Łódzki ordynariusz, który stał na czele polskiego Kościoła

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Kurii Łódź
Anna Gronczewska

Łódzki ordynariusz, który stał na czele polskiego Kościoła

Anna Gronczewska

27 stycznia minęła 50. rocznica śmierci biskupa Michała Klepacza, ordynariusza diecezji łódzkiej. Po aresztowaniu prymasa Wyszyńskiego stanął na czele Konferencji Episkopatu Polski.

Wielki dyplomata, wszechstronnie wykształcony humanista, kaznodzieja, a przede wszystkim uroczy człowiek. Zawsze uśmiechnięty, serdeczny, potrafiący rozmawiać z prostym robotnikiem i wybitnym intelektualistą. Tak po latach wspomina się księdza biskupa Michała Klepacza, ordynariusza łódzkiego, który wszedł do historii polskiego Kościoła. Nieżyjący już ks. dr Stanisław Grad, wykładowca łódzkiego seminarium duchownego, proboszcz parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim był jednym z tych kapłanów archidiecezji, którzy dobrze pamiętali biskupa Klepacza. Gdy był on ordynariuszem łódzkim ks. Grad studiował w seminarium, a potem zaczął pracować jako kapłan.

Biskup Michał Klepacz podczas ingresu do łódzkiej katedry. Został następcą biskupa Włodzimierza Jasińskiego
Archiwum Kurii Łódź Biskup Michał był ponad 20 lat ordynariuszem łódzkim

- Jako młody człowiek byłem zafascynowany osobą biskupa Klepacza

- wspominał ks. Stanisław Grad. - Pamiętam wspaniałe prelekcje biskupa na tematy filozoficzne oraz dotyczące przygotowań do II Soboru Watykańskiego, a potem jego obrad.

Biskup Michał Klepacz urodził się 22 lipca 1893 r. we wsi Wola, która jest dziś dzielnicą Warszawy. Pochodził z ubogiej, prostej rodziny. Gdy przyszedł na świat jego ojciec Stanisław był robotnikiem sezonowym. Stałą pracę otrzymał kilka lat później w fabryce obić papierowych i papierów kolorowych „U Franaszka”. Potem, aż do emerytury, był zatrudniony na kolei jako zwrotniczy. Matka - Maria z Prokopów - zajmowała się wychowaniem dzieci. Biskup miał dwójkę rodzeństwa: 5 lat młodszą siostrę Anielę oraz brata Józefa, który zmarł nie ukończywszy 3 lat. Mimo biedy rodzice zadbali o wykształcenie syna. Uczył się najpierw w szkole powszechnej, a potem w IV Gimnazjum Klasycznym w Warszawie. Jako gimnazjalista udzielał korepetycji nawet starszym od siebie kolegom. Zarobione pieniądze oddawał rodzicom.

Po skończeniu gimnazjum Michał Klepacz zadecydował, że zostanie księdzem. Wstąpił do seminarium w Kielcach. Studiował w nim cztery lata. Naukę przerwał wybuch I wojny światowej. By dokończyć studia i otrzymać święcenia, dzięki pomocy jednego ze swoich profesorów, wyjechał do Petersburga. Tam dokończył seminarium i w 1916 r. przyjął święcenia kapłańskie.

Po zakończeniu wojny wrócił do Polski i kontynuował naukę. Został magistrem, a potem się doktoryzował. Wykładał w seminarium w Kielcach, a w 1937 r. został profesorem filozofii na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Wileńskiego. W marcu 1942 r. razem z innymi profesorami tej uczelni i klerykami został aresztowany przez Niemców i więziony w znajdujących się na Litwie obozach pracy. M.in. w Szałtupiu, Kownie, Prowieniszkach. Pracował m.in. na plantacjach roślin, przy wyrębie lasu. Po uwolnieniu z obozu, pod koniec 1944 r., wrócił do Wilna i zaczął wykładać w tamtejszym Seminarium Duchownym. W 1945 r. wraz z wileńskim seminarium i wydziałem teologicznym został przeniesiony do Białegostoku.

