Jeden procent - niby czysta formalność w trakcie rozliczeń podatkowych. Niby nic, a jednak wielkie coś

Czytaj dalej
Alicja Zboińska

Jeden procent - niby czysta formalność w trakcie rozliczeń podatkowych. Niby nic, a jednak wielkie coś

Alicja Zboińska

Prowadzą hospicja, fundują wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne dla dzieci, terapie dla maltretowanych zwierząt. Łodzianie i mieszkańcy naszego regionu mają naprawdę wielkie serca. I choć fizycznie nie opiekują się podopiecznymi różnych ośrodków, to dokładają się do tego dzięki wpłatom z 1 procenta podatku. W tę rubrykę nie wpisuje się wielkich kwot, ale sumują się one w miliony, np. w 50,5 mln zł za 2018 rok. Za 2017 rok tych milionów było 44,7.

Czasem się nie da pokonać losu, ale nie znaczy to, że cierpienia nie można przekuć w coś, co pomoże innym. Elżbieta Budny, prezes fundacji Krwinka, która wspiera dzieci walczące z nowotworami i ich rodziny, wie to najlepiej. Prowadzi fundację, której nie byłoby bez wielkiej tragedii, jaka dotknęła ją, a także dwójkę innych rodziców...

Jest rok 1992. Jedyny syn pani Elżbiety trafia do szpitala im. Konopnickiej w Łodzi. Diagnoza: białaczka. Dwa lata później umiera. 30 listopada 1995 roku zarejestrowana zostaje fundacja założona przez rodziców leczących dzieci na Spornej. Do dziś wspiera chorych i ich bliskich.

- Zebrała się grupa pasjonatów, która widziała, jak jest źle - wspomina Elżbieta Budny. - Na oddziale panowały fatalne warunki bytowe, brakowało leków, sprzętu medycznego, a my widzieliśmy to i chcieliśmy pomóc. To były takie czasy, że ludzie się organizowali, byli bardzo otwarci na pomoc innym.

Z tej otwartości i chęci pomocy powstaje fundacja, w którą przeradza się koło przyjaciół. Przyjaciół, którzy jeździli po kraju, patrzyli, jak inni robią to, co oni chcieliby wprowadzić.

Wzorem był przede wszystkim szpital we Wrocławiu. Zakładanie fundacji pochłonęło półtora roku, wreszcie się udało. Niestety, aż troje z działaczy straciło dziecko w chorobie. Nie przeszkodziło to w realizacji wyjątkowego celu.

Przełomowy okazuje się koniec roku 2004. Krwinka cieszy się statusem organizacji pożytku publicznego. Te trzy literki OPP oznaczają tak naprawdę skalę działania fundacji.

- Wielkość serc ma przełożenie na to, ilu osobom możemy pomóc - zaznacza prezes Krwinki.

Status organizacji pożytku publicznego oznacza bowiem, że na jej konto mogą wpływać pieniądze z 1 procenta podatku. I Krwinka ma ten przywilej. W pierwszym roku na jej konto wpłynęło ponad 162 tys. zł. Jak wspomina Elżbieta Budny, była to sensacyjna kwota, wyższa niż zebrała wówczas fundacja TVN. Teraz z fundacją TVN Krwinka mierzyć się nie może, ale i tak radość z każdej przekazanej złotówki jest ogromna.

Od kilku lat wpłaty z 1 procenta podatku ustabilizowały się na poziomie od 960 tys. do 1,5 mln zł rocznie. Im bliżej tego 1,5 mln zł, tym lepiej, bo mniej pieniędzy będzie potrzebnych z darowizn. Potrzebnych, by równoważyły się kwoty po stronie wpływów i wydatków.

Październik 2019. Elżbieta Budny wertuje opasły segregator. Szuka sprawozdania z poniesionych wydatków za 2018 rok. Tu wszystko jest odnotowane: kwoty przekazane rodzicom chorych dzieci na zakup lekarstw, także tych nierefundowanych przez państwo, ale i na remont łazienki, pokoju, by dziecko dochodziło do zdrowia w jak najlepszych warunkach.

- W ubiegłym roku przeznaczyliśmy na to 901 tys. zł - ogłasza z dumą, przerzucając kartki ze sprawozdania. Sprawozdania, które kontrolują z ramienia rządu urzędnicy i które musi być bez zarzutu. I takie jest, kontrolujący nie mieli do niego zastrzeżeń.

