Jak się leczy w Polsce? Zagraniczni pacjenci leczą się dobrze i tanio

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Agnieszka Tomczyk

Jak się leczy w Polsce? Zagraniczni pacjenci leczą się dobrze i tanio

Agnieszka Tomczyk

Świetni specjaliści, wysokiej klasy sprzęt, konkurencyjne ceny i krótkie terminy - to główne atuty polskiego rynku medycznego, który staje się coraz bardziej atrakcyjny dla pacjentów z zagranicy. Szczególnie doceniani są polscy chirurdzy, stomatolodzy oraz ortopedzi.

Zdaniem specjalistów turystyka medyczna to jeden z najbardziej rozwojowych sektorów polskiej gospodarki. Nie od dziś polscy lekarze cieszą się dużym uznaniem w świecie, jednocześnie ceny usług medycznych potrafią być nawet o 80 procent niższe niż za granicą. Nic więc dziwnego, że Polska jest w czołówce państw europejskich o najbardziej dynamicznym wzroście w dziedzinie turystyki medycznej. Wraz z Węgrami, Turcją i Czechami należymy do najpopularniejszych destynacji pacjentów podróżujących po zdrowie i urodę.

Hollywoodzki uśmiech prostoze Szczecina lub Łodzi

Zainteresowanie zagranicznych pacjentów szczególnie widać w miastach i miejscowościach położonych blisko granic kraju. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszy się stomatologia, zwłaszcza estetyczna - implantologia, licówki, ale także leczenie ortodontyczne. Ceny, choć dla Polaków wydają się niekiedy zaporowe, wciąż są bardzo konkurencyjne dla mieszkańców Europy. Przykładowo: koszt wstawienia implantu w Polsce zaczyna się od około 3 tys. złotych, podczas gdy w Wielkiej Brytanii za taki sam implant trzeba zapłacić równowartość 11 tys. złotych, a w USA - nawet 13 tys. złotych. Pod względem szerokiej oferty usług stomatologicznych prym wiedzie Szczecin, gdzie działa ponad 800 gabinetów i klinik dentystycznych. A warto zauważyć, że mieszka tam niespełna pół miliona osób. Na „dental holidays”, bo takie określenie funkcjonuje, przyjeżdżają przede wszystkim Niemcy, Anglicy, Skandynawowie i Amerykanie.

Coraz więcej zagranicznych pacjentów przyjeżdża także do Łodzi, choć mają dalej, a połączenia lotnicze pozostawiają wiele do życzenia. Docierają tu nie tylko z Europy, ale także Australii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Nic dziwnego, bo w szpitalu im. WAM pracuje jeden z najlepszych zespołów implantologów w kraju. Zespół chirurgiczny tworzą: dr Jerzy R. Foczpański, lek. stom. Piotr Melon i lek. stom. Paweł Czechowski. - Przyjeżdżają do nas pacjenci, którzy w znacznym lub całkowitym stopniu stracili zęby. Dzięki nowoczesnym metodom jesteśmy w stanie takim osobom poprawić komfort życia w ciągu jednego dnia. Mówiąc wprost, jesteśmy w stanie pomóc każdemu pacjentowi, który trafia pod nasza opiekę - mówi lek. Piotr Melon, który wspólnie z pozostałymi specjalistami leczy zagranicznych pacjentów w Poradni Chirurgii Stomatologicznej i Implantologii szpitala im. WAM oraz prywatnych gabinetach: łódzkiej klinice Total Dent, sieradzkiej Melon Clinic i klinice Stomatolodzy Czechowscy w Koninie. - Dzięki zastosowaniu specjalnego szablonu pacjent po kilku godzinach może wyjść z gabinetu z nowymi zębami. Kiedyś taki zabieg wymagał kilkudniowego zwolnienia lekarskiego i rekonwalescencji. Teraz implant jest wykonywany nowoczesną metodą, dzięki której nie ma obrzęków i krwiaków. Pacjent może wykorzystać resztę urlopu na zwiedzanie Łodzi i regionu. Wraca do nas po 6-8 miesiącach po to, by zamienić tymczasowe korony na stałe.

Łódzcy implantolodzy korzystają z precyzyjnych zdjęć tomografii i programów komputerowych, dzięki którym projektują poza jamą ustną kształt i miejsce nowych zębów. W ten sposób powstaje gotowy szablon chirurgiczny, który jest drukowany w drukarce 3D. Szablon stanowi nawigację dla stomatologa i pozwala precyzyjnie umieścić implant w kości bez nacinania dziąsła i tworzenia płatów. Zamiast ostrza lekarz używa wiertła ze specjalnym stoperem, które poszerza miejsce na implant do odpowiedniej, zaprojektowanej wcześniej głębokości. Na koniec w tak przygotowanej tulei umieszczany jest tytanowy implant.

