Iwona Rojek

Ksiądz, który leczy starszych ludzi…miłością

Ksiądz, który leczy starszych ludzi…miłością
Iwona Rojek

Ksiądz Sebastian Lewczuk wkłada gustowny kapelusz, zwariowane okulary, kwiaciastą koszule i od razu pensjonariuszom robi się weselej na duszy. Widzą, że żyją w miejscu, w którym można żartować, robić dowcipy i śmiać się do rozpuku.

Zdaniem księdza, który od pięciu lat jest kapelanem Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Żeromskiego imienia Świętego Brata Alberta w Kielcach postrzeganie tych placówek musi koniecznie w najbliższych latach się zmienić. – Ale to zależy w dużej mierze od ludzi zatrudnionych w takich Domach – podkreśla. - Jeśli nie będą przejawiać empatii, czułości, troski i zaangażowania, traktować starszych ludzi tak jak własnych rodziców, to takie placówki będą nadal przypominać smutne miejsca, w których przebywający ludzie jedynie wegetują i nic dobrego już ich nie czeka. On sam, żeby ocieplić to miejsce założył teatr „Albercik”, powołał „Klub Podróżnika”, prowadzi „Koncert życzeń ”, organizuje wycieczki, wspiera i pociesza podopiecznych.

Zmienił oblicze placówki
- Przyjście do naszego Domu, w którym przebywa sto kobiet z rozmaitymi obciążeniami, przewlekłymi chorobami i zaburzeniami, młodego, pełnego życia i kreatywnego księdza było zbawienne dla naszych pensjonariuszy – cieszy się Alina Rogula, dyrektor placówki. – Wprowadził tu mnóstwo zajęć, aktywności, całkiem inną atmosferą. – Nasze panie są po załamaniach psychicznych, zaburzeniach nerwowych które wystąpiły u nich niekiedy w okresie menopauzy, ze schizofrenią, autyzmem, problemami z pamięcią, ale wiele z nich jest bardzo inteligentnych, mających ciekawe zawody, podróżowały po świecie, mają ciekawe przeżucia i choroba nie umniejsza ich wartości. Niepełnosprawność intelektualna, Alzheimer, Parkinson może przydarzyć się każdemu i trzeba jakoś z tą chorobą żyć. Najmłodsza nasza podopieczna ma 40 lat, najstarsza 84.

Ksiądz Sebastiana Lewczuk potwierdza, że choroba Alzheimera przydarza się coraz młodszym ludziom i obala dawniejsze opinie, że dotyka ona głównie osoby, które mało czytały, nie rozwiązywały krzyżówek, nie ćwiczyły mózgu. – Obecnie na to schorzenie zapadają osoby, które w życiu wykonywały skomplikowaną pracę, ciekawe świata, w sumie coraz mniej wiadomo o jej przyczynach – mówi kapelan. – Dlatego bardzo ważne jest to, żeby do każdego podopiecznego mieć indywidualne, ale jednocześnie serdeczne i profesjonalne podejście.

Nowe aktywności
Ksiądz Lewczuk wspomina, że zaraz po przyjściu do nowej pracy założył w placówce teatr, w który zaangażowanych jak sporo osób. – Jesteśmy już po kilkunastu premierach, wystawiliśmy „ Małego księcia”, „Zemstę”, „Poskromienie złośnicy”, „Skąpca” i inscenizacjach poetycko muzycznych – mówi kapelan. – Na początku łatwo nie było, panie miały mnóstwo obaw czy odważą się wyjść na scenę, czy zapamiętają tekst, czy dobrze zagrają konkretne postaci, ale ja się niczym nie zrażałem, dodawałem im otuchy. Na początku kiedy zgodziły się wystąpić trzy osoby, to konsekwentnie ćwiczyliśmy tekst, a w kolejnych miesiącach dołączały następne panie . Część kobiet zgłaszała się do nas sama, inne talenty wyłapywałem przy różnych okazjach. Stałem się reżyserem, choreografem, suflerem. Pisałem scenariusz, drukowałem go w kilkunastu egzemplarzach, podczas dyskusji wybieraliśmy aktorów . Cieszę się tego, że życie w naszej placówce kręci się w teraz wokół grupy \ teatralnej. Wśród pensjonariuszek mamy talenty w wielu dziedzinach, pani Elżbieta Kołaczyńska świetnie szyje, przygotowuje kostiumy, Pani Dorota ma świetną, dykcję, kolejna Ania Król skończyła edukację plastyczną, a wiele terapeutek, choćby Kinga Goszczyńska Mazur też kochają sztukę i starają mi pomóc.Za nami wiele udanych premier, które pokazywaliśmy w różnych miejscach i bardzo się podobały. Na spektakle przyjeżdżają chętnie podopieczni Domów Środowiskowych, Klubów Seniora, Domu pod Fontanną, rodziny pensjonariuszy z całego województwa świętokrzyskiego. Przygotowaliśmy także inscenizacje poetycko muzyczne, ta na święto kobiet było zatytułowane „Kobiety kobietom”.

