Jesteśmy zwierzętami stadnymi, które najbardziej boją się odrzucenia, czyli... śmierci!

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Czachorowski
Hanna Walenczykowska

Jesteśmy zwierzętami stadnymi, które najbardziej boją się odrzucenia, czyli... śmierci!

Hanna Walenczykowska

Z dr Joanną Lessing-Pernak, psychologiem, terapeutą, prezesem ośrodka Dom Uważności rozmawiamy o depresjach i próbach samobójczych dzieci.

W miniony piątek na Wyspie Młyńskiej odbyły się pierwsze warsztaty cyklu „Wrzesień uważności”. Spotkania są?
Profilaktyką. Napisaliśmy "Program edukacyjny obejmujący tematykę zapobiegania występowaniu zaburzeń psychicznych". Finansowany jest z pieniędzy Urzędu Miasta Bydgoszczy i przez MED-ARS. Partnerami są „Łaźnia Miejska” ośrodek profesora Aleksandra Araszkiewicza i nasz Dom Uważności. Realizując ten projekt staramy się uratować jak najwięcej dzieci przed chorobą i pobytem w szpitalu psychiatrycznym.

Ratować dzieci?! To aż tak duży problem?
Myślę, że to ogromny. Rzeczywistość staje się nieprzewidywalna i zaskakująca. Nawet dorośli sobie z nią nie radzą. Presja w szkole, pożądanie sukcesu – te zjawiska są coraz silniejsze. Tak naprawdę wyścig szczurów zaczyna się już w przedszkolu. Ostatnio konsultowałam mamę i jej trzyletniego synka. Mama nie zgadzała się na to, by jej dziecko drugi rok było w tej samej grupie. Twierdziła, że to pozbawi chłopca możliwość rozwoju. Panie w przedszkolu myślały inaczej i zdecydowały o tym, że dziecko powinno zostać z trzylatkami na kolejny rok, by mogło się jeszcze bawić. Mama była innego zdania.

A co jest lepsze dla dziecka?
Im dłużej nie wsadza się go w wyścig szczurów, tym lepiej. W tym wypadku, to rodzice wywierali na nie ogromną presję.

Poznałam kiedyś kobietę, która swoją trzyletnią córkę poddawała testom na inteligencję. Chciała wiedzieć, czy warto w to dziecko inwestować...
Tak, to jest dokładnie ten sposób myślenia. Chodzi o to, by zoptymalizować działania.

Wyścig od przedszkola i co dalej?
Dalej jest coraz gorzej. Testy zaczynają się już w pierwszej klasie. Wtedy dzieci przygotowują się do sprawdzianu, nauczyciele drżą, ponieważ szkoły biorą udział w rankingach. Generalnie uważa się, że im lepsze są oceny uczniów, tym lepszy jest nauczyciel. Im lepsze wyniki ma szkoła, tym jest lepsza i zajmuje wyższą pozycję.

A uczniowie?
Trafiają do mnie w stanie depresji. Przychodzą maturzyści przed lub już po podjęciu decyzji o popełnieniu próby samobójczej, na przykład zamiaru wzięcia większej ilości dragów.

Dlaczego?
Ponieważ poziom wypalenia maturzystów, którzy uczą się w dobrych szkołach jest tak wysoki, jak poziom wyczerpania menedżera po 25 latach pracy na wysokim szczeblu zarządzania korporacją. Maturzyści często mają myśli samobójcze, znajdują się w różnych stanach. I, co ważne, są to naprawdę wybitne osoby. Zniszczone, wypalone…

Wybitnym jednostkom jest trudniej?
Nie. Myślę, że każdy człowiek jest wybitny. Musi tylko odnaleźć pewien obszar, w którym jest świetny. Niestety, najczęściej nie szukamy tego co cenne w człowieku, nie szukamy w nim daru, z którym przechodzi na świat! Wystawiamy wszystkie ryby, ptaki i ssaki w jednej konkurencji latania. Nie wszyscy sobie z lataniem radzą. Niektóre ssaki muszą bardzo dużo ćwiczyć, żeby pływać jak ryby i latać jak ptaki, a te ryby i ptaki muszą włożyć wiele wysiłku w to, by móc skakać po drzewach.

