Joanna Przetakiewicz: Kobiety wciąż mierzą się ze szklanym sufitem

Czytaj dalej
Aleksandra Szatan

Joanna Przetakiewicz: Kobiety wciąż mierzą się ze szklanym sufitem

Aleksandra Szatan

Joanna Przetakiewicz to symbol kobiecego sukcesu w biznesie. Udało jej się wyjść poza wizerunek pięknej i młodszej partnerki miliardera, zawalczyć o pozycję w nowej dla niej branży biznesu - czyli modzie - i w dodatku przekuć swoją popularność na konkretne działania prokobiece. Rozmowa z Joanną Przetakiewicz, bizneswoman, założycielką marki modowej La Mania, która w tym roku obchodzi 10-lecie oraz pomysłodawczynią ruchu społecznego Era Nowych Kobiet.

„Nie raz ktoś będzie ci próbował podciąć skrzydła, zasiać wątpliwości, będzie zadawał ci głupie pytania. Niektórzy nie znoszą kiedy ktoś robi więcej niż oni, a szczególnie kobieta. Zawsze sobie wtedy powtarzaj - twoja zła wola mnie nie dotyczy. Nie daj się zbić z tropu, bo niektórzy, nawet na pozór mądrzy, kochają to robić innym. Świat nie jest idealny, ale możemy zrobić bardzo wiele żeby uczynić go lepszym” - to słowa, które usłyszała pani od Michelle Obamy, byłej Pierwszej Damy USA. Jak wspomina pani to spotkanie?

Joanna Przetakiewicz: Kobiety wciąż mierzą się ze szklanym sufitem

Możemy zrobić wiele, aby uczynić świat lepszym. Każdy z nas. Dzisiaj jesteśmy bardzo podzieleni pod wieloma względami. Nierówności płci, polityki, religii, orientacji seksualnej oraz na wielu innych polach. Trzeba zrobić wszystko, żeby znowu zacząć się łączyć. Szanować. Wierzę bardzo w te słowa, inaczej nie powołałabym do życia ruchu społecznego Era Nowych Kobiet, który narodził się pod koniec 2018 roku, a już zgromadził pół miliona Polek w kraju i za granicą. Michelle to osobowość. Silna, a zarazem delikatna kobieta, doskonale wykształcona, pewna siebie, ale i wrażliwa. Dowcipna, mądra, pełna emocji i doświadczeń, o których szczerze opowiada. Otwarcie mówi o depresji, terapii małżeńskiej, niepłodności. Poczułam z nią więź, choć widziałyśmy się tylko raz. To było w Stanach Zjednoczonych, tuż po tym, jak założyłam ENK. Tak jak doradziła Michelle, robię swoje. Wierzę w to, co robię i wierzę w ENK. W tak krótkim czasie wydarzyło się już tyle dobrego, ważnego, wspaniałego. Nie żałuję!

Kobietom trudniej osiągnąć sukces w życiu zawodowym? Wciąż oceniane są bardziej przez pryzmat urody niż umiejętności?

Chciałabym zaprzeczyć, ale niestety często analizuję różnorodne badania i statystyki, z których wynika, że kobiety wciąż mierzą się ze szklanym sufitem, np. zarabiają ok. 30 proc mniej niż mężczyźni na podobnych stanowiskach. I są często oceniane w biznesie przez pryzmat urody czy wyglądu. Słyszałam wiele historii, w których blondwłosa, szczupła prezeska firmy jest notorycznie brana za sekretarkę. Bo przecież to niemożliwe, że tak świetnie wygląda i jednocześnie ma kompetencje, prawda?...

Jak pani wspomina początki swojej zawodowej drogi? Co było najtrudniejsze?

U mnie kariera zawodowa potoczyła się wyjątkowo szybko. Jeszcze na studiach zaczęłam współtworzyć prywatne kliniki stomatologiczne, jedne z pierwszych prywatnych placówek tego typu w Polsce. Moja wspólniczka, doświadczona stomatolog, była idealnym partnerem. Kiedy skończyłam studia, byłam już od kilku dobrych lat żoną, miałam trzech synów, poza tym dostałam się na aplikację radcowską i jednocześnie spełniałam się jako bizneswoman. Od początku byłam niezależna finansowo, co zaczęło uwierać mojego męża. I to pewnie okazało się trudne nie tylko dla niego, ale i dla naszego związku.

Kiedy poczuła pani, że trafiła na właściwą ścieżkę?

Właściwa ścieżka? Na różnych etapach życia wybieram różne drogi i za każdym razem czuję, że to właściwy czas, miejsce, moment. Nie skupiam się na jednej dziedzinie, jak widać. To daje mi poczucie spełnienia, a także szansę na rozwój.

Kto był dobrym duchem tego projektu, który motywował panią przy rozwijaniu marki modowej La Mania? To Karl Lagerfeld spowodował, że zajęła się pani modą?

