Im ktoś bogatszy, tym rzadziej decyduje się na tatuaż

Czytaj dalej
Agaton Koziński

Im ktoś bogatszy, tym rzadziej decyduje się na tatuaż

Agaton Koziński

Kobiety preferują miejsca, które pozwalają im zamaskować tatuaż, łatwo go schować. Z kolei mężczyźni wybierają rozwiązania widowiskowe - mówi dr Jarosław Kulbat, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS

Ma pan tatuaże?

Nie mam. Siłą rzeczy trudno mi identyfikować się z osobami je posiadającymi - ale też nie jestem zadeklarowanym ich krytykiem.

Skoro pana tatuaże nie drażnią, to czemu sobie pan żadnego nie zrobił?

Z powodów praktycznych - najogólniej rzecz ujmując. Uważam, że podejmując decyzję o trwałej zmianie swojego wyglądu, trzeba uwzględniać to, co ze zmianą stanie się w przyszłości. A przecież w miarę jak się starzejemy, tatuaże zmieniają swój wygląd.

Nawet jak się tatuaż rozjedzie czy straci kolory, to przecież za 20 lat można go poprawić. Albo usunąć.

Nie wszystko da się poprawić, choć na pewno w tej dziedzinie też następuje postęp technologiczny. Nie jestem jednak specjalistą od robienia tatuaży, więc nie chcę się w tej sprawie wymądrzać.

Już co czwarty Amerykanin ma tatuaż, podobnie jak 12 proc. Europejczyków. Dlaczego coraz więcej osób tatuuje się?

Gdy przeanalizuje się te dane, to widać, że im ktoś starszy, bogatszy, lepiej wykształcony, to tym rzadziej decyduje się na tatuaże.

Ale w skali ogólnej liczba wytatuowanych od kilku lat rośnie - widać to na ulicy. Dlaczego?

Na pewno to nie moda - bo jednak noszenie modnych spodni czy słuchanie popularnej piosenki to trendy, z których łatwo i szybko można się wycofać. Mogę być wegetarianinem, ale po dwóch miesiącach - gdy uznam, że to nie dla mnie - po prostu z tego rezygnuję i już. Z tatuażami nie jest to takie łatwe.

Ten rysunek zostaje na całe życie - usunąć go można tylko laserowym zabiegiem.

Na pewno decyzje o zrobieniu sobie tatuażu są bardziej przemyślane - dlatego też nie można tego nazwać zwykłą modą. Widać, jak ewoluuje też znaczenie rysunków na skórze. Wcześniej tatuaż kojarzył się z subkulturami, więzieniem, ewentualnie z marynarzami. Od lat 80., 90. - precyzyjną datę trudno ustalić - zaczyna być sposobem na wyrażenie samego siebie. Tatuaże stają się wręcz swoistym kalendarzem, dokumentują najważniejsze chwile z życia: ślub, narodziny dziecka, imię ukochanej. Wtedy też kojarzył się z nonkonformizmem.

Teraz chyba z konformizmem - skoro tatuaże mają już prawie wszyscy.

Jednak cały czas osoby wytatuowane są w mniejszości, więc mogą siebie postrzegać jako nonkonformistów. W grupie młodych Amerykanów ma go 36 proc. - a więc nie prawie wszyscy. A 20-30 lat temu tatuaży było jeszcze mniej, siłą rzeczy poczucie tego, że się idzie pod prąd, było większe. Na pewno to nie jest tylko moda - tak jak nowe dżinsy czy trampki.

Ale jak nie moda, to jak to określić? Sens życia? Nowa religia?

Ludzie zawsze czuli potrzebę wyrażania samego siebie w jakiś sposób. Można to robić na różne sposoby. Jednym z rozwiązań są zachowania typowe dla własnych przekonań - na przykład chodzenie do kościoła czy uczestnictwo w wyborach. Inną formą manifestowania własnych zachowań jest na przykład chodzenie na zakupy - popularne zajęcie w obecnej epoce konsumpcjonizmu, gdy obowiązuje przekonanie, że „jesteś tym, co masz”.

Współczesny dylemat: mieć, żeby być, czy być, żeby mieć.

Dużo osób szuka identyfikacji z innymi poprzez posiadanie rzeczy tych samych marek, zwykle luksusowych. Podobną rolę może pełnić tatuaż. On nabiera funkcji sygnalizacyjnej, staje się wyznacznikiem miejsca w społeczeństwie - w sensie przewrotnym, jako forma wypowiedzenia swojego sprzeciwu wobec obowiązujących standardów społecznych.

Bunt wobec norm społecznych jest domeną młodych. Ale tatuaży nie robią sobie tylko nastolatkowie.

Tatuaże długo były właściwie zarezerwowane tylko dla więzień. Później mody czy trendy z nimi związane się zmieniały. Kiedyś popularne były tatuaże na twarzach, charakterystyczne szczególnie dla południowoamerykańskich gangów. Później stały się znakiem rozpoznawczym w subkulturze raperskiej - fani tej muzyki nie widzieli niczego złego w tatuowaniu sobie czegoś na twarzy. Warto też pamiętać o tym, że tatuaże nie abstrahują od trendów czy mód społecznych. Teraz na przykład mamy wysyp tatuaży o tematyce patriotycznej.

Przed chwilą pan mówił, że nie da się tatuowania nazwać modą.

I podtrzymuję to - natomiast widać wyraźnie mody na poszczególne wzory czy napisy. Żyjemy w czasach, w których presja na samodoskonalenie własnego ciała jest większa niż kiedykolwiek wcześniej. Widać to przez popularność siłowni, biegania, różnych diet. Już mówi się nawet o epoce nowego narcyzmu.