Już w grudniu 1946 r. ks. Michał Klepacz otrzymał nominację na ordynariusza łódzkiego, a w kwietniu następnego roku prymas August Hlond w kościele farnym w Białymstoku konsekrował go na biskupa.

Bardzo szybko Michał Klepacz stał się jednym z najważniejszych biskupów w polskim Kościele. Kiedy w 1953 r. komunistyczne władze internowały prymasa Stefana Wyszyńskiego, on pełni funkcję przewodniczącego Episkopatu Polski. Był nim trzy lata i miesiąc, do października 1956 r., czyli chwili uwolnienia Prymasa Tysiąclecia.

Historycy twierdzą, że nie przypadkowo ks. Michał Klepacz znalazł się grupie młodych biskupów wyświęconych przez prymasa Hlonda.

- Zaraz po wojnie prymas Hlond stworzył grono wybitnych biskupów - wyjaśniał nam przed laty prof. Jan Żaryn, zajmujący się m.in. historią Kościoła, dziś senator. - Zdawał sobie sprawę, że będą musieli zmagać się z niewyobrażalnymi w historii kościoła problemami związanymi z nową sytuacją polityczną. Był to świadomy wybór. W gronie tych biskupów obok Michała Klepacza znaleźli się Zygmunt Choromański i Stefan Wyszyński. Byli to ludzie, którzy musieli być przygotowani na konfrontację, jakiej kościół do tej pory nie przeżywał.

Biskup Michał Klepacz dał się szybko poznać nie tylko jako świetny ordynariusz, ale bardzo sprawny dyplomata, posiadający talenty niezbędne do negocjacji z trudnymi partnerami. A do takich należała komunistyczna władza. Był też człowiekiem świetnie wykształconym i bardzo zdolnym.

- Po śmierci prymasa Hlonda biskup Klepacz był uważany za jednego z głównych kandydatów na jego sukcesora

- wyjaśniał prof. Jan Żaryn. - W 1949 r. znalazł się w gronie trzech kapłanów, którzy weszli w skład Komisji Mieszanej, a od 1956 r. Wspólnej, prowadzącej rozmowy z komunistycznymi władzami. Powołał ich prymas Wyszyński. Oprócz biskupa Klepacza znaleźli się w niej biskupi: Zygmunt Choromański i Tadeusz Zakrzewski, który przed wojną był rektorem Instytutu Polskiego w Rzymie.

Czas gdy bp Klepacz pełnił funkcję przewodniczącego Episkopatu Polski był jednym z najtrudniejszych w jego życiu. Zaraz po nominacji biskup z pozostałymi członkami Komisji Mieszanej udał się na spotkanie z prezydentem Bolesławem Bierutem i premierem Józefem Cyrankiewiczem. Po spotkaniu Bierut chciał zaprosić biskupów na kawę. Otworzył drzwi sali, w której stół był zastawiony różnymi przysmakami. Biskup Klepacz stanowczo odmówił.

- Daruje pan prezydent, ale w chwili kiedy Kościół w Polsce i cały naród pogłębiony jest w żałobie, nie możemy wziąć udziału w tym posiłku - powiedział do Bieruta bp Klepacz.

W Warszawie biskup Klepacz spędzał nie więcej niż trzy dni w tygodniu. Potem wracał do Łodzi. Funkcję przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski pełnił trzy lata i jeden miesiąc.

Niedługo po uwolnieniu, prymas Stefan Wyszyński złożył niespodziewaną wizytę biskupowi Klepaczowi w Łodzi. Było to 6 listopada 1956 r. Podczas tej wizyty, w czasie oficjalnego powitania w auli Seminarium Duchownego, w obecności duchowieństwa i wiernych, biskup Klepacz złożył meldunek najdostojniejszemu gościowi, w którym w sposób skrótowy ocenił stan Kościoła

