Joanna Barczykowska-Tchorzewska

James Bond kosztuje miliony i jeszcze więcej zarabia

James Bond kosztuje miliony i jeszcze więcej zarabia
Joanna Barczykowska-Tchorzewska

James Bond to symbol kultury brytyjskiej i jeden z najlepszych produktów kultury masowej. Bond to marka sama w sobie, warta miliony dolarów... Product placement w filmach o Jamesie Bondzie pokrywa jedną trzecią budżetu filmu. Żaden inny tytuł nie jest w stanie osiągnąć takiego wyniku.

Jak agent 007 stał się jedną z najbardziej znanych brytyjskich marek? Ile jest dziś w stanie sprzedać? Odpowiedź jest jedna - wszystko, bo to, czego używa James Bond, staje się od razu produktem masowej wyobraźni. James Bond to marka sama w sobie.

Marką stał się też Daniel Craig, który wcielał się w rolę Bonda w czterech poprzednich filmach z serii: „Casino Royale”, „Quantum of Solace”, „Skyfall” oraz „Spectre”. Fani kultowej serii nie wyobrażają sobie już nikogo innego w tej roli. Obsadzenie głównej roli w najnowszej serii nie było jednak takie oczywiste. Daniel Craig długo wahał się, zanim przyjął kolejną rolę w superprodukcji. Choć początkowo odmówił udziału w nowej przygodzie agenta, w końcu przyjął rolę, oświadczając, że „chce po prostu odejść w wielkim stylu”. Na tym nie skończyły się jednak problemy nowego Bonda.

Kto wyreżyseruje nowego Bonda?

Zdjęcia do najnowszej produkcji mają rozpocząć się 4 marca 2019 roku w londyńskim Pinewood Studios. Prace nad filmem trwają jednak już od miesięcy. Nie jest jeszcze znany oficjalny tytuł filmu. Nieoficjalnie zaczęto nazywać go „Bond 25”.

Do tej pory o filmie było głośno głównie za sprawą perypetii związanych z twórcami i obsadą filmu. W tej zawiłej historii pojawił się nawet polski wątek.

Reżyserem najnowszej części przygód agenta 007 miał być Danny Boyle, reżyser oskarowego „Slumdog. Milioner z ulicy”. Pod koniec sierpnia media filmowe nieoczekiwanie obiegła informacja, że Danny Boyle zrezygnował z wyreżyserowania „Bonda 25”. Powodem miały być różnice twórcze między nim a producentem. Decyzja dziwi, ponieważ filmy o Jamesie Bondzie stanowią zazwyczaj gwarancję sukcesu zarówno dla reżysera, jak i aktorów. Danny Boyle i James Bond mogliby się ogrzewać wzajemnie w swoim blasku. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czyja gwiazda jaśniej świeci.

Danny Boyle okazał się jednak nieugięty. Na oficjalnym koncie filmowej serii na Twitterze pod koniec sierpnia pojawił się komunikat: „Michael G. Wilson, Barbara Broccoli (producenci - przyp. red.) i Daniel Craig poinformowali, że z powodu różnic twórczych Danny Boyle postanowił zrezygnować z reżyserowania 25. filmu o Jamesie Bondzie”.

Boyle pracował nad scenariuszem nowego filmu o Bondzie razem z Nealem Purvisem i Robertem Wade’em. Dwójka była odpowiedzialna ze scenariusz czterech poprzednich części -„Casino Royale”, „Quantum of Solace”, „Skyfall” oraz „Spectre”. We wszystkich występował Craig.

W tej historii pojawił się również polski wątek. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że różnice twórcze dotyczyły osób zaangażowanych w produkcję filmu. Miało chodzić o scenarzystę Johna Hodge’a, wieloletniego wspólnika Booye’a, któremu reżyser chciał powierzyć przygotowanie scenariusza, a także Tomasza Kota, polskiego aktora, którego Boyle chciał obsadzić w roli czarnego charakteru. Ten wybór miał ponoć zablokować Danel Craig, który ma duży wpływ na obsadę filmu.

Po odejściu Danny’ego Boyle’a w filmowym świecie zawrzało. Krytycy spekulowali, że producentom trudno będzie znaleźć teraz nowego reżysera. Konieczne może okazać się zwiększenie budżetu na ten cel.

Okazuje się jednak, że mimo złej sławy i krytyki producentów, a nawet samego Craiga, marka James Bond działa na twórców jak magnes. Pod koniec września na oficjalnym twitterowym koncie Jamesa Bonda pojawiła się informacja, że reżyserem nowego filmu o agencie 007 będzie Cary Fukunaga, reżyser „Detektywa”. Fukunaga skończył właśnie prace nad serialem „Wariat” dla Netflix.

- Michael G. Wilson oraz Barbara Broccoli, producenci serii napisali w oświadczeniu: „Jesteśmy zachwyceni tym, że będziemy mogli współpracować z Carym. Jego wszechstronność oraz nowatorstwo czynią go doskonałym wyborem dla naszej kolejnej przygody Jamesa Bonda”.

