Kazimierz Karabasz, człowiek który stworzył polską szkołę dokumentu

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska

Kazimierz Karabasz, człowiek który stworzył polską szkołę dokumentu

Anna Gronczewska

Niedawno zmarł Kazimierz Karabasz, wybitny polski reżyser filmów dokumentalnych. Chociaż urodził się w Bydgoszczy, a mieszkał w Warszawie, to ważnym miejscem w jego życiu była Łódź. Przez wiele lat wykładał w łódzkiej Szkole Filmowej. Nazywany jest twórcą polskiej szkoły dokumentu.

Rozpoczął studia na wydziale reżyserii Szkoły Filmowej.

- Kiedy studiowałem to w Polsce kręciło się mało filmów, a my chcieliśmy się nauczyć czegoś więcej niż to co oglądaliśmy - wspominał w rozmowie z nami prof. Kazimierz Karabasz. - Na ekranach zaczęły się pojawiać filmy włoskiego neorealizmu. Także chcieliśmy kręcić takie filmy. Próbowaliśmy, ale z miernym skutkiem - wspominał.

Kazimierz Karabasz studiował w ciężkich czasach stalinizmu. Jednak w szkole studenci znajdowali azyl dla siebie. Zajęcia trwały po 10 godzin dziennie i były także w soboty.

- W ogromnej większości polityka nas nie interesowała - zapewniał prof. Karabasz. - Liczył się film. Co prawda pakowano nam w różnej formie do głowy marksizm i leninizm. Czuliśmy, że to lipa, ale nie wiedzieliśmy jak ją zweryfikować.

Kazimierz Karabasz opowiadał nam, że studia związały go z Łodzi.

- Na pewno to miasto ma swój klimat, dosyć specyficzny - mówił nam profesor Kazimierz Karabasz. - Jednak to miasto nie było bohaterem moich filmów dokumentalnych. Pojawiały się w nich tylko strzępki obrazu Łodzi. Ja znam głównie centrum tego miasta. Nie znam jego obrzeży. Dobrze poznałem ulicę Kilińskiego.

Profesor przyznawał, że ta ulica nie robiła na nim dobrego wrażania.

- To moim zdaniem taka ludzka zgroza - wyjaśniał Kazimierz Karabasz. - Znam tę ulicę bardzo dobrze. Przez wiele lat ją przemierzałem pokonując trasę z Dworca Łódź Fabryczna na ul. Targową, do szkoły filmowej. Zresztą cała Łódź była zawsze miastem starym, biednym i chyba tak jest dalej. Nie mam najlepszych wrażeń z tego miasta. Zresztą mnóstwo czasu spędzałem w szkole przy Targowej - mówił.

- Niedziela pozostawała na wyspanie się. Tak było przez wszystkie lata moich studiów. Miasta więc dobrze nie poznałem. To były lata 50., czas zaraz po wojnie. Nie dziwię się, że Łódź była wtedy zaniedbana. Zresztą do dziś nie brakuje w niej starych, zabudowanych chaotycznie ulic. To moim zdaniem taka spontaniczna zabudowa. Jeden dom jest większy, drugi mniejszy. Ale ja się temu nie dziwię. Tak powstawały biedne miasta, bo Łódź przecież nigdy nie należała do bogatych. Budowano wille i pałace dla właścicieli fabryk, ale robotnicy mieszkali w o wiele gorszych warunkach. Ten obraz miasta widzi się jeszcze dzisiaj. Może jestem trochę niesprawiedliwy wobec Łodzi. Jednak nie jest ona jedyna. Takie miasta znajdzie się całej w Polsce. Przez wiele lat były tu głównie fabryki włókiennicze, które miały zapewnić pracę mieszkańcom. To miasto nie może więc inaczej wyglądać. Z trudnego, marnego kapitalizmu przeszło do powojennego socjalizmu, który nie był wiele lepszy. Po 1945 roku zaczęto budować osiedla na peryferiach Łodzi. Dało się tam pewnie nieźle mieszkać. Z centrum jednak nic przez lata nie robiono.

Choć czasem Łódź drażniła profesora, jednak to miasto darzył sentymentem.

- Tu spędziłem czas studiów, tu zacząłem wchodzić w dorosłe życie - mówił prof. Karabasz. - Szkoła filmowa była cudownym miejscem do studiowania. To są wrażenia bardzo silne i nigdy ich nie zapomnę. Przez to zawsze będę o Łodzi pamiętam. Takim szczególnym sentymentem darzę głównie szkołę filmową. Łódź była zawsze miastem filmu. Tu powstały pierwsze, powojenne filmy fabularne.

Kazimierz Karabasz Szkołę Filmową skończył w 1955 r. Po studiach został asystentem profesora Jerzego Bossaka. Już w 1956 roku, nakręcił swoje dwa pierwsze filmy, razem z Władysławem Ślesickim, który w 1973 roku wyreżyserował „W pustyni i puszczy”, kultowy film pokolenia dzisiejszych pięćdziesięciolatków. Karabasz i Ślesicki nakręcili razem „Gdzie diabeł mówi dobranoc” oraz „Ludzie z pustego obszaru”. Pokazywały obraz warszawskiego Targówka i Pragi. Zapoczątkował nim tzw. czarną serię. Jej kontynuacją był film z „Powiśla”.