Trudne wybory
Rozmawiamy w świetlicy Domu Pomocy, która jest jednocześnie biblioteką i na pytanie dlaczego Sebastian Lewczuk został księdzem dość długo się zastanawia się co by tu odpowiedzieć. – Pytanie jest zawsze łatwiejsze, niż odpowiedź – śmieje się. - W sumie miałem różne pomysły na życie, skończyłem Technikum Ochrony Środowiska, później chciałem zostać budowlańcem, a w końcu ku zaskoczeniu rodziców poszedłem po maturze do Seminarium w Kielcach. Przyznam szczerze, że rodzina trochę ubolewała nad tym moim wyborem, moja mama, tak jak większość matek, chciała mieć synową i wnuki, ale z czasem pogodzili się z tym. Najbardziej sekundowała mi babcia Irena, cieszyła się bardzo z tego, że jej wnuk zostanie księdzem. Moja pierwsza praca w jednym z kościołów koło Kielc nie była tą wymarzoną, dopiero gdy znalazłem się w Domu Pomocy Społecznej poczułem, że jestem na swoim miejscu. Jak opowiada, najbardziej interesowała go pomoc społeczna, pracując na Żeromskiego skończył studia podyplomowe z pomocy społecznej, które bardzo pomogły mu w codziennej pracy. Miał praktyki w szpitalach w Krakowie, Łodzi, Warszawie, również w hospicjach, pracował przy wolontariacie na oddziale hematologii dziecięcej. Towarzyszył ludziom terminalnie chorym. – Wiem jak bardzo ważne jest przytulenie takiej osoby, potrzymanie za rękę, porozmawianie o smutkach i radościach danego człowieka – podkreśla ksiądz. Przy tej okazji kapelan decyduje się powiedzieć o swoich wrażeniach, jakie sprawiają młodzi pracownicy przychodzący do placówki na staż. – Smutno o tym mówić, ale młodzi ludzie nie wykazują większego zainteresowania naszymi podopiecznymi – mówi. – Cały czas są skupieni na swoich komórkach, tabletach, niż na tym, żeby okazać ciepło pensjonariuszkom. Są bardzo rozproszeni, trudno jest im dostrzec potrzeby konkretnego człowieka. Dziwię się temu, ponieważ nikt nikogo nie zmusza do takiej pracy. Jeśli kogoś nie interesuje pomoc społeczna, to po co w ogóle ją studiuje. Sam bardzo dobrze czuje się w takiej roli kiedy kogoś trzeba otoczyć opieką, to rozumiem, jakie potrzeby podopiecznego trzeba zaspokoić Opowiada, że po dniu pracy, sam dla odskoczni lubi bardzo czytać, ostatnio kryminały, a prze wszystkim chodzić po górach.

Zwiedziły świat
Oprócz teatru ksiądz Sebastian Lewczuk założył też Klub Podróżnika i Koncert Życzeń. Prowadzi naukę Savoir Vivre. – Wiele naszych kobiet zwiedziło w swoim życiu wiele pięknych zakątków świata i chcą się podzielić nimi z resztą swoimi wrażeniami - wspomina kapelan. – To też sprawia, że czują się potrzebne. Bardzo dużym powodzeniem cieszy się również możliwość przekazywania przyjaciołom życzeń. – W dzień imienin Anny mamy ich mnóstwo – podkreśla. –Bo Ania, Hania to bardzo popularne imiona. Panie wykazują się niesamowitą kreatywnością, wymyślają piękne życzenia, a przy okazji zacieśniają więzi między sobą i z innymi.
Obecnie trwają próby do kolejnej sztuki „Ani z Zielonego Wzgórza”, premiera ma być w październiku.
- Z tej racji, że w placówce są same kobiety, nieraz muszą one grać mężczyzn – tłumaczy. - Tak jak teraz
jedna z podopiecznych gra Mateusza. Próba wygląda bardzo interesująco. Aktorzy zwarci do wyjścia na scenę. Kobiety bezbłędnie znają tekst i doskonale wczuwają się w odgrywane partie. Drobną, delikatną podopieczną idealnie dobrano do roli 11 letniej Ani Shirley. A w kolejce do wstawienia czeka muzyczny spektakl familijny „Pchła szachrajka” .

Sebastian Lewczuk mówi, że wszystkie aktywności, jakie dzieją się w tej placówce wpływają na zdrowie psychiczne i fizyczne podopiecznych znakomicie. – Panie nabrały śmiałości, są bardziej otwarte, nabrały pewności siebie, nauczyły się współpracować, mogą wyrażać swoje emocje, lepiej się komunikują – wylicza zalety aktywności. – Zawiązały się przyjaźnie, nasze podopieczne wyszły do ludzi.
Dyrektor Alina Rogula dodaje, że poprzez aktywność naszych podopiecznych chcą pokazać, że choroba może przydarzyć się każdemu, ale nikogo nie przekreśla. - Nasze podopieczne w dużej mierze, dzięki księdzu Lewczukowi codziennie udowadniają, że wiek czy niepełnosprawność psychiczna nie stanowią przeszkody na drodze do samorealizacji.

Na koniec naszej rozmowy ksiądz Sebastian Lewczuk ma wielką prośbę do czytelników. – Bardzo przydałyby nam się gotowe stroje, materiały, wachlarze, kapelusze parawany teatralne – mówi ksiądz. – Nie mamy na nie funduszy, a ciągle przygotowujemy nowe sztuki. Może ktoś chciałby nam je podarować. Prosimy o kontakt w tej spawie pod numerem 41 367 66 73. W piękny, pogodny dzień oprócz prezentacji wszystkich działań ksiądz Lewczuk pokazuje nam też przed Domem Pomocy przyjazną altankę z cała gamą kolorowych kwiatów. Kobiety po próbie są w bardzo dobrych nastrojach, a za chwilę czekają je zajęcia relaksacyjne, które jeszcze bardziej poprawią im nastrój.

Iwona Rojek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.