Konrad Maj: Mózg zakochanej osoby wygląda jak mózg narkomana

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Anita Czupryn

Konrad Maj: Mózg zakochanej osoby wygląda jak mózg narkomana

Anita Czupryn

Generalnie stan zakochania to o chemiczna burza. Ta mieszanka działa na nas jak byśmy byli pod wpływem narkotyków - nic nas nie boli, jesteśmy pełni energii i wigoru - mówi dr Konrad Maj, psycholog społeczny.

Dlaczego ludzie łączą się w pary?
Od zarania dziejów ludzie łączą się w pary i jest tego szereg powodów. Ewolucyjnie - tylko w ten sposób, kiedy się połączymy w pary, możliwe jest uzyskanie potomstwa. Ale są kultury, o których powiedzielibyśmy, że są bardziej rozwiązłe, w których jest mniejsza ochota na to, żeby tworzyć trwałe związki. W kulturze zachodniej dzięki łączeniu się w pary tworzymy instytucję i w ramach tej instytucji nie chodzi wyłącznie o to, aby mieć dzieci i dążyć tylko do tego, aby to potomstwo uzyskać. Ale życie w parze jest łatwiejsze: możemy dzielić się obowiązkami, wspierać się w troskach. Bywa, że ludziom nie jest to w smak, nie do końca są zadowoleni z tego, że są z jednym partnerem, ale z drugiej strony jest z tego powodu wiele korzyści. A te korzyści są naukowo udowodnione. Okazuje się, że ci, którzy są w trwałych związkach żyją dłużej, są szczęśliwsi, są mnie podatni na choroby, w tym choroby psychiczne. Niedawno opublikowane badania podłużone „The Harvard Study of Adult Development”, prowadzone przez 75 lat (!) na grupie ponad 700 mężczyzn, pokazały, że to nie sława czy bogactwo dają szczęście i dobre zdrowie, a właśnie dobre, bliskie relacje z ludźmi. Samotność wręcz zabija. Ci, którzy w swoim życiu zamiast ku karierze zwrócili się w stronę związków, rodziny, przyjaźni czy wspólnot, wyszli na tym najlepiej. W parze lżej jest znosić trudy codziennego życia. Partner to osoba, dzięki której uzyskujemy pewien feedback. Dla nas partner to również ktoś w rodzaju coacha, doradcy, superwizora czy recenzenta. Nie ma co ukrywać, że ludzie wiążą się też po to, żeby uzyskać samopotwierdzenie. A ponieważ w ciągu swojego życia dążymy do tego, żeby podwyższać swoją samoocenę, wartościować siebie, to wiadomo, że zyskujemy wzmocnienie własnego ja, kiedy połączymy się w parę z osobą, która jest do nas podobna. Rozmowa z partnerem to takie przeglądanie się w lustrze. Inny ważny, jasny motyw to oczywiście motyw seksualny,

Jak to więc się dzieje, że do jednych ludzi odczuwamy pożądanie, a do innych wprost przeciwnie?
Przede wszystkim tym, co nas przyciąga to atrakcyjność, ale nie tylko w sensie fizycznym, jest to atrakcyjność rozumiana szeroko; może być atrakcyjność społeczna. Ludzie wyszukują się w gęstym tłumie na zasadzie przyciągania, a atrakcyjność jest pierwszym krokiem do tego, żeby rozpocząć dalej kolejny etap znajomości, pójść za ciosem. Ale jednocześnie o tym decyduje pewnego rodzaju reakcja chemiczna. Wykazano w badaniach, że dosłownie ułamki sekund mogą zdecydować o tym, że się zakochamy. Jedno spojrzenie, gest, jakaś specyficzna interakcja mogą uruchomić hormonalną lawinę. To, że jesteśmy na wakacjach, że jesteśmy w takim miejscu, w którym nastrój sprawia, że jesteśmy otwarci na innych, a wszelkie zawodowe sprawy są daleko z tyłu, a dominuje motyw hedonistyczny, to, by cieszyć się życiem, cieszyć się tym, co jest wokół nas, a zatem jesteśmy otwarci na wszelkie kontakty, czujemy się bezpiecznie. Ten czas sprzyja temu, by nasz umysł stał się bardziej wyczulony na subtelne seksualne sygnały.

