód nie zostanie dobrze wyceniony, nie mamy narzędzi, by zatrzymać pielęgniarki w naszym kraju.

Według ministerialnych propozycji zmian w ustalaniu najniższego wynagrodzenia pracowników medycznych, które mają wejść od lipca, pielęgniarka z tytułem magistra i ze specjalizacją ma zarabiać co najmniej 4,1 tys. zł. Minimalne wynagrodzenie pielęgniarki bez magistra, ale ze specjalizacją ma wynieść 2,8 tys. zł, a pielęgniarki bez specjalizacji – 2,5 tys. zł.

Polska ma jeden z najniższych wskaźników zatrudnionych pielęgniarek na tysiąc mieszkańców - 5,24. Najwyższy jest w krajach skandynawskich - od 15 do 17, w Niemczech - 13, w Czechach - 7.

Agnieszka Jędrzejczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.