Wtedy Kazimierz Karabasz zaczął współpracę z operatorem Stanisławem Niedbalskim. Zrealizował z nim większość swoich filmów. Potem kręcił filmy poświęcone grupom ludzi, ich pasjom. Jak „Ludzie w drodze”, „Muzykanci”, „Węzeł”. W jego twórczości znalazły się też filmy poświęcone indywidualnym bohaterom, jak „Rok Franka W.”, „Sobota” czy „Przenikanie”.

W 2006 roku nakręcił film o dalszych losach bohatera filmu z 1966 roku Franciszka W. Nosił on tym razem tytuł „Pan Franciszek”. W filmie z lat 60. przez rok obserwował jego życie. Franek był wtedy w Ochotniczym Hufcu Pracy. Po 40 latach sprawdził, co dzieje się u tego bohatera, który akurat przechodził na emeryturę. Swój ostatni film nakręcił w 2008 r. Nosił tytuł „Przenikanie”. Opowiadał o grupie maturzystów z Żyrardowa, o ich marzeniach, nadziejach, a także lękach.

Nigdy nie zrobił jednak filmu o Łodzi.

- Nie chciałem kręcić takiego filmu - tłumaczył nam profesor Karabasz. - Bardzo łatwo zażerować na biednych podwórkach, ulicach, na tym całym zaniedbaniu centrum Łodzi. Nie o to przecież chodzi.

Profesor Kazimierz Karabasz opowiadał nam, że jednym z jego ulubionych łódzkich miejsc była ul. Piotrkowska.

- Lubiłem bardzo także odwiedzać łódzką filharmonię - mówi nam reżyser. - To było dla mnie wyjątkowo dobre miejsce. Do łódzkich teatrów nie było czasu chodzić. Natomiast koncerty w filharmonii odbywały się późnym wieczorem. Spędzałem w niej trzy godziny, a potem wychodziłem na puste ulice. Wracałem w dobrym nastroju do szkoły filmowej.

Śmiał się, że nawet nie pamięta ile lat wykładał w łódzkiej Szkole Filmowej. Wykłady zakończył sześć lat temu.

- Na pewno bardzo długo wykładałem - mówił nam. - Wiele lat co tydzień przyjeżdżałem do Łodzi. Już w latach 50. byłem asystentem profesora Jerzego Bossaka. Z czasem zostałem samodzielnym wykładowcą. Mogę powiedzieć, że z Łodzią i szkołą filmową byłem związany na pewno ponad 30 lat, aż do przejścia na emeryturę. Jak wcześniej wspomniałem bardzo dobrze poznałem drogę z Dworca Fabrycznego do szkoły filmowej. I muszę powiedzieć, że wiele przez te lata się ta ul. Kilińskiego nie zmieniła. Zawsze było tam szaro. Zawsze jednak miałem nadzieję, że w innych miejscach, na nowych osiedlach jest bardziej kolorowo. Ludzie mają tam lepsze warunki do życia.

Łódź uhonorowała go gwiazdą w alei poświęconej największym postaciom polskiego filmu.

- Bardzo mi miło z tego powodu - zapewniał profesor Karabasz. - Ta aleja, znajdujące się na niej gwiazdy też są związane z filmem, którym przez lata zajmowało się to miasto.

W ubiegłym roku Szkoła Filmowa przyznała mu tytuł Doktora Honoris Causa. Otrzymał go jako pierwszy dokumentalista. Niestety, ze względu na stan zdrowia, nie mógł odebrać go osobiście.

- Karabasz traktował bohaterów z uwagą, delikatnością i szacunkiem - mówił w laudacji promotor dr hab. Andrzej Sapija, prodziekan Wydziału Reżyserii Filmowej i Telewizyjnej łódzkiej Szkoły Filmowej. - Reprezentuje w sferze etyki dokumentalisty rygoryzm i bezkompromisowość wyrażające się w postawie przyjmującej prymat dobra bohatera nad celami i interesami autorskimi twórcy. Karabasz, który wchodzi do grona naszych honorowych doktorów, wnosi coś niezmiernie ważnego, za co jesteśmy mu wdzięczni - powagę oraz odpowiedzialność. A w sferze tematu - pochwałę codzienności.

Kazimierz Karabasz w 1982 otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1992 r. zwyczajnego sztuki filmowej. W latach 1982-1987 był wykładowcą, profesorem i dziekanem Wydziału Reżyserii, a od 2000 roku kierownikiem Zakładu Filmu Dokumentalnego. Wychował wiele pokoleń reżyserów. Był między innymi nauczycielem Krzysztofa Kieślowskiego. Zmarł 12 sierpnia. Miał 88 lat.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.