Jak nieformalna święta Aniela uratowała Zuli życie, czyli niezwykła historia życia Zuzanny Wartenberg

Czytaj dalej
Fot. fot. Mirosław Dragon
Mirosław Dragon

Jak nieformalna święta Aniela uratowała Zuli życie, czyli niezwykła historia życia Zuzanny Wartenberg

Mirosław Dragon

W październiku w Oleśnie w wieku 90 lat zmarła znana lekarka Zuzanna Wartenberg. Niemal do końca życia leczyła pacjentów, była też wolontariuszką Domowego Hospicjum. Przez całe życie chciała zapomnieć o wojnie. O tym, że cudem ocalała w Holocaustu.

W marcu lekarka z Olesna skończyła 90 lat. Niemal do końca życia przyjmowała pacjentów w przychodni lekarskiej. Przede wszystkim jednak jeździła do chorych na raka pacjentów w ramach Domowego Hospicjum oleskiego Caritasu.

- Nigdy nikomu nie odmówiła pomocy - podkreśla Zenon Voelkel, 100-letni lekarz weterynarii, który po wojnie uruchomił w Oleśnie pierwszą lecznicę dla zwierząt.

- Zula Wartenberg to taki oleski doktor Judym! - dodaje Marzanna Kondratowicz, córka lekarza weterynarii z Olesna.

Za swoją działalność dostała wiele nagród, m.in. była laureatką Diamentowej Spinki „nto”.

- Ja się w życiu nie przepracowałam. Zawsze robiłam to, co lubię. Tylko wypełniania dokumentacji lekarskiej nie lubię. Na dodatek ta dokumentacja jest coraz głupsza. Lekarze muszą udowadniać, że nie są złodziejami ani oszustami, zamiast skupić się na pacjencie. Kiedyś wypisywałam tylko receptę, teraz muszę wypełnić cały stos dokumentów - mówiła Zuzanna Wartenberg.

Oleską lekarkę ta medyczna biurokracja bolała, bo podkreślała, że najważniejsze jest poświęcenie czasu pacjentowi, a nie dokumentom pacjenta.

- W „Przeglądzie Lekarskim” przeczytałam dekalog lekarza. Pierwszy punkt radzi, by pytać pacjenta o jego życie rodzinne. No, to ja nigdy nie dochowałam tego przykazania! Zawsze pytam chorego, co mu dolega, a nie o życie rodzinne. Nie lubię pojęcia etyka lekarska, ponieważ etyka jest jedna i albo człowiek postępuje etycznie, albo nie. Nieważne, kim jest. Powinno się żyć tak, by być w miarę zadowolonym z siebie, ale także bez obaw móc spojrzeć innym ludziom w oczy - mówiła lekarka z Olesna.

W uśmiechniętych, życzliwych oczach Zuzanny Wartenberg nie można było dostrzec nawet śladu piekła, który lekarka z
Olesna przeżyła podczas wojny. Kiedy ukrywała się przez 2,5 roku na strychu, a schwytana przez niemieckich żołnierzy w łapance stała już w kolejce do rozstrzelania w masowej egzekucji.

Pozostało jeszcze 86% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Mirosław Dragon

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.