Jakie cechy w mężczyźnie przyciągną do niego kobietę i odwrotnie - co w kobiecie sprawia, że przyciąga ona mężczyzn?
Zaznaczyć trzeba na początku, że nie ma jednej reguły, choć są dominujące prawidłowości. Obie płcie przyciąga atrakcyjność. Z tym, że dla mężczyzn atrakcyjność w sensie fizycznym ma jednak większe znaczenie. Dla kobiet bardziej liczy się atrakcyjność w sensie społecznym, czyli czy ten mężczyzna jest osobą, która ma jakąś pozycję, co jest sygnałem, że jest to ktoś bardzo dobrze zorganizowany, kto sobie w życiu radzi, że jest to osoba przedsiębiorcza, kreatywna, odważna, silna w relacjach z innymi. Kiedyś było tak, że siła fizyczna była niezwykle istotna; wiadomo było, że facet musi potrafić pomachać dzidą, powalić mamuta. W tej chwili liczy się bardziej ta siła społeczna. Kobiety w ten sposób analizują mężczyzn wokół siebie: czy to będzie osoba, która będzie również w stanie zadbać o rodzinę, również wtedy, gdy kobieta jest wyłączona na pewien czas z życia zawodowego, kiedy w rodzinie pojawia się dziecko. Mężczyzna więc musi być „ogarnięty” , aby móc w tym czasie funkcjonować sprawnie i zawodowo, i na polu rodzinnym. Z takiego podejścia kobiet niektórzy mogliby wyciągnąć prosty wniosek, że kobiety są bardzo zainteresowane grubością portfela mężczyzny, a to zupełnie nie o to chodzi. Kobiety są w stanie zainteresować się mężczyzną, który nawet nie ma portfela, ale cenne dla nich jest to, że ma on pewnego rodzaju potencjał rozwojowy - ma to „coś” co spowoduje, że w trudnych sytuacjach będzie umiał zadbać o siebie i o swoją partnerkę. Można znaleźć na świecie wiele przykładów mężczyzn, którzy są bogaci, ale mimo wszystko samotni. Dlaczego? Bo są postrzegani jako nieudacznicy - bo odziedziczyli fortunę, ale tak naprawdę są niesamodzielni, bezradni. Właśnie ten rozwojowy potencjał jest u mężczyzny czymś, co przyciąga kobiety. Oczywiście nie ma co generalizować, jest cała masa kobiet, które w tym zakresie myślą i postępują inaczej. Wiążą się z osobami, którzy mają kryminalną przeszłość albo pociąg do alkoholu czy innych używek. Wydaje się, że to przeczy omówionej wcześniej zasadzie poszukiwania bezpieczeństwa przez kobiety. Ale pamiętajmy, że w każdym społeczeństwie są osoby, które się pewnym regułom nie poddają - np. z powodu niedojrzałości czy określonego charakteru socjalizacji. Mówiąc ogólnie, dominujące jest to, że kobieta chce mieć przy sobie faceta, który sobie w życiu poradzi i jeśli będzie taka potrzeba - nią również się zaopiekuje. Będzie dla niej partnerem, wsparciem, ale i również czasami przewodnikiem czy nauczycielem.

