Jak potomek ormiańskich krzyżowców pognębił Armię Konną Siemiona Budionnego

Czytaj dalej
Wiesław Pierzchała

Jak potomek ormiańskich krzyżowców pognębił Armię Konną Siemiona Budionnego

Wiesław Pierzchała

Podczas pamiętnej bitwy pod Komarowem, uważanej za największą bitwę kawalerii w XX wieku, poprowadził szarżę ułańską z takim impetem i z taką brawurą, że sprawił, iż niepokonana dotąd Armia Konna Siemiona Budionnego zaczęła pierzchać w popłochu na wszystkie strony, co stało się przełomem i przyniosło wielkie zwycięstwo naszym ułanom.

To właśnie wtedy rotmistrz Kornel Krzeczunowicz, bo o nim mowa, stał się żywą historią. Po ostatniej wojnie - jako emigrant nie zgadzający się na Polskę pojałtańską - osiedlił się w Anglii, gdzie zasłynął jako pisarz i publicysta. Pisywał do londyńskich „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego i do paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia. W londyńskim Veritasie wydał dwie klasyczne pozycje literatury emigracyjnej: „Historię jednego rodu” o sobie i swoich przodkach i „Ostatnią kampanię konną” o udziale w wojnie polsko-radzieckiej 1920 roku, które w Polsce wydało niedawno wydawnictwo LTW.

Komenda: - „Rozwinięty, galopem, hurrra!” i atak...

W bitwie pod Komarowej jazdą polską dowodził gen. Juliusz Rómmel, którego znamy z czasów późniejszych, gdy był dowódcą Armii „Łódź” i na początku tragicznego Września kwaterował w łódzkim pałacu Heinzlów w parku Julianowskim.

To właśnie on nie miał wątpliwości, że szarża 8. Pułku Ułanów „pod dowództwem nieustraszonego rotmistrza Krzeczunowicza” była przełomem w tej bitwie i zapewniła nam zwycięstwo i że była to jedna z najświetniejszych szarż naszej kawalerii. Nic więc dziwnego, że ten właśnie atak namalował ostatni z „dynastii Kossaków” - Jerzy.

A jak szarżę opisał jej bohater?

„Przychodzi moment decydujący. Wszyscy dołączają do 8. Pułku Ułanów, wszyscy wyciągają szable i pistolety. Jak grom pada komenda:- „Rozwinięty, galopem, hurrra!” Płazem szabli wprowadzam swego deresza w cwał i już pułk cały z impetem rusza do szarży i w mgnieniu oka pokonuje odległość kilkudziesięciu zaledwie kroków dzielący go od wroga. Tej niezwykle silnej szarży nie wytrzymał nieprzyjaciel. Wzdłuż całej linii frontu nawróciły jego oddziały. Było to wspaniałe widowisko, którego nigdy w życiu nie zapomnę”- wspominał w „Ostatniej kampanii konnej”. W przedmowie do tej książki gen. Stanisław Kopański - uczestnik bitwy pod Komarowem i późniejszy słynny obrońca Tobruku na czele swoich Strzelców Karpackich - tak scharakteryzował autora: „Dowódca 8. Pułku Ułanów, rotmistrz Krzeczunowicz, łączył intuicję, temperament i pewien romantyzm wojskowy z rozwagą dowódcy”.

Co znamienne, Kornel Krzeczunowicz był potomkiem ormiańskich krzyżowców, którzy z czasem przybyli na Kresy południowo-wschodnie, zamieszkali m.in. we Lwowie i Kamieńcu Podolskim oraz stali się wiernymi obrońcami Rzeczypospolitej. Ormianie zasłynęli też jako znakomici kupcy i handlowcy oraz gospodarze majątków ziemskich. I właśnie w takim majątku urodził się i wychował Kornel Krzeczunowicz.

Bołszowce z zamkiem i cudowną kopią Cranacha

Były to Bołszowce położone pod Haliczem w słonecznej dolinie Dniestru, które w 1830 roku nabył przodek naszego bohatera, Walerian Krzeczunowicz, zaś wcześniej należały do tak znakomitych rodów kresowych, jak Kazanowscy i Jabłonowscy. Przez wieki Bołszowce znane były z klasztoru i kościoła karmelitów, w którym był przechowywany cudowny obraz Matki Boskiej o niezwykłej historii, którą przytacza autor obu książek. Otóż zgodnie z podaniem, obraz wyłowił z Dniestru i wstawił do zamkowej kaplicy w Bołszowcach wojewoda podolski i hetman wielki koronny Marcin Kazanowski. Wkrótce obraz - jest to kopia dzieła Łukasza Cranacha Starszego „Madonna z Dzieckiem pod jabłonią” - zaczął słynąć cudami. Dlatego hetman Kazanowski ufundował klasztor z kościołem, sprowadził karmelitów trzewiczkowych i przekazał im cudowny obraz, którego uroczysta koronacja złotymi papieskimi koronami odbyła się w XVIII stuleciu. Obecnie słynny obraz znajduje się w kościele karmelitów św. Katarzyny w Gdańsku.

Wspomniany zamek Kazanowskich, który Krzeczunowiczowie przebudowali na pałac, został zniszczony podczas I wojny światowej. W tej sytuacji Kornel Krzeczunowicz w latach 20. XX wieku wybudował okazały dwór, który stał się ozdobą Bołszowiec i przetrwał do dzisiaj.

Wiesław Pierzchała

Jestem dziennikarzem w redakcji "Dziennika Łódzkiego". Zajmuję się sądami, policją, prokuraturą, tematyką historyczną oraz związaną z łódzkimi zabytkami i rodami fabrykanckimi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.