Jeremi Mordasewicz: Nie spieszmy się na emeryturę

Czytaj dalej
Fot. Piotr Smoliński
Agnieszka Kamińska

Jeremi Mordasewicz: Nie spieszmy się na emeryturę

Agnieszka Kamińska

Jeremi Mordasewicz: Inne kraje podwyższają wiek emerytalny, a tylko Polska idzie w przeciwnym kierunku.

Niższy wiek emerytalny zacznie obowiązywać od 1 października. Wszystko wskazuje na to, że większość uprawnionych będzie chciała jak najszybciej po tej dacie przejść na emeryturę. Ile te osoby zyskałyby, gdyby poczekały?

Jeśli zdecydujemy się na wydłużenie okresu pracy o jeden rok, to nasza emerytura wzrośnie o około 8-10 proc. Rachunek jest więc prosty. Kobieta, która zdecydowałaby się przejść na emeryturę 5 lat później, czyli w wieku 65 lat, a nie w wieku 60, będzie miała emeryturę wyższą o około 50 proc. Jeżeli pozostajemy w pracy, to cały czas wpłacamy składki do systemu i skraca się dalszy oczekiwany czas życia. Poza tym nakłada się na to jeszcze trzeci czynnik. Chodzi o to, że składki są waloryzowane o wzrost funduszu płac w gospodarce. Jeżeli więcej dana osoba pracuje i rosną wynagrodzenia w gospodarce, to równocześnie rośnie fundusz płac i wzrasta poziom składek wpłacanych do ZUS, w oparciu o które wyliczane są nasze emerytury. To oznacza, że ZUS może więcej wypłacić emerytom. Dzisiaj mamy dobrą sytuację gospodarczą, rośnie zatrudnienie i rosną wynagrodzenia. Dlatego też pozostanie w pracy właśnie teraz jest opłacalne, biorąc pod uwagę nasze przyszłe emerytury. Ja sam tak zrobię i odłożę przejście na emeryturę na późniejszy czas. Każdy, kto ma pracę i zdrowie pozwala mu ją wykonywać oraz jeśli pracodawca go nie wyrzuca, powinien pomyśleć o przejściu na emeryturę później. Warto pozostać w pracy, aby korzystać z corocznej waloryzacji. Dogadajmy się z pracodawcą i ustalmy np. krótszy czas pracy, żeby móc więcej odpoczywać, albo pomówmy z nim o zmniejszeniu zakresu obowiązków.

Analitycy twierdzą, że szykuje się emerytalny armagedon. Według nich, Polacy masowo ruszą po emerytury.

Szacujemy, że około 320 tys. osób po 1 października uzyska uprawnienia do emerytur. Do tego trzeba doliczyć 20 tys. osób, które normalnie przeszły na emerytury. Z tej sumy około 240 tys. Polaków będzie chciało przejść na emeryturę zaraz po wejściu w życie obniżki wieku emerytalnego. W październiku możemy więc spodziewać się zalewu ZUS wnioskami o emerytury.

Myśli Pan, że ZUS sobie poradzi?