Stan zakochania to chemiczna burza, działa na nas tak, jak byśmy byli pod wpływem narkotyków - na haju nic nie boli

A co z kobietami które są silne, mają poczucie własnej wartości, osiągnęły wysoką pozycję? Nieraz słyszałam, że mężczyźni uciekają od takich kobiet, bo się ich boją.
Niektórym mężczyznom odpowiada silna, dominująca kobieta w związku, mająca wysoką pozycję zawodową, ale w większości przypadków - mężczyzna znosi to niełatwo, chyba, że sam wysoko się wspiął. Mężczyźni są nieco bardziej nastawieni na rywalizację, sami się porównują, ale również otoczenie społeczne zestawia ich z własnymi partnerkami - na zasadzie „ona jest dyrektorem, a on to pracuje na poczcie”. Często również kobietom trudno zaakceptować taki stan rzeczy. Bywa, że kobiety, które są na wysokich stanowiskach, same wymagają dużo od siebie, przy wysokiej motywacji osiągnięć próbują cały czas pchać do przodu swoją drugą połowę, wskazywać jej kierunki rozwoju, namawiać do kreślenia planów, są pełne napięć. Jest to związane ze stereotypem ról społecznych - i dominującej pozycji mężczyzn na polu zawodowym. Kobiety w takich chwilach myślą sobie „Ja tyle zrobiłam, dlaczego on nie może tego osiągnąć”. Odpowiadając na pytanie - myślę, że mężczyźni boją się również mocno silnych kobiet, jak i kobiety słabych mężczyzn. Pytanie więc również do kobiet, czy są gotowe do akceptacji takiego mniej konserwatywnego modelu w związku i co za tym idzie, rozkładu sił?

Wspomniał Pan, że mężczyzna zwraca uwagę na atrakcyjność fizyczną kobiety. Czy są jakieś cechy wspólne, które zawsze będą działać na facetów?
Wiele możemy sobie mówić, ale jednak koncepcja ewolucyjna nadal jest aktualna. Czyli na przykład wcięcie w talii, o której mówi David Buss, czy profesor Bogdan Wojciszke - chodzi o wskaźnik 0,7 czyli stosunek obwodu talii do bioder, który znamionuje zdolności rozrodcze kobiety. Kobieta, która ma kształt „gitarowy”, to nawet jeśli jest trochę przy kości, wydaje się atrakcyjna. Przykładem kobiety, która takie wcięcie posiada mimo obfitych kształtów jest Kim Kardashian, Jennifer Lopez i wiele innych znanych kobiet. Nie chodzi więc o to, że kobieta musi być bardzo szczupła. Mężczyznom podobają się u kobiet duże oczy, wąski nos, zdrowe, lśniące włosy, gładka skóra - to są atrybuty zdrowia i młodości. Jeśli mówimy o fizycznej atrakcyjności, to te cechy są magnesem dla mężczyzn. Jeśli chodzi o inne cechy, które są dla mężczyzn ważne, to uwodzicielskość. Mężczyźni lubią kobiety, które mają w sobie nutkę tajemniczości, coś, co dla facetów jest zagadką, co powoduje, że nie potrafią przestać o niej myśleć. Lubią kobiety, które nie wyrażają się wprost, a dają do myślenia, są dla mężczyzn wyzwaniem, chcą więc się dowiedzieć, co jest w głowie takiej kobiety. Mężczyźni wysoką cenią sobie kobiety selektywne - czyli takie, które innym odmawiają randki, ale jemu nie. Zapewne wnioskują z tego o tym, że kobieta będąc z nim dochowa mu wierności. Ale oprócz tego jest wiele innych cech ważnych dla mężczyzn, na dłuższą metę do nich należy opiekuńczość. To ważne gdy pojawią się dzieci, bo mężczyzna zadaje sobie pytanie czy kobieta będzie umiała wspólnie z nim je wychować. Zresztą to samo pytania zadaje sobie kobieta. Zatem jeśli mowa jest o długotrwałych związkach mamy w głowach zaimplementowany ewolucyjnie mechanizm związany z tym, żeby poszukiwać osób, z którymi da się wspólnie iść przez życie i wychowywać kolejne pokolenie. Poszukujemy u drugiej strony odpowiednich kompetencji do tego. Mężczyzna patrząc na kobietę, prócz aspektów związanych z wyglądem, związanych również z seksualnością, jeśli myśli o długotrwałym związku, to towarzyszy temu również myślenie pod tytułem: „Czy my będziemy w stanie razem wychowywać dzieci, iść razem przez życie, czy w sytuacji, kiedy jedno czy drugie będzie miało problemy zdrowotne, będziemy mogli na sobie polegać?”