Moda jest mi bliska od dziecka. Jako mała dziewczynka przez lata jeździłam z mamą do zaprzyjaźnionej krawcowej. Jako nastolatka eksperymentowałam ze stylem, łączyłam spodnie dresowe ze szpilkami itp, co zresztą robię do dziś (śmiech). Wtedy coś dziwnego, intrygującego, innowacyjnego. Kiedy przed kilkunastoma laty poznałam Karla Lagerfelda, to on uświadomił mi, że powinnam podążać za marzeniami. Wtedy rzeczywiście jednym z moich największych marzeń było założenie własnej marki modowej. I dzięki naszym rozmowom w dużej mierze to się udało. La Mania jest jednym z moich ukochanych życiowych projektów!

La Mania ma już swoją silną pozycję w świecie mody. Świętowane w tym roku 10-lecie z pewnością skłania też do pewnych podsumowań. Ma pani poczucie, że trafiła z tą firmą w odpowiedni czas?

Tak. Ale przede wszystkim czuję, że trafiłam w gusta Polek. Cieszy mnie, kiedy spacerując ulicami różnych miast i miasteczek, napotykam dziewczyny, kobiety w naszych projektach. Ta marka narodziła się przede wszystkim z mojej pasji i miłości do mody.

Gdzie zbierała pani inspiracje?

To się dzieje nieustannie, choćby podczas moich licznych podróży, właściwie wszędzie: na ulicach Warszawy, Londynu, Nowego Jorku. W muzeach i w galeriach sztuki. Inspirują mnie fotografie: i te uliczne, i sesje modowe. Kocham kino, z którego również nieraz czerpię inspirację.

Jaki zasięg ma obecnie La Mania? Gdzie docierają pani kolekcje? Ile osób przy nich pracuje?

Nasze klientki to naprawdę bardzo różne kobiety, o różnym wieku, statusie, pozycji społecznej. Nad każdą kolekcją pracuje łącznie, razem z krawcowymi, od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. Pieczę nad La Manią sprawuje także w dużej mierze mój najstarszy syn, Aleksander. Ubiegnę pani pytanie: pracuje się nam bezkonfliktowo, nie wchodzimy sobie w paradę, możemy na siebie liczyć. No i dzięki temu jeszcze częściej możemy się ze sobą spotykać.

Jak mocno zmienił się świat mody w ostatniej dekadzie z pani perspektywy?

Świat przyspieszył, także świat mody. Zmiany następują ostatnio wyjątkowo szybko, nawet gwałtownie. Sezon modowy trwa krótko, jakieś trzy miesiące. Pojawia się różnorodność trendów. Kiedyś nosiło się mini i koniec. Dzisiaj modna jest i mini, i długość midi, i maxi. Każda kobieta ma szeroki wybór, wiele opcji, także jeśli chodzi o marki. Tych lokalnych, także w Polsce, przybywa niezwykle szybko. Domy mody i projektanci są coraz bardziej świadomi, odpowiedzialni. Nareszcie pojawiają się materiały ekologiczne, z recyklingu. W La Manii robimy teraz m.in. dresy z organicznej bawełny. Powstają specjalne kolekcje poświęcone konkretnym problemom społecznym, jak brak tolerancji itd. A obecność mediów społecznościowych bardzo namieszała w świecie mody. Dzięki technologii i internetowi nawet niszowe marki mają szansę na wielki sukces. Poza tym w mediach społecznościowych kształtuje się coraz więcej trendów, nie tylko modowych, ale i kulturowych, społecznych. Ciekawe zjawisko.

Pandemia koronawirusa odbiła piętno na branży?

Tak, ale niestety wpłynęła na modę negatywnie. Wiele firm upadło, wiele zamyka swoje sklepy. Mowa nawet o gigantach, którzy oferują modę sieciową za nieduże pieniądze. Wielu projektantów przeżywa różne problemy. Często rozmawiam o tym z innymi. Zastanawiamy się, co dalej. Jak zmieni się świat, nie tylko mody. Jest zbyt wiele niewiadomych, aby stawiać konkretne tezy. Jednak mam nadzieję, że jakoś się to wszystko pięknie poukłada.

Projektanci mody stawiają na kreacje stworzone z myślą o czerwonym dywanie czy coraz bardziej popularny jest kierunek ready-to wear i moda użytkowa, która spokojnie obroni się w miejskich przestrzeniach? La Mania ma w swoich kolekcjach zarówno piękne suknie, jak i wygodne bluzy, idealne do sportowych stylizacji. Kluczem do sukcesu jest znalezienie złotego środka?

Raczej znalezienie własnego stylu. Kierunku. Moda użytkowa jest niezbędna, stąd powodzenie naszych bluz, legginsów. Coraz częściej moda sportowa wchodzi na salony. Już nikogo nie dziwią trampki do garnituru na wielkiej gali czy płaskie buty do balowej sukni. A w tworzeniu kolekcji chodzi też o to, aby pogodzić własne wizje z oczekiwaniami klientów, bo przecież to dla nich tworzymy modę. Nie można o tym zapominać.

Moda to świat wielkich finansów? Przygotowując kolejne kolekcje projektanci muszą dysponować ogromnym budżetem? Pamięta pani, na co wydała pierwsze zarobione przez siebie pieniądze?