Z dopłat do leczenia i rehabilitacji dzieci korzysta ok. 200 rodzin. To najważniejsza pozycja po stronie wydatków, ale niejedyna. Uzupełniają ją turnusy rehabilitacyjne dla dzieci w trakcie leczenia choroby i po jej pokonaniu, opieka psychologiczno-pedagogiczna, także na oddziałach onkohematologicznych. Krwinka organizuje w szpitalu wszystkie święta: Boże Narodzenie, Wielkanoc, ale też mikołajki, Dzień Matki, Ojca, Dzień Dziecka, a także m.in. Dzień Misia, Przyjaciela i inne.

- Dziecko cierpi, gdyż z powodu choroby jest oderwane od społeczeństwa, przy sobie ma tylko mamę - mówi Elżbieta Budny. - Ta mama musi być z kolei naładowana pozytywną energią i przekazywać ją dziecku. Siła ojca, matki jest siłą dziecka.

Zdarza się, że rodzice stosują wyparcie: niby zdają sobie sprawę z tego, że dziecko choruje, ale nie chcą żadnej pomocy, gdyż uważają, że dziecko niedługo wyzdrowieje. Tymczasem leczenie trwa kilka lat i nie jest łatwe.

Elżbieta Budny pamięta własne zagubienie, przerażenie, wielki strach o dziecko, jakie towarzyszyły jej na początku choroby. Do tego u większości dochodzi troska o dom, o rodzeństwo chorego dziecka i wówczas okazuje się, jak ważne jest wsparcie profesjonalistów. Gdy Elżbieta Budny traciła syna, takiego wsparcia nie było. Na oddziale byli lekarze i pielęgniarki, skupieni na ratowaniu zdrowia dzieci. Rodziny musiały radzić sobie same.

Dziś trudno sobie wyobrazić oddział bez profesjonalnego wsparcia psychologicznego, pedagogicznego i socjalnego. A to wsparcie z kolei nie byłoby możliwe, gdyby nie 1 procent podatku, czyli nie hojność serc mieszkańców regionu.

Hospicja i coś ekstra

Jeden procent - niby czysta formalność w trakcie rozliczeń podatkowych. Niby nic, a jednak wielkie coś

Mieszkańcy województwa dokładają także cegiełkę do tego, by pracownicy fundacji Gajusz z Łodzi, która opiekuje się nieuleczalnie chorymi dziećmi i ich bliskimi, mogli prowadzić trzy hospicja, w w tym stacjonarne hospicjum dziecięce (jedno z trzech tego typu w całym kraju). Fundacja zatrudnia w nim lekarzy, pielęgniarki, rehabilitantów oraz opiekunki. Wszystko z myślą o jak najlepszym życiu dla dwanaściorga podopiecznych.

Ale 1 procent wspiera też działalność hospicjum domowego. Około 60 ciężko chorych dzieci zostaje pod domową opieka rodziny, ale nie znaczy to, że nie potrzebują rehabilitanta, pielęgniarki, lekarza. - Chodzi o to, by ich życie było piękne do ostatniej chwili - tłumaczy Aleksandra Marciniak z Gajusza.

Pracownicy Gajusza troszczą się także o ich bliskich, na przykład wysyłając rodzeństwo chorych na kolonie.

Wreszcie trzecie hospicjum: perinatalne. To tu trafiają ci, które w czasie ciąży dowiadują się, że ich rodzicielstwo nie potrwa długo: może kilka, kilkanaście godzin albo parę dni. Mimo to nie poddają się, nie decydują na przerwanie ciąży, czekają na swoje nieuleczalnie chore dziecko. Im także potrzebna jest profesjonalna pomoc, a NFZ wszystkich kosztów działania placówki nie pokrywa. Bez pomocy z 1 procenta podatku 15-20 rodziców rocznie nie miałoby szansy z takim wsparciem powitać na świecie swojego dziecka, nawet jeśli niemal zaraz po powitaniu następuje pożegnanie...

1 procent podatku wspiera także Cukinię, czyli Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie. To tu pomoc otrzymują ciężko skrzywdzone dzieci i ich bliscy, całe rodziny. Tu schronił się nieuleczalnie chory chłopiec, którego po dziesięciu latach porzuciła rodzina zastępcza i który próbował się zabić. To tu znalazło się miejsce dla sióstr: trzylatki i sześciolatki, obu wykorzystanych seksualnie.