Specjalnie do Łodzi pacjenci przyjeżdżają też na wszczepienie implantów jarzmowych do kości policzkowych, bo nasi specjaliści, jako nieliczni na świecie, wykonują tego typu zbiegi.

- Zabieg jest wykonywany w znieczuleniu ogólnym, dlatego wynajmujemy dla takich pacjentów salę operacyjną w łódzkim prywatnym szpitalu Pro-Familia, gdzie pacjent ma komfortowe warunki - mówi lek. Piotr Melon.

Lecą z Ameryki poprawić biust

Polska jest też chętnie wybieranym krajem do poprawiania urody. Wśród najpopularniejszych zabiegów przygranicznych klinik jest powiększanie piersi, korekta nosa i liposukcja. Przykładowo, w Szwecji za chirurgiczne odchudzanie trzeba zapłacić nawet 3000 euro, a w Polsce ceny kształtują się na poziomie 3 tysięcy, ale złotych. Ceny są na tyle atrakcyjne, że nawet Amerykanom opłaca się przylecieć do naszego kraju na taki zabieg.

Popularnością cieszą się też przedślubne metamorfozy, gdyż na ślubnym kobiercu chcemy stanąć w formie niemal doskonałej. Dlatego też w okresie przedślubnym często decydujemy się na zmiany. Według ostatnich badań ponad 50 proc. przyszłych brytyjskich panien młodych i co trzeci przyszły pan młody myśli o poddaniu się operacji plastycznej lub zabiegowi z zakresu medycyny estetycznej w ramach przygotowania do ślubu.

- Nie jest tajemnicą, że efekty takich zabiegów znacząco poprawiają samopoczucie i wygląd. Ich popularność w grupie przyszłych pań i panów młodych w dużej mierze wynika z tego, że ludzie pobierają się w coraz późniejszym wieku, kiedy pojawiają się pierwsze oznaki starzenia - komentuje dr n. med. Piotr Osuch, chirurg plastyk, konsultant w Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha w Warszawie.

Wielu pacjentów przyjeżdża do Polski także na zabieg przeszczepienia włosów. I nie zawsze są to panowie...

- Wskazań jest bardzo wiele - od łysienia androgenowego u kobiet i mężczyzn, poprzez zagęszczanie włosów, do uzupełniania ubytków brwi, wąsów i brody. Łysienie jest narastającym problemem o dużych konsekwencjach psychologicznych - mówi chirurg ogólny, lek. med. Adam Srebrzyński, który od ponad 10 lat zajmuje się medycyną estetyczną, a każdego miesiąca wykonuje od kilku do kilkunastu zbiegów transplantacji włosów. - Leczenie nieinwazyjne jest długotrwałe, a efekty niezadowalające. Natomiast wciąż jeszcze najpowszechniejsza w Polsce metoda paskowa (STRIP) ze względu na długotrwały czas rekonwalescencji dla większości pacjentów - młodych, aktywnych zawodowo - jest nie do zaakceptowania. Dlatego stosujemy metodę SAFER, która pozwala na uzyskanie satysfakcjonujących efektów przy minimalnym obciążeniu dla pacjenta.

Wybitny jak… polski chirurg

Zagranicznych pacjentów przyciągają do Polski nie tylko niskie ceny, ale przede wszystkim wysoka jakość usług i zabiegi wykonywane na światowym poziomie. Jedną z takich placówek, która stale leczy obcokrajowców, jest na przykład łódzki szpital Pulsmed. Jego założyciel, lek. Zbigniew Kowalczyk, jest cenionym chirurgiem, specjalizującym się w zabiegach bariatrycznych.

- Zagraniczni pacjenci przyjeżdżają do nas z całej Europy, głównie z Wielkiej Brytanii i Skandynawii, choć są też osoby z USA, Kanady i innych odległych zakątków. Był nawet pacjent z Singapuru, który zdecydował się na zmniejszenie żołądka właśnie u nas - wspomina dr Kowalczyk. Najpopularniejszym zabiegiem jest implantacja balonika żołądkowego, ale od czterech lat klinika specjalizuje się także w zabiegach z wykorzystaniem komórek macierzystych.

- Wykorzystujemy komórki macierzyste pozyskiwane z tkanki tłuszczowej pacjenta. Pracujemy dwutorowo: stosujemy je w medycynie komórkowej leczniczej, np. w przypadku chorób naczyń czy w ortopedii, ale także w medycynie estetycznej i chirurgii plastycznej. Znakomite efekty daje terapia komórkami macierzystymi w przypadku walki z widocznymi bliznami. Jeśli zaś chodzi o leczenie, ostatnio przeprowadziliśmy - jako pierwsi w Polsce - innowacyjny zabieg z zakresu proktologii, właśnie z wykorzystaniem komórek macierzystych - chwali się dr Kowalczyk.