- Duchowieństwo nasze w olbrzymiej swej większości dochowało wiernie swych ślubowań Kościołowi w Polsce. Jego praca dała tyle, iż można by powiedzieć, że naród nasz został takim, jakim widziałeś go przed swoim uwięzieniem - mówił biskup Michał Klepacz. - Seminaria nasze, które już dwa lata temu były na skraju przepaści, tak, że zdawało się iż zostaną zniesione, ocalały. Zostały, choć nieliczne, ale w tej samej prawie liczbie szkoły katolickie i przedszkola. Na terenie religii w szkołach ponieśliśmy duże straty. Ale za to znów duchowieństwo przerzuciło się w nauczanie dziatwy poza szkołą i robi to dzisiaj gorliwie, a trzeba przyznać, z wielką skutecznością, chociaż nieproporcjonalnie za małą.

Podczas tego łódzkiego spotkania przemówił też prymas Wyszyński.

- Biskup Klepacz był moim najczęstszym gościem z tytułu swoich obowiązków i z tytułu naszego współżycia i współpracy. Prawie wszystko robiliśmy razem - mówił prymas. - Jako następstwo długoletniej, zwartej współpracy, gdy jeden z nas padł, drugi natychmiast stanął i pracę podjął. Padł jeden koń, stanął drugi i pociągnął pług dalej. Zapewne we dwóch lepiej się orze, ale nie współczujmy koniowi, który padł, tylko temu, który sam przy pługu pozostał. Na tym polegał wielki trud biskupa łódzkiego.

Historycy są zgodni: biskup Klepacz przeprowadził polski Kościół przez najtrudniejszy okres w jego historii. Przyjmował na siebie ciosy wymierzane przez system totalitarny, obronił polski Kościół przed oderwaniem od Stolicy Apostolskiej oraz przed kompletnym uzależnieniem instytucji kościelnych od władz cywilnych.

Ojciec Jerzy Tomziński, były generał zakonu ojców paulinów, opowiadał przed laty o tym jak organizowano wystawę z okazji 300-lecia obrony jasnogórskiego kościoła. Otwarto ją 28 maja 1955 r. Na pierwszym planie wystawy umieszczono portret prymasa Stefana Wyszyńskiego, który był stale dekorowany przez wiernych świeżymi kwiatami. Władze domagały się jego usunięcia. Tymczasem portretu nie usunięto, tylko zamknięto wystawę. Partia uznała to za prowokacje. Ojciec Tomziński pojechał do Łodzi na spotkanie z biskupem Klepaczem.

- Biorę to na siebie. Portretu nie zdejmujcie, wystawę otwórzcie - powiedział biskup Klepacz. - W razie czego będę was bronił.

Biskup Michał Klepacz zwołał w diecezji łódzkiej dwa synody - w 1948 i 1958 r. Brał też udział w obradach Soboru Watykańskiego II. Był członkiem Komisji ds. Seminariów, Studiów i Wychowania Katolickiego.

- Gdy studiowałem we Francji, to z dumą wyczytywałem w La Croix, że odnotowywano kreatywne wypowiedzi biskupa z Polski, który nazywał się Klepacz - wspominał przed laty zmarły w 2015 r. ks. dr Antoni Just, były wykładowca łódzkiego Seminarium Duchownego. - Transmitowano też wiele przemówień radiowych biskupa. Przed wojną, gdy był jeszcze wykładowcą w Kielcach. Głosił pogadanki radiowe. Między innymi na temat wychowania młodzieży, szkolnictwa polskiego.

Biskup Klepacz bardzo dużą wagę przykładał do wykształcenia kleryków. Bardzo dbał o seminarium.

- Pamiętam, że do łódzkiego seminarium na spotkania z klerykami sprowadzał wybitnych ludzi, m.in. Zofię Kossak-Szczucką, Jerzego Zawiejskiego, Władysława Grabskiego - wspominał ks. Stanisław Grad. - Przyjeżdżał też ks. prof. Wojciech Tokarz, znawca filozofii indyjskiej oraz wybitni znawcy filozofii chrześcijańskiej, jak prof. Stefan Świerzawski, prof. Antoni Stępień, ojciec prof. Albert Krąpiec.

