Jak król łódzkiego półświatka zasiadł na sądowej ławie oskarżonych

Czytaj dalej
Anna Gronczewska

Jak król łódzkiego półświatka zasiadł na sądowej ławie oskarżonych

Anna Gronczewska

Proces „Ślepego Maksa” wywołał wielkie zainteresowanie w całym mieście. Szef łódzkiej mafii trafił na sześć lat do więzienia. Po wojnie wrócił do miasta i pracował w spółdzielni odzieżowej.

Chociaż „Ślepy Maks” kojarzony jest z Łodzią i Bałutami to urodził się w Łęczycy. Przyszedł na świat 15 stycznia 1890 r., jako drugie dziecko Maszy z Nagórskich i Beniamina Bornsztajna. Miał starszą siostrę Gitłę i młodszego brata, którego imienia nie podaje żaden z biografów „Ślepego Maksa”. Jego postać, jako szlachetnego bandyty, najbardziej rozpropagował urodzony w Łodzi lekarz, potem dziennikarz i pisarz Arnold Mostowicz. Napisał fabularyzowaną „Balladę o Ślepym Maksie”, ale o łódzkim gangsterze pisał też w swoich wspomnieniowych książkach. Niedawno ukazała się inna pozycja poświęcona gangsterowi z Bałut „Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone”. Napisał ją Remigiusz Piotrowski, absolwent filologii polskiej na UŁ.

Jak król łódzkiego półświatka zasiadł na sądowej ławie oskarżonych

Około 1900 roku rodzina Bornsztajnów przeprowadziła się z Łęczycy do Łodzi. Zamieszkali na Bałutach. Ojciec zajmował się ostrzeniem noży. Podobno zabił go carski stójkowy. Potem Maks się zemścił. Zabił stójkowego. W tej bójce miał stracić oko. Od tego czasu nazywali go „Ślepym Maksem”. Stał się też szybko najważniejszą osobą na Bałutach. Z kolei Arnold Mostowicz pisze, że Maks wpadł pod powóz prowadzony przez syna łódzkiego bogacza Arona Goldberga. Aron wyszedł z powozu, uderzył Beniamina batem. Potem pojawił się stójkowy i zaczął bić tatę Maksa. Jedno jest pewne, wtedy słynny gangster stracił ojca. Według Arnolda Mostowicza śmierć ojca mogła stworzyć przyszłego gangstera. Cała wina skupiła się na stójkowym. Maks wszędzie opowiadał, że to on zabił mu ojca. W końcu policjant mając dość tych opowieści dopadł chłopaka. Jak pisze Mostowicz świadkiem tego miał być Staszek Poneta, kolega „Ślepego Maksa” z podwórka. Ponoć, gdy policjant bił chłopaka ten uderzył go nożem. Stójkowemu wypadł pistolet. Menachem go chwycił i strzelił do policjanta. Strzał był śmiertelny. Przy okazji chłopak stracił oko. Wtedy przestał być Menachemem Bornsztajnem. Na długie lata został „Ślepym Maksem”. I tak rozpoczęła się jego złodziejska kariera.

Początkowo był jednym z drobnych, bałuckich bandytów. Jakich wielu tam mieszkało. Może życie Maksa potoczyłoby się inaczej, gdy na swej drodze nie spotkał tajemniczego księdza Natana? Pisze o nim Arnold Mostowicz. Czy jednak Natan był prawdziwą postacią, a może tylko efektem literackiej wyobraźni autora „Ballady o Ślepym Maksie”? Z opowieści Mostowicza wiemy, że młody Maks zobaczył żebraka przed kościołem na ul. Franciszkańskiej. Leżała przed nim kartka z napisem: Wspomóż ubogiego Żydka! Maks miał wrzucić jakiś grosz do pustej puszki. Wtedy żebrak szepnął mu, by przyszedł na ul. Rybną 5. Okazało się, że żebrakiem był ksiądz Natan. Na ul. Rybnej prowadził lombard. Nie był wcale Żydem, choć doskonale mówił w jidysz. Wcześniej chciał zostać księdzem, ale ponoć wyrzucono go z zakonu. Zaczął wieść przestępcze życie. Był znanym w Łodzi paserem. To ksiądz Natan nauczył „Ślepego Maksa” gangsterskiego fachu. Jak pisze Remigiusz Piotrowski szybko stał się jednym z najlepszych bałuckich kieszonkowców, czyli „doliniarzy”. Nauczył się też innych złodziejskich fachów. Okazał się bardzo pojętnym uczniem. Z czasem „Ślepy Maks” stanął na czele łódzkiej przedwojennej mafii. Założył organizację przestępczą, która wspierała kolegów po fachu i organizowała życie półświatka. W mieszkaniu Bornsztajna przy ul. Sienkiewicza 9 zorganizowano biuro próśb „Obrona“ i gdzie ludzie ferajny mogli załatwić swoje sprawy: pożalić się, dostać zapomogę, zorganizować pomoc prawną, poprosić o zorganizowanie sądu itp. „Ślepy Maks” nadał życiu przestępczemu przed I wojną światową w Łodzi urzędowy charakter. Wraz z kumplami założył dintojrę, czyli sąd rozstrzygający spory między Żydami. I stanął na jego czele. Od wyroków tego sądu nie było odwołania. Do skazanego przychodziło kilku drabów, ogłaszało wyrok. Jeśli delikwent nie chciał się podporządkować to pojawiali się jeszcze raz. Tym razem ze swym szefem.