Jak docierają do pacjentów zagranicznych? Dr Kowalczyk wskazuje na oczywiste kanały komunikacji: stronę internetową po angielsku, publikacje eksperckie, ale podkreśla, że obecność na rynku przez 20 lat pozwoliła także na szersze wypracowanie wizerunku kliniki w Polsce i za granicą:

- Na pewno swego rodzaju reklamą jest udział w zjazdach i międzynarodowych sympozjach. Szkolimy także zagranicznych lekarzy. W przypadku rosnącej liczby pacjentów zagranicznych z pewnością działa także tzw. marketing szeptany i wzajemne rekomendacje - zadowoleni klienci polecają nas swoim znajomym - wyjaśnia dr Kowalczyk.

Współpraca zagraniczna ma też dodatkowy wymiar: motywuje polskie kliniki do nieustającego podnoszenia jakości świadczonych usług medycznych i wprowadzania innowacyjnej oferty. I tak, Pulsmed właśnie finalizuje możliwość bankowania komórek macierzystych osób dorosłych. Placówka czeka tylko na akceptację Ministerstwa Zdrowia, a gdy ją uzyska, będzie pierwszym w Polsce miejscem przechowywania komórek macierzystych pobranych z tkanki tłuszczowej.

- Teraz, gdy wykonujemy zabiegi z wykorzystaniem komórek, możemy użyć jedynie takiej ilości, jaka potrzebna jest w bieżących działaniach. Czuliśmy niedosyt, stąd pomysł na przechowywanie, wzorem banków krwi pępowinowej. Komórki pobrane u osób 20-, 30-letnich mogą za kilkadziesiąt lat okazać się nieocenioną pomocą w przypadku chorób dziś uważanych za nieuleczalne - tłumaczy dr Kowalczyk.

Korzystają też seniorzy

Kolejną gałęzią polskiej turystyki medycznej są uzdrowiska. Nasz kraj jest 7. w Europie pod względem liczby miejscowości uzdrowiskowych. W tej dziedzinie również zanotowano ogromny postęp w ostatnich latach. Remonty znanych ośrodków, m.in. w Ciechocinku, Nałęczowie czy Kotlinie Kłodzkiej, ale też powstanie luksusowych ośrodków SPA & Wellness, sprawiły, że do Polski przyjeżdżają już nie tylko Niemcy, ale także nasi wschodni sąsiedzi, Rosjanie, a nawet pacjenci z Bliskiego Wschodu.

Niemcy najczęściej wybierają Świeradów-Zdrój i Duszniki w Kotlinie Kłodzkiej oraz Ciechocinek i kurorty nadmorskie. Widać to choćby w Kołobrzegu, gdzie poza sezonem na ulicach słychać język niemiecki, a w ośrodkach rehabilitacyjnych na tabliczkach można zobaczyć podpisy typu: Lekarz/Artz Kowalski. Nawet w nadmorskich kościołach przed mszą księża pozdrawiają niemieckich kuracjuszy. Popularność turnusów rehabilitacyjnych wśród naszych zachodnich sąsiadów wynika także z faktu, że wiele polskich ośrodków ma podpisane umowy współpracy z niemieckim odpowiednikiem polskiego NFZ.

Polski turysta medyczny

O zupełnie nowym wymiarze turystyki medycznej można także mówić w kontekście Polaków na stałe mieszkających za granicą. Największą grupę stanowią oczywiście rodacy na Wyspach Brytyjskich, ale też w Skandynawii - Norwegii, Szwecji i Islandii. To zjawisko pojawiło się wraz z boomem emigracyjnym po roku 2004. Polacy mieszkają i pracują za granicą, ale leczą się… w ojczyźnie. Z dwóch powodów, zbliżonych do motywacji pozostałych turystów medycznych. Koszty leczenia, nawet prywatnego, są wielokrotnie niższe niż w zachodniej i północnej Europie, a poza tym polscy lekarze cieszą się dużym zaufaniem wśród rodaków. Na forach znaleźć można takie opinie o sytuacji w Anglii: „Nasz GP (General Practitioner - odpowiednik polskiego lekarza rodzinnego) ani razu nie zbadał córki stetoskopem. Raz puścił nas do domu z anginą ropną (…)”, „Ja już nie mam siły do GP. Co to jest w ogóle za system, że człowiek, który nic nie wie o leczeniu dzieci, kieruje leczeniem mojej 9-miesięcznej córki, która ma nietolerancję laktozy (wg tutejszych GP nietolerancja laktozy u tak małego dziecka nie występuje). Do pediatry nie raczył mnie skierować, bo nie ma potrzeby (…)”. To tylko dwa przykłady, ale dające obraz brytyjskiej służby zdrowia.

