Jestem dumny z tego, co dzieje się w Łodzi [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska

Jestem dumny z tego, co dzieje się w Łodzi [ROZMOWA]

Anna Gronczewska

Rozmowa z dr Grzegorzem Krzyżanowskim, wiceprezesem Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi i przewodniczącym Delegatury Łódzkiej

Jestem dumny z tego, co dzieje się w Łodzi [ROZMOWA]
archiwum prywatne

Lubi Pan Łódź?
Lubię! Zwłaszcza wiosnę w Łodzi! Pamiętam jak wtedy słońce oświetla ulicę Piotrkowską. Budzi to chęć do życia, spacerowania. Idąc ulicą Piotrkowską wystarczy nie patrzeć pod nogi, tylko unieść głowę do góry. Popatrzeć jak te wszystkie budynki wyglądają w świetle słonecznym. Jestem też dumny z Łodzi za kilka innych rzeczy.

Jakich?
Manufaktura to jedno z piękniejszych centrów handlowych w Europie. Ostatnio zachwycił mnie nowy Dworzec Fabryczny. Denerwowałem się wcześniej na te różne utrudnienia, brak szybkiego kontaktu z Warszawą. Ale to, co zobaczyłem nie tak dawno przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dworzec jest wspaniały!

Pochodzi Pan z Łodzi?
Tutaj się urodziłem, ale pochodzę z Pabianic. Od osiemnastego roku życia, niemal codziennie jestem jednak w Łodzi.

Ma Pan tu miejsca bliskie swemu sercu?
Jest to siedziba Okręgowej Izby Lekarskiej przy ulicy Czerwonej w Łodzi - pałacyk z parkiem - którą sam współtworzyłem. To, jak mam nadzieję, jest mój konkretny wkład w piękno Lodzi. Tylko czasem mam wrażenie, że Łódź jest zaściankowym miastem, przedmieściem Warszawy. Gdy jako dziecko wyjeżdżałem na kolonie, to łodzianie zawsze stawali w kontrze do warszawiaków. Tuż po wojnie Łódź była właściwie stolicą Polski, znajdowało się tu wiele ważnych urzędów. A „warszawka”, jak na nią mówiliśmy, nam to odebrała. To przejawiało się taką drobną rywalizacją. Ta łódzka zaściankowość uszła ze mnie zupełnie, gdy poznałem krakusów. W Krakowie jest tak, że gdy ktoś tupnie mocniej w jednym krańcu tego miasta, to od razu słychać to w drugim. W Łodzi tak się nie dzieje. Może dlatego, że jest tu więcej ludzi napływowych? Ta „łatka” przypięta Łodzi, że jest miastem robotniczym, przyczyniła się do tego, że inne miasta patrzyły na nią z taką lekką pogardą.

Jak wspomina Pan swoje łódzkie, studenckie czasy?
Wtedy takim głównym ośrodkiem, do którego zjeżdżali studenci był Dworzec Fabryczny. Jadąc autobusem, pociągiem zawsze się tam lądowało. W tych okolicach znajdowała się bowiem nasza uczelnia. Na pewno trzeba też wspomnieć Teatr Wielki, który znajdował się koło „Anatomiki”, jak nazywaliśmy Collegium Anatomicum, które mieściło się przy ulicy Narutowicza 99. To był czas, gdy znałem niemal wszystkie restauracje w Łodzi. Od tych jak „Casanowa”, które były czynne do białego rana, po kluby studenckie. Naszą bazą były „Siódemki’. Tam najczęściej się spotykaliśmy. Tego typu atrakcji nie mieliśmy za dużo, ale Piotrkowska zawsze była piękna. Kwitło na niej życie.

Łódzcy lekarze mogą być dziś dumą miasta?
W okresie, gdy studiowałem w łódzkiej AM, Łódź była potęgą medyczną. Zarówno w medycynie zachowawczej, wystarczy tu wymienić internistę, profesora Orłowskiego czy w dziedzinach zabiegowych, gdzie można wskazać profesorów Jana Molla i Włodzimierza Musiała, którzy tworzyli polską kardiochirurgie, kardiologię. Podobnie z ginekologią i położnictwem, gdzie wyróżniał się profesor Józef Sieroszewski. Co ciekawie synowie profesorów Molla, Sieroszewskiego, Musiała poszli w ślady ojców. Podtrzymują ich tradycje.

A dziś jak to wygląda?
Wiele zależy, na którą dziedzinę się spojrzy. Są takie, nawet bardzo wąskie dziedziny medycyny, gdzie Łódź dominuje. Nie ma jednak wybitnych nazwisk, które rzucałyby na kolana całą Polskę. Ale ten czas wybitnych nazwisk, mistrzów się skończył. Zmienia się też podejście do wykonywania zawodu lekarza.

Jakie wrażenie robi na Panu dzisiejsza Łódź?
Niedawno usłyszałem, że Łódź jest pierwszym w Europie, a piątym na świecie miastem pod względem korków na drodze. Przyznam, że tego nie widzę. Jest tłoczno, są korki, ale porównaniu z innymi miastami tego tak się nie odczuwa. Podoba mi się, że jest coraz więcej ścieżek rowerowych. Okala się miasto siecią dróg szybkiego ruchu, autostrad.

Czego by Pan życzył Łodzi i jego mieszkańcom?
Mądrych władz, które patrzyłyby na potrzeby miasta, ludzi, a nie potrzeby partii, z której pochodzą.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.