Wsparcie przekazywane w rozliczeniach podatkowych pozwala także sfinansować rzeczy określane w Gajuszu słowem „ekstra”. Ekstra są zdjęcia podopiecznych ośrodka adopcyjnego, a także podopiecznych hospicjum perinatalnego. Rodzice, którzy niemal równocześnie witają i tracą dziecko, potrzebują takiej pamiątki, a gdy wszystko dzieje się tak szybko, to nie są w stanie o tym pamiętać.

I choć 1 procent podatku to tak naprawdę 20 proc. budżetu fundacji, to w Gajuszu nie wyobrażają sobie, by tych pieniędzy mogło zabraknąć.

- To niesłychanie ważna pomoc, za którą zawsze dziękujemy - zaznacza Aleksandra Marciniak.

Podziękowania są o tyle istotne, że słyszy je coraz więcej osób. Przybywa bowiem łodzian i mieszkańców województwa łódzkiego, którzy 1 procent podatku przekazują właśnie Gajuszowi i ok. 400 rodzinom, którymi rocznie fundacja się opiekuje. To pokazuje - jak podkreślają w fundacji - że łodzianie nie są obojętni wobec trudnych tematów. Innych w Gajuszu bowiem nie ma... I tak w tym roku na konto Gajusza wpłynęły ponad 2 mln zł. Tyle wyliczono w zeznaniach podatkowych za 2018 rok, o 17 proc. więcej niż w tych z 2017 roku.

Rubryczka z zeznania podatkowego pozwala też sfinansować kampanie społeczne. Odchodzenie dziecka to ogromne emocje, w tym roku w kampanii była mowa o tym, jak ważne jest wsparcie po śmierci dziecka.

Wiadomo już, jaka kampania będzie prowadzona w przyszłym roku. Znów będzie to opowieść o odejściu dziecka, ale tym razem z perspektywy lekarzy i pielęgniarek. Oni także są z dzieckiem przez cały czas trwania choroby, dzielą smutek rodziców, ale zarazem mają poczucie, że robią coś pięknego i potrzebnego. I to chcą przekazać.

Amerykański sen

Wsparcia potrzebują też chore i katowane zwierzęta. I dzięki mieszkańcom naszego województwa również udaje się im pomóc.- Bardzo dziękujemy za to zaufanie - mówi Anna Górska z Fundacji Niechciane i Zapomniane - SOS Dla Zwierząt. - My ten jeden procent dobrze wykorzystamy, tym bardziej że to znacząca część naszego budżetu.

W końcu tylko jedną trzecią budżetu fundacja pokrywa z innych źródeł. W tym roku przekazaliśmy zwierzętom 380 tys. zł. To w dużej mierze dzięki temu 60 psów, kilkanaście kotów, świnie, konie i świnki domowe mają gdzie mieszkać i co jeść. A same faktury za usługi weterynaryjne pochłaniają majątek - ok. 25 tys. zł miesięcznie.

I to mieszkańcy regionu sprawili, że z cmentarza pod Łodzią zniknęła Etna. Od czarnej suczki dobiegał swąd gnijącej łapy. Zwierzę kulało, było bardzo nieufne. Było też przeganiane z nekropolii grabiami, wyzywane, obrzucane kamieniami. To sprawiło, że nieufnie potraktowała też osoby, które postanowiły jej pomóc. Wolontariuszom fundacji udało się to tylko dlatego, że ze strachem przed ludźmi wygrał głód. Sunia była tak głodna, że udało się jej podać środek usypiający w jedzeniu.

Etna radziła sobie jak mogła. Zwymiotowała kawałek znicza, co pozwala się tylko domyślać, co musiała przejść na cmentarzu. Jej ciało było poza tym wielką kleszczową ucztą. Teraz dochodzi do siebie.

Los nie był lepszy także dla Murzynka, psa ze złamaniem łapy z przemieszczeniem znalezionego we wrześniu w rowie pod Łodzią. Leżał tam na tyle długo, że w ranie zdążyły się zagnieździć larwy. Pies nie był w stanie się poruszać. A jednak miał wiele szczęścia. Najpierw znalazła się osoba, która zainteresowała się psiakiem, a następnie powiadomiła fundację. Teraz zwierzę dochodzi do zdrowia, a pracownicy Niechcianego i Zapomnianego odkrywają kolejne fakty z jego przeszłości.