Magazyn „Nature” opublikował artykuł, z którego wynika, że odczuwamy pożądanie do tych osób, których łańcuch HLA różni się od naszego. Co to znaczy?
Tu chodzi o zróżnicowanie genetyczne. Wiele danych na to wskazuje, że im większa jest odległość genetyczna od naszego łańcucha DNA, tym jest większe prawdopodobieństwo, że u dzieci nie pojawią się choroby. Dlatego na przykład tam gdzie panuje endogamia - czyli reguła dobierania sobie partnera z własnej grupy (np. u Żydów aszkenazyjskich) występowanie pewnych chorób uwarunkowanych genetycznie jest częstsze. A zatem dążymy do zróżnicowania genetycznego, co wcale nie wyklucza tego, o czym powiedziałem wcześniej, mówiąc o podobieństwach. No, ale te podobieństwa mieszczą się w zakresie osobowościowym, nie genetycznym. Są też inne badania; w jednym z nich kobiety miały obwąchać koszulki mężczyzn, którzy zostali im przedstawieni i na tej podstawie wybrać partnera. Okazało się, że kobiety posługując się zapachem wybierały partnerów, którzy byli odlegli od nich genetycznie, zapewne po to, by sięgnąć do dalszej puli genetycznej. To jednocześnie wszystko oznacza jak ważny udział w dobieraniu się w pary ma nasz nos…

Czytałam też i o takich teoriach, kiedy to w sytuacjach niebezpiecznych, zagrożenia życia, kiedy w organizmie uaktywnia się produkcja adrenaliny, to powoduje ona chęć przekazania swojego materiału genetycznego i w takich sytuacjach też może dojść do pożądania i do zakochania.
Rzeczywiście w sytuacjach silnego pobudzenia, strachu, jesteśmy w stanie nasze emocje w ten sposób interpretować. I ten afekt jest tak silny, że możemy uznać, iż nasze pobudzenie, które w danej chwili przeżywamy, jest wynikiem swoistego blasku, który spłynął na nas ze strony partnera. Emocje składają się z pobudzenia i interpretacji, więc jeśli występuje silne pobudzenie, mocno nam bije serce, doznajemy skurczu żołądka, możemy to zinterpretować, że to są te osławione motyle w brzuchu i być może jest coś na rzeczy, że ta osoba, jaką mamy naprzeciwko siebie jest obiektem, który należy obdarzyć miłością. W podobny sposób tłumaczy się tzw. syndrom sztokholmski, skłonność do odczuwania sympatii ofiar (zakładników) do swoich oprawców (porywaczy). Stan zakochania jest trudny do kontrolowania, bo nie mamy pełnej władzy nad naszymi hormonami i emocjami, ale na dalszych etapach nasza kora mózgowa może pomóc nam się odkochać.

Niektórzy mówią, że miłość to nic innego, jak chemia.
Generalnie stan zakochania to stan, w którym w mózgu wydziela się dwanaście różnych substancji chemicznych.