Pierwsze zarobione pieniądze na pewno przeznaczyłam na coś praktycznego. Nie pamiętam już dokładnie, ale chyba na markowe dżinsy, wtedy przedmiot pożądania. Byłam nastolatką, pracowałam dorywczo jako modelka dla Mody Polskiej, pojawiłam się w paru kalendarzach i sesjach modowych. Fajne czasy! Rynek modowy dopiero raczkował, wszystko odbywało się w dość prostych warunkach, modelki same malowały się do sesji czy na pokaz. I tu mamy odpowiedź na pani pytanie, moda nie zawsze oznacza wielkie budżety. Czasami powstają projekty piękne, dobrej jakości, stworzone przez artystę rzemieślnika, w pojedynczych egzemplarzach. Choć nadal są też potężne domy mody, które dysponują milionami.

Wśród klientów La Manii nie brakuje osób znanych z pierwszych stron gazet.

Cieszy mnie, oczywiście, jeśli znane osoby noszą nasze projekty. Wiele uwielbia je prywatnie, ale dla mnie tak samo liczy się każda klientka i nieważne, jak słynne nazwisko nosi.

Co pani daje największą siłę w życiu? Czym dla Pani jest luksus?

Moją siłą są ludzie, bliskie relacje, to moje paliwo. A moim luksusem jest to, co od nich dostaję: uważność, ciepło, wsparcie, uśmiech, rozmowy, które trwają nieraz godzinami. Ostatnio policzyłam, że mam aż 9 osób, do których mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, na które mogę zawsze liczyć. To bardzo wiele, zdaję sobie sprawę. Niektórzy nie mają nikogo takiego! Uważam więc to także za mój prywatny luksus. Miłość, przyjaźń, wspólny czas, oto moja „baza”.

Udane połączenie życia zawodowego ze spełnieniem w życiu prywatnym w dzisiejszych czasach jest trudniej osiągnąć niż kiedyś?

Nie jestem pewna, czy trudniej, kiedyś były inne ograniczenia. Brak takich szans na rozwój czy wyjazdy zagraniczne, problemy z zaopatrzeniem w sklepach. Potem przyszły czasy, w których kariera zaczynała rządzić życiem rodzinnym w wielu domach. To wszystko zależy od tak wielu czynników. Kim jesteśmy, czy i jaką mamy pomoc, na kogo możemy liczyć, gdzie mieszkamy, czy jesteśmy niezależne finansowo, czy mierzymy się z dodatkowymi trudnościami, jak choroba albo brak wsparcia...

Co skłoniło panią do stworzenia ruchu Era Nowych Kobiet? Gdzie był ten punkt zapalny?

Pierwsze spotkanie, kobiece, pełne emocji i energii, a także pełne łez wzruszenia, śmiechu. W listopadzie 2018 roku zaprosiłam do Warszawy na kolację 30 kobiet, które wygrały na moim Instagramie pewien konkurs. One przybyły z całej Polski, nawet z odległych stron. Każda stawiła się dzielnie i odważnie w restauracji, o wyznaczonej porze. Nasza kolacja przeciągnęła się do późna, aż do północy. Poczułyśmy wielką kobiecą solidarność, plemienną wspólnotę, której nieraz tak nam brakuje... Rozmawiałyśmy na poważne tematy, a jak zrozumiałam i usłyszałam, jak wiele z nich nie ma się komu wygadać, wyżalić. Jak dużo jest problemów i często dramatów, które pozostają nierozwiązane, zamiecione pod dywan. Postanowiłam to zmienić. Wielka kobieca energia nie mogła się zmarnować. I co? Wtedy, pod koniec 2018 roku było nas 30, a dziś jest pół miliona. Razem możemy zdziałać więcej, mocno w to wierzę, a moje Superenki, jak je nazywam, udowadniają to każdego dnia.

Spodziewała się pani, że ENK-ki tak urosną w siłę w ciągu tych kilkunastu miesięcy i staną się realną szansą dla innych kobiet, które często boją się poprosić o jakąkolwiek pomoc?

Czułam, że w ENK-ach drzemie potężna siła, ale nie sądziłam, że nasz ruch rozwinie się tak szybko; został uznany za najbardziej dynamicznie rozwijający się ruch społeczny w Polsce. A ja ciągle spotykam Polki, które przekonują mnie, że warto działać w tym kierunku. Ile dobra się wydarzyło, ile inicjatyw, także oddolnych, ile pomocy, w ramach ENK, długo by opowiadać. Od wspólnego biegania, pieczenia ciast, spotkań przy kawie, aż po wymiany ubrań w duchu eko i no waste, a także rozwój. Wykłady i warsztaty, wspólne przedsięwzięcia biznesowe, pomoc w rodzinnych czy osobistych dramatach. Kiedy jednej z Superenek spalił się dom, natychmiast dostała wiele realnego wsparcia od koleżanek z ENK. Każde takie wydarzenie uświadamia mi, że powołanie tego ruchu miało głębszy sens, że było warto.

Aleksandra Szatan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.