Prace nad filmem mają rozpocząć się 4 marca 2019 roku w Pinewood Studios w Londynie. Do kin film trafi dopiero 14 lutego 2020 roku. Datę premiery przesunięto z listopada 2019 roku.

Product placement w filmie

Niezależnie od tego, kto stoi za kamerą, siedzi na krześle reżysera, czy nawet wciela się w rolę przystojnego agenta - James Bond to najpotężniejsza marka w historii kinematografii. Historia stała się potężną bronią w rękach marketingowców. Okazało się bowiem, że Bond jest w stanie sprzedać wszystko. James Bond jeździ aston martinem, godzinę sprawdza na zegarku marki Omega, ubiera się w nienagannie skrojone garnitury od Toma Forda i pije zawsze wstrząśnienie, lecz nie zmieszane martini z wódką. Seria filmów o Jamesie Bondzie to nie tylko przepis na udaną karierę aktorską czy reżyserską, ale także idealne miejsce na product placement. Pojawiają się nawet głosy, że bilety na nowe odsłony Jamesa Bonda powinny być rozdawane za darmo, bo to trwająca dwie godziny nieustanna reklama aut, zegarków i wódki. Tak mówią jednak ci, którzy nie załapali się na reklamę w filmie. Bo product placement w filmie o Jamesie Bondzie oznacza PR-owy i komercyjny sukces.

Historia reklamy w kultowej serii filmów jest prawie tak samo długa i bogata, jak sama fabuła i perypetie głównego bohatera. Podobnie, jak w filmie, w reklamie też nie brakuje polskich wątków.

W „Spectre” pojawiła się nawet reklama polskiej wódki. Daniel Craig, zamawiając swoje słynne martini z wódką „wstrząśnięte nie mieszane”, poprosił barmana o polską belvedere produkowaną w Żyrardowie. Dla marki Belvedere reklama w Bondzie była najdroższą w historii firmy. I pierwszą promocją w pełnometrażowym filmie.

Charles Gibbs, prezes marki przekonywał, że zgodnie z opisami w książkach Iana Fleminga brytyjski agent preferował wódkę rosyjską i polską, dlatego belvedere doskonale wpisywała się w jego gusta.

Belvedere, od czasu eksportu do Stanów Zjednoczonych w latach 90., jest wódką chętnie zamawianą przez najlepsze restauracje i dyplomację na całym świecie. Wódka została też włączona do konglomeratu luksusowych marek Louis Vuitton Moet Hennessy. Reklama belvedere w filmie o brytyjskim superagencie to promocja całego polskiego przemysłu spirytusowego. Przekaz jest jasny - Bond pije polską wódkę. We wcześniejszych filmach zamawiał smirnoffa lub finlandię.

Scena, jak James Bond samotnie pije drinka przy barze, to obowiązkowy kadr z każdego filmu. Dzięki temu widzowie nie mają takiej reklamy producentom za złe. A co jeśli Bond zmieniłby przyzwyczajenia i nagle zamiast martini z wódką zaczął zamawiać np. amerykańskie piwo? Tak się już stało. Za kilka łyków piwa, które Daniel Craig wypił w „Skyfall” Heineken miał zapłacić 45 mln dolarów. Wcześniej Heineken współpracował z producentami już kilka razy, ale agent nigdy nie sięgnął po piwo na planie. „Spectre” wszystko zmieniło. Choć lobby spirytusowe zagrzmiało, że James Bond z powieści Iana Fleminga nigdy nie sięgnąłby po popularne piwo, to widzom ta zmiana się spodobała.

Postać Jamesa Bonda ewoluuje i agent staje się bardziej ludzki. Choć nadal wygląda nienagannie, jeździ najlepszymi autami i potrafi wykonać najtrudniejsze zadania, to jak każdy mężczyzna po pracy lubi napić się piwa. I to piwa marki, które dostępne jest dla każdego widza.

Szybkie samochody i gadżety

James Bond jak każdy mężczyzna kocha szybkie samochody i gadżety. Nie może ich zabraknąć w kultowej serii.

Bond z pewnością przyczynił się do promocji wielu marek, które rozwijały się razem z nim. Takim przykładem jest tandem: James Bond i Aston Martin. Legendarny samochód zyskał na popularności właśnie dzięki agentowi 007. Wcześniej kojarzony był raczej z niszową marką dla angielskim gentelmanów. Po Bondzie stał się przedmiotem masowej wyobraźni. Bond jeździł astonem martinem w kilkunastu tytułach m.in.: „Goldfinger”, „Operacja Piorun”, „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”, „W obliczu śmierci”, „Śmierć nadejdzie jutro”, „Casino Royale”, „007 Quantum of Solace” i „Skyfall”.

