Krew utajona. Śmierć profesora Boasa z Kcyni

Czytaj dalej
Fot. Patrick Lanza / Unsplash / zdjęcie ilustracyjne
Adam Willma

Krew utajona. Śmierć profesora Boasa z Kcyni

Adam Willma

Dwunastego marca o świcie 60 000 żołnierzy niemieckich przekracza granicę z Austrią. Trzy dni później Hitler przemawia w Wiedniu do ćwierć miliona ludzi zebranych na Placu Bohaterów. W tym samym czasie Ismar Boas sięga po ampułkę z żółtawym płynem. Odsłania rękaw, wbija igłę. Tak kończy się historia, która 80 lat wcześniej rozpoczyna się w Kcyni.

Ironią losu jest to, że barbiturany, których śmiertelną dawkę wstrzyknął sobie Ismar Boas, zsynetyzował kilka lat po jego urodzeniu Adolf von Baeyer, naukowiec o bardzo podobnej do Boasa historii. Także z żydowskiej rodziny, też po solidnych berlińskich uczelniach. Tyle, że Baeyer miał szczęście umrzeć spokojnie w 1917 roku, w atmosferze spełnienia, jako chluba niemieckiej nauki i laureat Nobla. Boas umiera jako nikt. Przypominają mu o tym okrzyki podnieconego tłumu, który wyległ na Aleję Gołębią, nieopodal Uniwersytetu Medycznego.

Być może w pamięci prof. Boasa pobrzmiewają wówczas słowa mowy pochwalnej wygłoszonej przez doktora Georga Kellinga (współpracownika Boasa, autora pierwszej operacji laparoskopowej) z dnia jego 70. urodzin: „Boas łamał i łamie zawsze wszelkie przeszkody w medycynie, jest niezłomnym bojownikiem i wielkim człowiekiem. Jest skromny, oddany bez reszty nauce, serdeczny wobec przyjaciół i podwładnych asystentów”.

Do 80. urodzin zabrakło 13 dni.

Ścięcie drzewa

Tłum jest rozentuzjazmowany. Hitler przyjeżdża 4-tonowym mercedesem G4, w identycznym aucie za nim jadą lekarze, którzy mają udzielić Führerowi pomocy w razie zamachu. Hitler przemawia z balkonu Nowego Zamku, przez sześć mikrofonów ogłasza przyłączenie do Rzeszy „najmłodszego bastionu narodu niemieckiego”. Wszystkie okoliczne pomniki i drzewa oklejone są ludźmi.

Boas już nie żyje, nie słyszy echa roznoszonego przez uliczne megafony. Za oknem jego gabinetu przy Gołębiej przemykają tramwaje. Dzieci machają z nich chorągiewkami.

W 1938 roku nie ma jeszcze masowych wywózek do obozów i nikt nie wyobraża sobie komór gazowych. Dlatego ocalała część prywatnego archiwum naukowca: listy, zaproszenia, pamiątki niedawnej międzynarodowej sławy. Owszem, 8 000 żydowskich firm i sklepów zostaje zamkniętych, a do systemu prawnego w Austrii wprowadzane są właśnie ustawy norymberskie, (przed którymi Boas z rodziną dwa lata wcześniej uciekł z Berlina do Wiednia). Jeszcze jednak drzwi do Szwajcarii są otwarte. Wystarczy zrzec się majątku i zdać kosztowności. Można wyjechać do Palestyny, jak niektórzy z uniwersyteckich kolegów Boasa. Uczony ma już jednak 80 lat. Za późno na przesadzanie starych drzew.

Czytaj więcej w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 73% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Adam Willma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.