- Polacy z Wysp chętnie umawiają się do naszych dermatologów, panie korzystają z możliwości zapisania się na wizytę do ginekologów - mówi Magdalena Cieślak z Centrum Medycznego Medyceusz w Łodzi. - Sporo osób decyduje się również na specjalistyczne badania, m.in. na rezonans, który nawet nierefundowany jest kilkakrotnie tańszy niż za granicą. Podobnie profilaktyka raka piersi: mammografia kosztuje u nas 50 zł, o 10 zł droższe jest USG. Dla kogoś, kto zarabia w funtach czy koronach, to kwoty więcej niż atrakcyjne. Nie bez znaczenia jest również dostępność tych badań. Po wizycie u specjalisty, który zleci dodatkową diagnostykę, na USG czy mammografię można umówić się z dnia na dzień, a niekiedy nawet tego samego dnia, w tej samej placówce - tłumaczy Magdalena Cieślak. I dodaje: - Polacy z Wysp czy innych krajów europejskich starają się także tak zaplanować urlop w ojczyźnie, by np. pójść na zabieg chirurgiczny. Tu prym wiodą operacje żylaków, ale popularne jest też usuwanie znamion czy drobne operacje ortopedyczne.

Czego szukają w Polsce zagraniczni pacjenci?

Z „Analizy podaży turystyki zdrowotnej w Polsce” przygotowanej przez Polską Organizację Turystyczną wynika, że różne są potrzeby zdrowotne obywateli Niemiec, Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Rosji, Ukrainy, Białorusi. Niemcy poszukują w Polsce najczęściej: pobytów rehabilitacyjnych i uzdrowiskowych (36 proc.), zabiegów stomatologicznych (30 proc.) oraz zabiegów okulistycznych (14 proc.). Obywatele Wielkiej Brytanii są zainteresowani zabiegami z zakresu stomatologii, medycyny estetycznej, spa i wellness. Pacjenci z Rosji, Ukrainy i Białorusi szukają usług z zakresu kardiochirurgii, ortopedii, neurologii, ginekologii, interesuje ich także rehabilitacja, zabiegi okulistyczne i diagnostyka. Oferta uzdrowisk może być również atrakcyjna dla turystów z tych krajów.Pacjenci z krajów skandynawskich interesują się rehabilitacją, stomatologią, medycyną estetyczną, spa i wellness.
Indie były pierwsze


Jednym z pierwszych państw, które dostrzegły potencjał turystyki medycznej, były Indie. Od 2009 do 2011 roku liczba turystów medycznych wzrosła tam aż o 30 procent. Liderami w tej dziedzinie są także Singapur, Tajlandia i Malezja. Wyposażenie singapurskich klinik jest uznawane za najlepsze w Azji. Wysoko cenione są także umiejętności tamtejszych lekarzy. W 2015 roku na zabiegi medyczne przyjechało tam ponad 1 mln zagranicznych pacjentów. W Europie popularnymi kierunkami oprócz Polski są Węgry, Turcja, Czechy i Hiszpania. W Polsce rynek zagranicznej turystyki medycznej zwiększa się każdego roku o 12-15 procent.
Z Wielkiej Brytanii po... sztuczne włosy

Do Łodzi zagraniczni pacjenci przyjeżdżają także na niechirurgiczną implantację sztucznych włosów metodą BIOFIBRE. - Ta małoinwazyjna metoda leczenia łysienia umożliwia szybkie i skuteczne uzupełnienie lub zagęszczenie włosów praktycznie u każdego pacjenta, a efekty procedury są bardzo naturalne - mówi dr Adam Srebrzyński z łódzkiej kliniki SILVER Clinic, gdzie zagęszczanie włosów przeprowadza wspólnie z dermatolog lek. med. Katarzyną Płużańską-Srebrzyńską. Do zagęszczenia włosów u kobiety wymagane jest co najmniej 350 implantów, w zależności od wielkości ubytków w owłosieniu, podczas jednego zabiegu można wszczepić od kilkuset do kilku tysięcy włosów. Cena zabiegu zależna jest od długości włosa: najkrótszy, prosty włos kosztuje ok. 8 zł, biowłos kręcony o długości 45 cm - 15 zł. Tymczasem brytyjska sieć klinik Aesthetic Beauty Centre oferuje zabieg BIOFIBRE w cenie £3,5, czyli 16,5 zł za jeden biowłos, a w klinice Elithairtransplant w Istambule kompletna procedura leczenia łysienia metodą Biofibre kosztuje ponad 13 tys. złotych.
Agnieszka Tomczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.