Choć aston martin stał się najbardziej znanym samochodem Bonda. Nie jest jedynym. 007 jeździł też bentleyem, toyotą, lotusem, ale i autami marki BMW. BMW wygrało przetarg do kilku produkcji, tj. „GoldenEye”, „Jutro nie umiera nigdy” i „Świat to za mało”. Po raz pierwszy Bond przesiadł się z aston martina do Z3 w „GoldenEye”. Po tym kursie BMW odnotowało 240 mln dolarów przychodu.

Podobnie było z zegarkami. Agent 007 początkowo preferował tylko jedną markę - Rolex. Z czasem jego gusta stały się bardziej elastyczne. W „Spectre” James Bond sprawdzał godzinę na zegarkach marki Omega. Wcześniej odstępstwo zrobił też dla zegarków Seiko.

James Bond lubi zabawki i gadżety. A to pole do popisu dla producentów elektroniki. W najnowszych filmach serii nikt nie wyobraża sobie Bonda bez smartfona, a na tym polu konkurencja była ogromna. Producenci zdecydowali, że James Bond będzie dzwonił z telefonu Sony Xperia. Z firmą Sony współpracują bowiem od 1997 roku.

Nie tylko marki dóbr luksusowych chcą ogrzać się w blasku najsłynniejszego agenta. Bond stał się też reklamą egzotycznych podróży. Podczas swoich przygód zwiedził praktycznie cały świat. Nic dziwnego, że w filmie oprócz samochodów, luksusowych ubrań i elektroniki ulokowano w końcu krajobrazy. Rząd Meksyku zapłacił 14 mln funtów za to, by w „Spectre” pokazać kraj w jak najlepszym świetle. Chodziło nie tylko o piękne krajobrazy, ale też kobiety. Dziewczyna Bonda miała być Meksykanką. A czarny charakter nim być nie mógł.

Przetarg na przyzwyczajenia Bonda

James Bond kojarzy się z wszystkim, co najlepsze: piękne kobiety, samochody, garnitury i gadżety. Nic więc dziwnego, że producenci dóbr luksusowych z całego świata ustawiają się do twórców serii w kolejce, biorąc udział w przetargach. To one decydują, jakiej marki alkohol będzie pił James Bond, czy na bal podjedzie aston martinem, czy może zrobi wyjątek i wsiądzie do bmw, a także na jakim zegarku będzie sprawdzał godzinę. Product placement w filmach o Jamesie Bondzie pokrywa jedną trzecią budżetu filmu. Żaden inny tytuł nie jest w stanie osiągnąć takiego wyniku.

Bez reklamodawców historia przygód o Jamesie Bondzie z pewnością zostałaby pozbawiona części efektów specjalnych. Najdroższym z odcinków był do tej pory „Spectre”. Jego realizacja pochłonęła 198 mln funtów. Drugie tyle wydano na marketing. „Skyfall” kosztował podobnie. Bez wsparcia marek, tj. BMW, Omega czy wspomniany wcześniej Heineken, filmów raczej nie udałoby się zrealizować.

Product placement nie został jednak wymyślony dla historii agenta 007. Według historyków pierwszym produktem ulokowanym na pełnym ekranie było mydło marki Sunlight, które pojawiło się podczas scenki, w której kobiety prały bieliznę na skrzynkach po mydle marki Sunlight w krótkometrażowym filmie Louisa Lumière’a „Laveuses” z 1896 roku.

W latach 20. przykłady lokowania produktów w filmach można było już mnożyć. Pod koniec lat 30. wytwórnia Metro-Goldwyn-Mayer w tygodniu otrzymywała od producentów ponad 100 ofert reklamowania produktów w filmach. Wówczas taka reklama odbywała się jednak zazwyczaj na zasadzie barteru. W filmie ulokowano produkt producenta, który później promował film w swoich reklamach. Kiedy jednak produkcja filmów stała się bardziej opłacalna, reklamodawcy zaczęli płacić za udział krocie. Taki wydatek im się opłacał, bo po emisji filmu sprzedaż rosła kilkukrotnie. Najlepszym przykładem udanej promocji w filmie jest kampania okularów marki Ray--Ban w filmie „Top Gun”.

Z czasem product placement staje się coraz bardziej wyrafinowany. W Hollywod nie kręci się już żadnego filmu, w którym do budżetu nie dorzucili się reklamodawcy. Cena i skuteczność kampanii zależne są nie tylko o scenariusza i dopasowania reklamy do historii, ale przede wszystkim od sukcesu danego filmu. W tej mierze seria filmów o Bondzie to jeden z najlepszych produktów marketingowych w historii kinematografii i skuteczna machina do promowania marek i kształtowania gustów odbiorców.

Joanna Barczykowska-Tchorzewska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Sławomir S

Skąd pomysł, że każdy mężczyzna lubi szybkie samochody? Autorka zna tylko dresiarzy? To może od razu powiemy, że każdy mężczyzna lubi szybkie BMW.

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.