W 1928 r. powołano do życia żydowskie stowarzyszenie „Bratnia Pomoc”, czyli Ezras Achim. Miała to być organizacja charytatywna, ale dintojra stała się jej częścią. 19 września 1929 r., wieczorem na rogu ul. Pomorskiej i Wschodniej, przed piwiarnią „Kokobolo” rozległy się strzały. Po chwili przechodnie zobaczyli leżącego w kałuży krwi człowieka. Drugi uciekał w kierunku pl. Wolności. Postrzelony mężczyzna zmarł. Okazał się nim 42-letni Srul Kalmar Balberman, prezes „Bratniej Pomocy”. Ale jak pisała „Republika” cieszył się złą sławą. W mieszkaniu przy ul. Wschodniej prowadził dom schadzek i utrzymywał kontakty ze światem przestępczym. Uciekającym mężczyzną był „Ślepy Maks”. Balberman miał być mu winien 300 zł i nie chciał oddać. W końcu doszło do kłótni. Balberman uderzył „Ślepego Maksa”. Ten wyciągnął pistolet i strzelił. Zaczął uciekać, wsiadł do taksówki. Policjanci zatrzymali ją na Bałuckim Rynku. „Ślepy Maks” został aresztowany i stanął przed sądem.

Proces wzbudził w Łodzi wielkie zainteresowanie.

- Jest to mężczyzna o atletycznej budowie, który dzięki niezwykłej sile fizycznej potrafił sobie zdobyć posłuch wśród mętów społecznych - tak relacjonował proces dziennikarz „Republiki”.

Jak król łódzkiego półświatka zasiadł na sądowej ławie oskarżonych

Manecham Bornsztajn tłumaczył przed sądem, że Balbermaa i jego kumple jako przedstawiciele „Bratniej pomocy” zgłosili do niego i zmusili go, by dał na posag dla biednych panien. Po jakimś czasie znów pojawili się u niego i zażądali pieniędzy na lekarza dla chorego dziecka. „Ślepy Maks” nie miał wtedy pieniędzy. Po tej wizycie sprawdził czy pieniądze, które dał wcześniej Balbermanowi zostały rzeczywiście przeznaczone dla panien bez posagu. Okazało się, że trafiły do jego kieszeni i innych członków zarządu stowarzyszenia. Maks miał o tym powiedzieć jednej z żydowskich gazet, która o tym napisała. Balberman poczuł się tym urażony. Skierował sprawę „Ślepego Maksa” do dintojry. Ten jednak nie pojawił się na posiedzeniu sądu. Zaczęto mu grozić, wysyłać anonimy. Po tych groźbach dostał nawet zezwolenie na posiadanie rewolweru. Krytycznego wieczoru „Ślepy Maks” miał wejść do piwiarni „Kokolobo”, by napić się wody sodowej. Tam czatowała na niego szajka Balbermana. Po broń sięgnął w obronie własnej. Sąd uwierzył w te wyjaśnienia i uniewinnił „Ślepego Maksa”. Uznał, że działał w obronie własnej. Zebrany na sali sądowej tłum urządził mu owację. Jak potem wyjaśniano Balbeman zginął, bo stanowił dla „Ślepego Maksa” konkurencję. Wykonywał wyroki dintojry za mniejsze opłaty.

W 1934 r., „Ślepy Maks” zaszantażował Fiszla Luftmanana. Groził, że jeśli nie da odpowiedniej sumy pieniędzy to doniesie komu trzeba czym trudni się za granicą. A handlował tam żywym towarem. W Łodzi przebywał zaś nielegalnie. Ale Luftman nie przestraszył się gróźb i zgłosił sprawę na policję. Z czasem doszło kilka innych doniesień o „pracy” Maksa. 21 lutego 1934 r., „Ślepy Maks” został aresztowany. Na policję zaczęli się zgłaszać kolejni pokrzywdzeni. Na przykład Emanuel Borycki, agent ubezpieczeń „Europa” zgłosił, że „Ślepy Maks” zmusił go groźbami do wydania niejakiemu Szylitowi weksli gwarancyjnych na sumę 25 dolarów. Natomiast Samina Rapaport pod groźbą pobicia została zmuszona przez Maksa do udzielenia rozwodu mężowi i zrzeczenia się alimentów. Benedetowi Kacowi groził śmiercią jeśli nie cofnie eksmisji Jana Kota, który w kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 117 prowadził dom schadzek.

Przed sądem „Ślepy Maks” wszystkiemu zaprzeczał. Uważał też, że jest zbyt chory, by siedzieć w więzieniu. Jego adwokat chciał, by sąd uznał jego klienta nie w pełni poczytalnego. Sąd nie dał się nabrać. Menachem Bornsztajn został skazany na sześć lat więzienia. Opuścił je wiosną 1939 r. W tym samym roku, we wrześniu, wyjechał z Polski. Uciekł na wschód. Dotarł do Łucka. Nie przyjął radzieckiego obywatelstwa, więc wywieziono go do Kazachstanu. Po Łodzi krążyły zaś plotki, że został zamordowany. Ale do niej wrócił w 1946 r. Jak podaje w swej książce Remigiusz Piotrowski zamieszkał przy ul. Gdańskiej. Drugi raz się ożenił. Alina była od niego o wiele lat młodsza. Człowiek, którego przed wojną bała się cała Łódź, pracował jako portier w spółdzielni odzieżowej im. Lewartowskiego. „Ślepy Maks” zmarł 18 maja 1960 r. Został pochowany na Cmentarzu Żydowskim w Łodzi.

Jak król łódzkiego półświatka zasiadł na sądowej ławie oskarżonych
Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.