Kocham sportową Łódź: Paralele i refleksje Olimpijskie

Czytaj dalej
Fot. Pawel Relikowski
Dariusz Kuczmera

Kocham sportową Łódź: Paralele i refleksje Olimpijskie

Dariusz Kuczmera

Zanim ujawnię personalia doskonale mi znanego człowieka, który nie przepada za igrzyskami, muszę przyznać, że cieszy mnie wzrost zainteresowania sportowym świętem, nawet jeśli jest to moda porównywalna z wizytami niewierzących ze święconką w kościele.

Kocham sportową Łódź: Paralele i refleksje Olimpijskie

Cieszy mnie, że nadal w igrzyskach wiodącą rolę odgrywają ludzie, choć straszono, że ogień olimpijski zapali robot. Nadal istnieje wioska olimpijska, nadal potrzebne są prezerwatywy, ludzie się spotykają. Jestem jednak pewien, że za 124 lata, świat będzie globalną wioską olimpijską, a o medale walczyć będą nasi reprezentanci z domów poprzez komputery. Już teraz e-sport bije rekordy popularności. Medale za zwycięstwa będą najlepsi dostawać mejlem w formacie 8D czy też może 11G.

Przybywa dyscyplin olimpijskich. Oglądam popisy snowboardzistów i przypominam sobie, jak przed laty Ryszard Kołodziejczak inwestował swoje pieniądze w budowę pierwszego skateparku przy ul. Wróblewskiego. Poza garstką ludzi w spodniach z obniżonym krokiem nikt nie rozumiał o co w tym chodzi. Snowboardziści, jak wtedy rolkarze dokonują cudów na rampach. Co jeszcze ludzie wymyślą? Może za kilkanaście lat podczas zjazdu zawodnik będzie musiał trzymać przed sobą tablet i chwalić się wrażeniami z jazdy wprost na FB? Można przecież chodzić czytając książkę (spotkacie kiedyś idącego do redakcji koło katedry mojego kolegę Dariusza Pawłowskiego), można też skakać na nartach i pisać na kompie.

Igrzyska bronią się dlatego, że całe narody jednoczą się i konfrontują poprzez klasyfikację medalową. Chcemy być lepsi od innych, porównanie jest wymierne. Współczuję tylko kilkunastoletniemu Saszy spod Krasnojarska, który nie może liczyć medali sportowców z jego kraju, bo tylko oni, Rosjanie, się szprycowali. Inni nie.

Gdyby naprawdę igrzyska były imprezą numer 1, to chorążym musiałby być Robert Lewandowski. A on nie tylko nie będzie chorążym, nawet nie będzie kapitanem olimpijskiej drużyny Polski. Nie będzie olimpijczykiem Robert Kubica, chyba że deskę rozdzielczą swojego auta zamieni na deskę snowboardową. Takich przykładów można by mnożyć.

Igrzyska z motoryzacją, z którą każdy ma na co dzień kontakt, miały wiele wspólnego tylko po 1992 roku, kiedy w nagrodę za srebrny medal olimpijski każdy piłkarz otrzymał złotego poloneza. Nawet rezerwowy ełkaesiak.

I tak dalej, i tak dalej. Niektórych kibiców denerwuje podejście olimpijczyków do igrzysk. Już po dwóch dniach usłyszeliśmy (głównie od polskich sportowców), że „nie myślę o zdobyciu medalu, bo dla mnie liczy się udział”. Powiedzcie kochani tym, co grają w toto-lotka, że liczy się udział. Żółwik. Acha, miałem ujawnić czyjeś personalia! Ale już brakuje mi miejsca. Do widzenia i do przeczytania.

Dariusz Kuczmera

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.