Nie ma takiej możliwości, żeby pracownicy ZUS byli w stanie załatwić taką rzeszę osób w krótkim czasie. Będą przesunięcia pracowników z innych działów. Pracownicy będą też pracować po godzinach. ZUS przygotował również 600 doradców w całej Polsce, którzy w bezpośrednich rozmowach mówią zainteresowanym o konsekwencjach przejścia na emeryturę teraz. Informują, ile można skorzystać, gdy się tę decyzję odłoży. Liczba wniosków kierowanych do ZUS zwiększy się 13 razy i nie ma takiej możliwości, żeby jakakolwiek instytucja była w stanie „obrobić” taką masę od ręki. ZUS może się zmobilizować i załatwić 2 razy więcej wniosków, ale nie 13 razy więcej. To oznacza, że wydłuży się czas oczekiwania na załatwienie emerytury do kilku miesięcy. Wydaje się, że cały proces rozładowania kolejek może trwać nawet rok. Wydłużenie czasu oczekiwania na załatwienie sprawy nie wpłynie jednak negatywnie na wysokość świadczenia. Sytuacja, która nas czeka po 1 października, nie jest winą ZUS, tylko posłów, którzy taką ustawę uchwalili. Dlatego też po prostu musimy uzbroić się w cierpliwość. Nie ma innego rozwiązania. Trudno wyobrazić sobie, że ZUS przyjmiemy 5 tys. pracowników do załatwienia emerytur po obniżce wieku emerytalnego i potem, po kilku miesiącach, gdy już nie będą potrzebni, ich zwolni. I jeszcze jedno. Nie wszystkie osoby, które chcą wystąpić o emeryturę, mają wyliczony kapitał początkowy. Do tego są potrzebne zaświadczenia o zatrudnieniu i o zarobkach sprzed lat. Część osób nie zgromadziła tych dokumentów, co również może wpłynąć na wydłużenie czasu załatwiania emerytury.

Czy możemy wskazać, kto ruszy po emerytury w pierwszej kolejności? Wydaje się, że w tej grupie mogą być przede wszystkim osoby obecnie bezrobotne.

Jeżeli ktoś nie ma teraz pracy i środków do życia, to mogę zrozumieć, że będzie starać się o emeryturę. Natomiast cała reszta, czyli osoby, które teraz pracują, powinna odłożyć decyzję o przejściu na emeryturę, chociażby o kilka miesięcy, żeby uniknąć kolejek. Nic nie tracimy, jeśli poczekamy kilka miesięcy. Do poczekania namawiałbym też osoby, które nie mają pracy, ale mają środki do życia, bo np. zarabia ich współmałżonek lub mają oszczędności. Wygląda też na to, że po emerytury ruszą osoby uprawnione, które prowadzą samodzielną działalność gospodarczą. Po przejściu na emeryturę nie będą one musiały płacić składek do ZUS. Dla nich to oznacza kilkusetzłotową oszczędność. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy uzyskują niższe dochody z prowadzonej działalności.

Czy są jakieś metody zniwelowania negatywnych skutków obniżenia wieku emerytalnego? Minister Mateusz Morawiecki miał pomysł, że każdy, kto odłoży decyzję o emeryturze, otrzyma 10 tys. zł. Pomysł jednak upadł.

Tylko skąd wziąć te 10 tys. zł? Byłoby to dosypywanie do systemu emerytalnego pieniędzy z zewnątrz. Tę zachętę musieliby sfinansować pracujący. Obecnie pieniądze wpłacane przez pracowników są przeznaczane na emerytury. Ta zachęta oznaczałyby obłożenie ich dodatkowym obciążeniem, czyli po prostu podatkiem. Jeżeli ktoś proponuje coś takiego, to powinien jasno zapytać społeczeństwo, czy zgadza się na taki podatek. To obciążenie, które płaciłby pracownik, nie wpłynęłoby na podwyżkę jego emerytury. Jedyną metodą zniwelowania negatywnych skutków jest podwyższenie wieku emerytalnego. Żeby wypłacić świadczenia, pracujący muszą wpłacić składki. Rząd, akceptując projekt prezydenta o obniżce wieku, twierdził, że przejście na emeryturę w wieku 60 i 65 lat nie jest przecież obowiązkiem. Skoro tak, to obniżmy wiek do 45 i 50 lat! Oczywiście ironizuję, bo po prostu nie mielibyśmy z czego wypłacić emerytur po tak dużej obniżce wieku emerytalnego. Nasze życie wydłużyło się średnio o 15 lat. Do tego pojawiły się problemy demograficzne. Populacja pracujących zmniejszyła się i wpadliśmy w tarapaty. Inne kraje podwyższają wiek emerytalny, a tylko Polska jest takim dziwnym krajem, że idzie w przeciwnym kierunku.

a.kaminska@prasa.gda.pl

Agnieszka Kamińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.