Kurs na Łódź: Dlaczego tolerujemy apel smoleński?

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Sławomir Sowa

Kurs na Łódź: Dlaczego tolerujemy apel smoleński?

Sławomir Sowa

Drugi rok z rzędu uroczystościom upamiętniającym wymordowanie przez Niemców więźniów Radogoszcza towarzyszyło odczytanie apelu smoleńskiego.

Kurs na Łódź: Dlaczego tolerujemy apel smoleński?
Sławomir Sowa

Smoleńsk jest jedną z największych tragedii w dziejach narodu, ale Bóg jeden wie i może jeszcze minister Macierewicz, co ma Radogoszcz do Smoleńska. Władze Łodzi mogły nie dopuścić do apelu, ale z tylko sobie wiadomych względów spuściły potulnie głowę. Apel radnych Bartosza Domaszewicza i Sylwestra Pawłowskiego został zignorowany. Wielka szkoda, że prezydent Łodzi ma odwagę popularyzować Łódź spotami z wulgaryzmami, ale nie ma odwagi bronić pomordowanych na Radogoszczu przed ochlapaniem ich pamięci apelami nie mającymi nic wspólnego ze zbrodnią z 1945 roku. Niech za swoje groteskowe rozkazy, wymuszające na wojskowych odczytywanie przy każdej okazji listy ofiar katastrofy smoleńskiej odpowiada ich autor.

Można było zrezygnować z wojskowej asysty, jeśli już nie dało się inaczej. Są samorządy, które potrafią wykazać się asertywnością. Tak właśnie postąpił marszałek województwa wielkopolskiego podczas niedawnych obchodów rocznicy powstania wielkopolskiego. Wcześniej prezydent Gdańska nie zgodził na apel smoleński podczas obchodów 77 rocznicy powstania Polskiego Państwa Podziemnego. W konsekwencji w obydwu wydarzeniach nie uczestniczyła asysta wojskowa. Szkoda? Oczywiście, że wielka szkoda. Ale jest jeszcze zdrowy rozsądek i autonomiczne prawo do pamięci innych ofiar i innych bohaterów.

Sławomir Sowa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.