Wybuch endorfin, serotoniny, dopaminy…
Tak jest. Stan zakochania to chemiczna burza Mówimy tu o oksytocynie, wazopresynie, adrenalinie, fenyloetyloaminie, endorfinach, dopaminie . Ta mieszanka działa na nas jak byśmy byli pod wpływem narkotyków - na haju nic nas nie boli, jesteśmy pełni energii i wigoru, możemy przenosić góry, nie chce nam się jeść, nie możemy spać. Kiedy gospodarka hormonalna nie jest jeszcze pod naszą kontrolą, nie potrafimy jej okiełznać, a tak dzieje się u ludzi młodych, nastoletnich, to kiedy dochodzi do wymiany spojrzeń, do spotkania w fajnym, sympatycznym miejscu, ich umysły trochę wariują. Były nawet próby sprawdzenia, jak wyglądają mózgi osób, które są w stanie zakochania. Za pomocą rezonansu magnetycznego porównywano taki mózg do innych stanów i okazało się, że mózg zakochanego zachowuje się tak samo, jakby był pod wpływem kokainy. Można więc sobie wyobrazić, dlaczego w fazie zakochania podejmujemy często głupie decyzje. Ludzie rzucają wszystko i wyjeżdżają, goniąc za ukochanym, albo rzucają się z mostu. Być może jest to wynikiem tego, że te wszystkie hormony blokują nam racjonalne myślenie, ono wtedy jest przytłumione. Rodzice tłumaczą pociechom: „Będziesz miała innego, będziesz miał inną”, ale w takim stanie tego nie da się wytłumaczyć. Dlatego też można powiedzieć, że miłość u młodych ludzi wygląda trochę inaczej niż u dojrzalszych, o czym mówiliśmy wcześniej. Ludzie dojrzalsi potrafią analizować i podejmować decyzje; miłość ludzi młodych jest bardziej burzliwa, mniej racjonalna, oni nie mają szerszej perspektywy, nie zastanawiają się, czy ona, on będą nadawać się na żonę, męża. W tym wypadku nic nie opiera się na chłodnej kalkulacji, buzują hormony, tłumiąc racjonalny osąd sytuacji.

A hormony uaktywniają się wtedy, kiedy świeci słońce. To dlatego najczęściej zakochujemy się latem?
Jak najbardziej. Wszystkie wspomniane „hormony szczęścia” bardzo mocno aktywizują się wtedy, kiedy czujemy się bezpiecznie, jesteśmy w dobrym nastroju, jest nam dobrze, słońce temu na pewno sprzyja. Można powiedzieć, że w takiej sytuacji stały układ fizjologiczny jest już nastawiony i otwarty na pozytywne doznania i jednocześnie brak zagrożeń. W momencie, kiedy pojawi się ktoś na przykładowej nadmorskiej czy mazurskiej potańcówce, to trafia na podatny grunt i może dojść do zakochania, zwłaszcza, że wszystko to dziać się może przy pewnej formie rywalizacji: kto z kim wyjdzie z dyskoteki, kto wyjdzie z baru samotnie, a kto nie. Stąd te wakacyjne miłości mają w sobie niesamowitą magię. Ale z drugiej strony często potem się okazuje, że spotkanie w innych warunkach pozbawia tejże magii i wszystko może skończyć się jedną wielką uczuciową katastrofą.

Okazało się, że kobiety posługując się zapachem wybierały partnerów, którzy byli od nich odlegli genetycznie

Jakie według Pana są najlepsze miejsca na romantyczną randkę?
To zależy, czy mówimy o czymś na krócej, czy na dłużej. Jeśli myślimy o tym, żeby było fajnie i ekscytująco, ale na krótko i bez dalszych planów, to im więcej światła, im więcej muzyki i im więcej wszelkich atrakcji, tym lepiej, bo pobudzenie pięknie na nas działa i możemy szczytować nawet bez seksualnych uniesień Natomiast, jeśli chcemy się przyjrzeć komuś, kto miałby być partnerem na zawsze, na stałe, na długo, to im mniej tego rodzaju gadżetów, im mniej stymulacji, tym lepiej, bo wtedy możemy kogoś zobaczyć sauté, bez ubrania w brokat i światełka, i możemy zdiagnozować, czy posiadamy odpowiednie cechy do tego, żeby być ze sobą na dłużej. Innymi słowy, jeśli ktoś preferuje wariant pierwszy, na krótko, to kluby i dyskoteki będą temu sprzyjać. Jeśli zaś chcemy kogoś wyczuć, czy się nadaje na dłużej, to spotkajmy się z nim w parku, w bibliotece, czy innych spokojnych miejscach; wyjedźmy gdzieś, gdzie nie ma ludzi, spójrzmy sobie w oczy, porozmawiajmy o tym, czy mamy ze sobą coś wspólnego. A zatem w pierwszym wariancie tłumy i inne atrakcje mogą nam ubarwić spotkanie z drugim człowiekiem, w drugim wariancie - odwrotnie. A co się wydarzy - to wszystko zależy od fantazji.