Kretyństwo... Czy tendencje do tego, by być kimś, kim się nie jest są coraz silniejsze?
Niestety tak. Ciśnienie jest większe, nastawienie na efektywność wyników też jest większe. Zresztą, to widać w systemie edukacji. Nie jest przecież tak, że w szkołach pracują tylko źli nauczyciele! Absolutnie tak nie jest! Ale oni funkcjonują w takim systemie, który poddaje szkoły i ich samych ciągłej ewaluacji, raportowaniu, przygotowywaniu projektów itd.
Zwracam uwagę na to, że rzeczywistość się zmienia, że w pewne sfery wkracza chaos, którego do tej pory nie było. Zasady wydawały się jasne, przewidywalne i logiczne - takie już nie są. Czas przyspiesza…

Podobno czas nie istnieje...
Hm. To kwestia wymiaru, w którym się poruszamy.

Osobisty wymiar tworzy to co jest na zewnątrz, czy wewnątrz nas?
Jestem przekonana o tym, że nasze wnętrze buduje rzeczywistość. Każdy z nas dąży do wewnętrznej pustki, wewnętrznego spokoju, do równowagi…

Harmonia?
Tak. Na jakimś poziomie zawsze pojawia się harmonia i równowaga.
Niestety, kiedy obecnie zanurzymy się w świat, w którym żyjemy, to poziom stresu wydaje się być wyższy niż kiedyś, niż kilka lat wcześniej. Badania to potwierdzają, coraz więcej jest zaburzonych dzieci. Być może wynika to z tego, że lepiej je diagnozujemy? Ale, może rzeczywiście jest ich więcej?

Warsztaty mogą to zmienić...
To jest nasz pomysł na przekazanie dzieciom narzędzia do wyciszenia się, do pracy z własnym umysłem, używania umysłu w taki sposób, żeby służył a nie zniewalał. Udział w warsztatach daje dzieciom sposób wychodzenia z napięcia, radzenia sobie z presją.

Jedno spotkanie wystarczy?
Te, które odbywają się na Wyspie Młyńskiej to „sianie” pojedynczych ziarnek. Przeznaczone są dla osób, które poczują, że chcą iść dalej. Może komuś pomoże wiedza o tym, że wystarczy wziąć świadomy oddech? Dzieci często mówią o odczuwaniu spokoju we własnym brzuchu.

Równowaga odczuwana w brzuchu działa?
Oczywiście. W jednej z szkół, razem ze studentami, realizowaliśmy specjalny program Uwaga Umysł. Medytowaliśmy, praktykowaliśmy uważność z dziećmi przez dwa miesiące. Codziennie przez 15, 20 minut. W badaniach naukowych nie mieliśmy spektakularnych wyników. Prawdopodobnie dlatego, że nasze narzędzia nie są tak subtelne żebyśmy mogli stwierdzić te zmiany. Natomiast, w indywidualnych opisach dzieci były efekty. Pamiętam siedmiolatka, któremu zmarła mama w trakcie naszych warsztatów. Chłopiec przyznał, że było mu bardzo trudno ale że odnalazł spokój w brzuchu. Został pod opieką swojej prababci, jego sytuacja była poważna. Śmierć mamy wytrąciła go z poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Istniało zagrożenie, że trafi do domu dziecka. To było wstrząsające... Na szczęście dzieciom jest łatwiej niż nam dorosłym, bo dorośli długo żyją w oderwaniu od swojego ciała.

Oderwanie od ciała, czyli?
Nasza kultura uczy panowania nad sobą, nad swoimi emocjami poprzez…

Zakazy i nakazy.
Tak, czyli poprzez porzucanie siebie. Warto zdać sobie sprawę z tego jak ogromną pracę musi wykonać na przykład sześciolatek, żeby usiedzieć kilka godzin w szkole! Ma tkwić w ławce wtedy, kiedy jego całe ciało ma ochotę biegać, szaleć, skakać! Są dzieci, które nie są w stanie tego zrobić i zaczynają chodzić po klasie. Wtedy mówi się o nich, że są niegrzeczne, niedobrze wychowywane. Stają się więc złymi dziećmi! Na szczęście istnieją już szkoły, w których dzieci mogą chodzić w czasie lekcji. Okazuje się, że potrafią się skupić i uczyć się.