W czasie sesji przychodził chętnie do seminarium i egzaminował kleryków. Początkowo byli zestresowani jego obecnością.

- Potem jednak oczekiwaliśmy z radością na jego przyjście. Jego ciepły uśmiech i te ostatnie, sakramentalne słowa: Widzę, że przygotowaliście się, zdaliście, dziękuję - opowiadał ks. Grad.

Ks. Wacław Chmielewski, nieżyjący już były proboszcz parafii w Strońsku, wspominał że często na egzaminach bronił kleryków przed surowymi egzaminatorami.

- Był bardzo serdecznym człowiekiem, wielkiej kultury

- przypominał ks. Wacław Chmielewski.

Dzięki biskupowi Klepaczowi wielu księży mogło studiować na różnych uczelniach w kraju i za granicą. Między innymi ks. Władysław Ziółek i Bogdan Dziwosz wyjechali do Rzymu. Ks. Just i ks. Tadeusz Sikorski pojechali na studia do Strasburga we Francji, a ks. Grad do Warszawy.

Biskup Michał Klepacz mieszkał w pałacu biskupim przy ul. Worcela, czyli dzisiejszej ul. ks. Skorupki. Ale bardzo wiele czasu spędzał w letniej rezydencji w Szczawinie koło Zgierza.

- Do Szczawina przyjeżdżał 1 maja i był prawie do końca października - mówiła nam nieżyjąca już Zofia Kaczka, mieszkanka Szczawina, która pracowała w znajdującym się tam kurialnym gospodarstwie. - Gdy miał sprawy, to jechał do Łodzi, albo interesanci przyjeżdżali do niego. Dużo spacerował po naszym lesie. Twierdził, że bardzo lubi wieś. Codziennie był w naszym kościele na nabożeństwach majowych i październikowych.

Ordynariusz łódzki interesantów przyjmował zwykle na spacerze w lesie. W tym czasie mieszkańcy Szczawina obstawiali teren i pilnowali, by nikt nie przeszkodził biskupowi w rozmowie. Dziś w miejscu tych spotkań znajduje się pamiątkowy kamień i ławka. W Szczawinie biskupa Michała wspominają jako bardzo miłego człowieka. Zapamiętali, że na kolację codziennie jadł ziemniaki z kwaśnym mlekiem.

Biskup Michał Klepacz podczas ingresu do łódzkiej katedry. Został następcą biskupa Włodzimierza Jasińskiego
Archiwum Kurii Łódź Biskup Klepacz podczas Soboru Watykańskiego II

- Jak spotkał mnie, pytał jak się czuje, jak się pracuje - opowiadała nam Zofia Kaczka. - Wiosną przyjeżdżał do niego ojciec, a przez całe lato była z nim siostra i siostrzenica z córką. Dobrze ich znałam. Często razem siadaliśmy, rozmawialiśmy, jedliśmy. Mieszkali w Piastowie koło Warszawy.

18 grudnia 1966 r. biskup Klepacz obchodził 50-lecie kapłaństwa i 20. rocznicę ingresu do Kościoła łódzkiego. Czuł się dobrze, celebrował mszę w katedrze. Niedługo po tym zaniemógł na zdrowiu. Ks. Antoni Just opowiadał, że zima 1967 r. była ostra, szalała grypa. Zachorował ks. prałat Jan Żdżarski, kanclerz kurii. Przez ostatnie trzy dni życia ordynariusza łódzkiego, ks. Just w zastępstwie prałata odprawiał w biskupiej kaplicy msze dla pracujących tam sióstr. Po jej zakończeniu niósł Komunię Świętą do bpa Klepacza.

- Na stoliku obok łóżka biskupa leżał różaniec i trylogia Henryka Sienkiewicz - wspominał ks. Just. - Dwa symbole: Bóg i Ojczyzna.

Bp Michał Klepacz zmarł 27 stycznia 1967 r. Został pochowany w krypcie biskupów łódzkich bazyliki archikatedralnej.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.