Jakie największe błędy popełniamy podczas randek?
Myślę, że sporo tego jest. Jeśli jesteśmy z osobą, która nie potrafi się zachowywać kulturalnie, nie potrafi słuchać, jest za bardzo skupiona na sobie; zresztą to dotyczy obu stron. Uważam, że wzajemna ciekawość jest tu istotna, bo ludzie bardzo nie lubią egoizmu i tego, że ktoś strasznie dużo o sobie mówi. Obie strony mogą popełnić ten błąd, stosując autoprezentację własnej osoby, nie słuchając potrzeb drugiej i tego, czy ona jest w ogóle zainteresowana naszymi wynurzeniami. Albowiem dla stałości związku kluczowe jest zaspokojenie potrzeb wzajemnych. Jeśli ktoś od samego początku spotkania pokazuje, że druga osoba go nie interesuje, to ma małe szanse na udaną randkę. Obżarstwo, upijanie się, też niestety, dobrze nie wróży. Podobnie jak arogancja, niemile zachowanie nie tylko do swojej partnerki czy partnera, ale też w stosunku do innych osób; jak obgadywanie tychże osób, traktowanie innych z góry też jest źle widziane. Także brak oryginalności, czy też brak decyzyjności, zwłaszcza w przypadku mężczyzn nie jest dobrze widziany. Kiedy mężczyzna co jakiś czas pyta kobietę: „A co byś teraz chciała robić, dokąd pójść?”, to może z jednej strony jest fajne, że pyta, ale z drugiej strony pokazuje się jako osoba, która sama nie do końca ma pomysł na to, jak spędzić czas i będzie musiała być cały czas prowadzona za rączkę.

Co jest najważniejsze z punktu widzenia kobiety, a co z punktu widzenia mężczyzny, jeśli zależy im na bliskim związku?
Jeśli mówimy o trwałym związku, to przede wszystkim ważne jest to, żeby była sfera intymna, intymnych przeżyć, rozmów, wspólny świat pewnych wartości, który byłby bazą. To, że ludzie ze sobą rozmawiają, przychodzą do siebie wtedy, kiedy jest im źle, smutno i nie wstydzą się ze sobą rozmawiać. Myślę, że to jest fundamentalna sprawa, bo jednak te inne aspekty, o których tu rozmawialiśmy, seksualne, wymiana spojrzeń, ochy, achy, wdechy i motylki w brzuchu wiadomo, że kiedyś przeminą. Jeśli od początku związku istnieje świat intymny, to ten związek ma szansę na przetrwanie. Chodzi o to, żeby było coś, co ludzi łączy, wspólne wartości, wspólne pasje, ale też otwartość w stosunku do drugiego człowieka, mówienie o tym, co każdego dnia się nam przydarzyło, co nas zabolało, zasmuciło. Jeśli tego nie ma, jeśli to nie budzi zainteresowania wzajemnego, to jest zły prognostyk. Gdybym miał wybrać jeden z tych elementów, to powiedziałbym, że świat intymny, element przyjacielskości jest tu bardzo ważny. To podstawa, która powoduje, że ludzie sobie w trudnych chwilach pomagają, wspierają się, myślą o sobie wzajemnie nawet wtedy właśnie, gdy włosy już siwe i skóra pomarszczona.

Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.