I choć wielu ta zwierzęca niedola mogłaby załamać, to Anna Górska i inne osoby związane z fundacją nie tracą czasu na smutki. W końcu mają też niesamowitą motywację, jaką okazała się historia Tyriona, a w zasadzie amerykański sen, który nie miał prawa się wydarzyć.

Tyrion od początku był wyjątkowy. To jeden z kilkunastu w Europie psów z tzw. syndromem krótkiego kręgosłupa. Oznacza to, że nie ma szyi, ma za to wydłużone przednie łapy i bardzo krótkie tylne.

Tyrion mieszkał w fatalnych warunkach. Gdy pracownicy fundacji dotarli do niego, jego sierść była w takim stanie, że zaczęli od ogolenia go do gołej skóry. Konieczna była kosztowna diagnostyka, w tym rezonans magnetyczny. Tyrion okazał się szalenie wdzięcznym i kochającym psem i los nagle się dla niego odmienił.

Z meliny pies trafił do raju w okolice Miami. Ma do dyspozycji wodną bieżnię do ćwiczeń i tyle miłości, ile potrzebuje. A wszystko dzięki stronie poświęconej psom, takim jak on. Tam pracownicy fundacji zamieszczali post o Tyrionie i nagle okazało się, że jest jednak ktoś, kto go chce. I to z dalekiej Ameryki.

Losy psa z Łodzi śledzą tysiące ludzi na całym świecie. Wszystko dzięki profilowi w mediach społecznościowych pod hasłem: Tyrion`s American Dream come true (spełnia się amerykański sen Tyriona). Gdy Tyrion poleciał do USA, pracownicy fundacji nie mogli powstrzymać łez. - Był to wspaniały zastrzyk energii do działania i ratowania zwierząt - zaznacza Anna Górska.

Ważny o tyle, że nie wszystkim zwierzętom da się pomóc.

- Mamy świadomość, że nie można zmienić całego świata, ale można zmienić świat dla potrzebujących zwierząt - podsumowuje Anna Górska.

Jeden procent - niby czysta formalność w trakcie rozliczeń podatkowych. Niby nic, a jednak wielkie coś

Oto 10 fundacji, które otrzymało najwięcej pieniędzy z PIT-ów mieszkańców Łódzkiego za 2018 rok:

1. 9,2 mln zł - Zdążyć z Pomocą z Warszawy

2. 3 mln zł - Avalon z Warszawy

3. 1,869 mln zł - Fundacja JiM z Łodzi

4. 1,833 mln zł - Słoneczko ze Złotowa

5. 1,283 mln zł - Fundacja Gajusz z Łodzi

6. 973 tys. zł - Fundacja Młodzi Młodym z Częstochowy

7. 902 tys. zł - Fundacja Kolorowy Świat z Łodzi

8. 818 tys. zł- Fundacja WOŚP z Warszawy

9. 807 tys. zł - Fundacja Kawałek Nieba z Rumi

10. 770 tys. zł - Fundacja Krwinka z Łodzi

Alicja Zboińska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

nie.dzielna.mama

"Dziś trudno sobie wyobrazić oddział bez profesjonalnego wsparcia psychologicznego, pedagogicznego i socjalnego." - pięknie brzmi. Niestety rzeczywistość nie jest tak kolorowa. Każdego dnia rozmawiam z rodzicami zagubionymi w nowej sytuacji. Takimi, którzy nie otrząsnęli się jeszcze z pierwszego szoku. 1% powoli zmienia sytuację na lepsze, ale bardzo powoli i tylko w niektórych miejscach. Wciąż brak wsparcia systemowego w pierwszych dniach czy tygodniach. Brakuje osoby, która wytłumaczy rodzicom krok po kroku na jakie wsparcie mogą liczyć i gdzie go szukać. Każdego dnia slyszę wołanie o pomoc.

plus.dzienniklodzki.pl

cena obniżona -50%

Dostęp do gazety online na 30 dni za połowę ceny

20,00 40,00

Czytaj aktualną gazetę w formacie PDF bez wychodzenia z domu. Pobierz ją i podziel się z bliskimi. Bądźcie na bieżąco z informacjami!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.