Co się dzieje, kiedy umysł dziecka każe ciału pozostawać w bezruchu?
Zamrożone ciało przestać czuć, przestaje przekazywać impulsy. Jest to droga prowadząca do rozłączenia mózgu od czucia ciała. W tym procesie nowa kora mózgowa przejmuje kontrolę a reszta staj się jej niewolnikiem. A potem, zgodnie z poglądami, które dziecko zasysa z otoczenia, kora mózgowa narzuca styl funkcjonowania całemu organizmowi. Nie ma już harmonii, nie ma życiodajnych emocji, są nakazy: „powinnam”, „muszę”, „mam być grzeczną dziewczynką, bo mnie porzucą”…

Pojawia się strach? Czego się boimy?
- To jest naprawdę głęboki, biologiczny lęk. Jesteśmy ssakami i zwierzętami stadnymi. Jeśli narazimy się stadu, to nas z niego wyrzucą a wtedy zginiemy. Dlatego ludzie są gotowi zrobić wszystko po to, żeby byli kochani. Na poziomie biologicznym (mózgu gadziego i ssaczego) akceptacja stada to dla nas być albo nie być. Jest więc to lęk przed śmiercią. Rzadko zdajemy sobie z tego sprawę.

Podłożem tych lęków jest...
Ciągle żyjemy w nieharmonijnej, wielowarstwowej rzeczywistości. Jedną tworzy dla nas nasz umysł kory nowej – to rzeczywistość XXI wieku. Natomiast biologicznie ciągle polujemy na mamuty i tygrysy szablozębne. Jesteśmy zwierzętami, które żyją w różnych wymiarach. Dlatego tak trudno nam jest połączyć je w ramach jednego istnienia, jednej świadomości.

Nie możemy być tylko dobrzy
Tak. Ludzie nie są tylko dobrzy, nie mają jedynie dobrych uczuć, nie postępują tylko etycznie. Nie jest też tak, jak kształtuje nas religia twierdząc, że wszystkie rzeczy popędowe, instynktowne, muszą być odrzucane i potępiane.

Poznanie siebie, czyli uwolnienie się od koszmaru?
Jeśli nie zaakceptujemy tego, że w nas jest dobro i ciemna strona mocy, że jesteśmy częścią przyrody, która nie jest tylko dobra wówczas ciągle istnieć będzie w nas konflikt. Dopóki będziemy stawać tylko po jednej stronie wewnętrznego konfliktu to ta część, która pozostanie w cieniu będzie nami rządzić. Z nieświadomego poziomu. Wszystko, czego jesteśmy nieświadomi w pewnym sensie zarządza naszym życiem. To widać w procesie psychoterapii. Odkrywanie siebie powoduje, że siebie uwalniamy od myśli depresyjnych. Wszystkie ciemne pokoje, które w sobie oświetlamy nagle stają się przyjazne. Znajdujemy w nich perły - swoje potencjały. Jest to absolutny fenomen, bo w tych ciemnych pokojach nie ma niczego złego, tam są tylko zranione dziecięce uczucia.

Zranione uczucia, poczucie winy, wyścig szczurów, oderwanie ciała od umysłu, odrzucanie siebie, czy to są powody prób samobójczych, chęci odejścia?
Tak. Chęci uwolnienia innych od obecności niegrzecznego, niemądrego i brzydkiego dziecka.
Zapominamy o tym, że nasze emocje, także te „złe”, są naszym paliwem, naszą energią do działania, do radości, do doświadczania życia. Jeśli w procesie wychowania, edukacji ważnym zadaniem staje się panowanie nad emocjami, wytłumianie złości i wszystkich innych uważanych za negatywne emocji, to dzieci tracą umiejętności korzystania z wewnętrznej energii. A przecież złość jest po to, by chronić stado, żeby stawiać granice, strach jest po to, by przeżyć a smutek po to, by się ukoić i zregenerować po stracie, żeby nabrać sił. Wszystkie uczucia są nam niezwykle potrzebne, dlatego musimy nauczyć się tego w jaki sposób możemy sobie z nimi radzić, szczególnie z tymi negatywnymi emocjami. Na pewno nie można ich tłumić.

Rada dla każdego z nas?
Przesłanie jest proste. Warto wrócić do siebie używając prostych technik, prostych umiejętności obserwacji np. własnego oddechu, zatrzymania się na tu i teraz, skupienia na śpiewie ptaka za oknem, czyli na momentach, które otwierają drzwi do zupełnie innego wymiaru naszego funkcjonowania. I to jest wielka tajemnica życia w harmonii oraz częstego odczuwania „spokoju w brzuchu”.

Hanna Walenczykowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.