Czy wzrost popularności tatuaży wpisuje się w to?

Odpowiem pośrednio. Badania wśród więźniów wykazały, że tatuaże są dla nich ważne ze względów tożsamościowych, w ten sposób manifestowali przynależność do określonych gangów lub subkultur. Ale to niejedyna forma modyfikowania swego ciała popularna w zakładach karnych. Inną jest siłownia, dzięki której można uzyskać bardziej pożądany kształt ciała.

Chce pan powiedzieć, że więźniowie ostro ćwiczyli, zanim to stało się modne?

Tu chodzi o coś innego. Osoby przebywające w więzieniu siłą rzeczy mają ograniczone możliwości decydowania o sobie - najważniejsze decyzje, typu: o której wstać, gdzie pójść czy co będzie na obiad, podejmowane są bez ich udziału. Więźniowie cały czas natomiast mają kontrolę nad własnym ciałem. Siłownia czy tatuaże są tego przejawem.

Szukać tu analogii między rozkwitem mody na fitness i popularność tatuaży z rozwojem globalnych korporacji, które porządkują aż do przesady życie swoich pracowników?

To jednak za daleko idące porównanie. Na pewno w więzieniach występuje tego typu motywacja, ale nie znam badań, które by pozwalały na dalej idące uogólnienie, które pan zaproponował. Choć na pewno modyfikowanie swojego ciała może być dowodem na posiadanie kontroli nad tym, co kontrolować jesteśmy w stanie. W ten sposób sygnalizujemy: nikt nie będzie ograniczał tego, w jaki sposób moje ciało będzie wyglądać. Natomiast wcześniej pan pytał o presję na samodoskonalenie własnego ciała.

Nowy narcyzm.

Proszę zwrócić uwagę, że możliwości modyfikowania swojego ciała jest więcej. To nie tylko tatuaże czy siłownia, ale także piercing, skaryfikacja (oznaczanie sobie ciała bliznami - przyp. red.), wstrzykiwanie sobie kwasu hialuronowego czy botoksu. Na pewno można to analizować pod kątem analizy własnego stosunku do życia. Choćby z perspektywy ekonomicznej.

Co mają z tym wspólnego pieniądze?

To wszystko kosztuje. Gdy demonstruję efektowny „sześciopak” na brzuchu, pokazuję, że stać mnie na osiem-dziewięć miesięcy w siłowni. Dokładnie to samo mówi bardzo efektowny tatuaż na przedramieniu.

Zdaje się tatuaż jest tańszy - bo jednak kilka miesięcy ostrych ćwiczeń na siłowni z osobistym trenerem to spory wydatek.

Ceny tatuaży też odzwierciedlają status majątkowy ich posiadaczy. Nie ignorowałbym chęci podkreślenia swego statusu w ten sposób. Oddzielna sprawa, że tatuaże są umieszczane w różnych miejscach - w zależności od płci. Kobiety preferują miejsca, które pozwalają im zamaskować tatuaż, łatwo go schować, z kolei mężczyźni wybierają rozwiązania, powiedzmy, widowiskowe, decydują się na tatuaże w miejscach łatwych do wyeksponowania. I jeszcze jeden aspekt. Z badań biologa prof. Bogusława Pawłowskiego wynika, że robienie sobie tatuaży czy wbijanie kolczyków w dziwne miejsca to sygnał świadczący o zdrowiu.

Dlaczego o zdrowiu? Bo tatuowanie boli?

Ból to jedno - poza tym od kolczyków czy tatuaży mogą się wdać różnego rodzaju infekcje. Decydując się na nie, wysyłamy sygnał: mój organizm jest na tyle silny, że sobie z tym poradzę. Co ciekawe, Pawłowski dowiódł, że to dotyczy tylko mężczyzn.

Kobiety nie czują potrzeby niczego demonstrowania?

Są bardziej zachowawcze. Natomiast mężczyźni w ten sposób chcą dowieść, że są silni - i liczą, że to zainteresuje kobiety, które w perspektywie ewolucyjnej poszukują partnerów posiadających materiał genetyczny odporny na ból. W takiej sytuacji tatuaże są formą próby czy inicjacji - zresztą w niektórych kulturach tatuowanie czy skaryfikacja są obrzędami inicjacyjnymi, świadczą o dojrzałości lub stanie cywilnym.

Na początku naszej rozmowy pan zauważył, że tatuaże w kulturze zachodniej na poważnie pojawiły się dopiero w latach 80.-90. poprzedniego wieku. Wcześniej ważniejsze było doskonalenie ducha, silniejszy akcent na ciało to cały czas nowość. Skąd ta zmiana?

W skrócie: bo szybciej można uzyskać efekt. Modyfikacje ciała poprzez tatuaże są tańsze i stosunkowo łatwe w porównaniu z kształtowaniem własnego charakteru. Samorozwój wymaga czasu, wysiłku, często sporych pieniędzy. Nie każdego stać na to, żeby zdobywać szczyty.

Czyli wybieramy tatuaże zamiast walki z samym sobą ze zwyczajnego lenistwa? Bo tak szybciej uzyskamy efekt?

Nie wiem, czy lenistwo to właściwe słowo, choć ludzie przywykli do optymalizowania własnego wysiłku. W psychologii używa się terminu „skąpstwo poznawcze”.

Potocznie mówi się - ocenianie kogoś po wyglądzie.

A ujmując to szerzej: ludzie zwykle skupiają się tylko na rozwiązywaniu bieżących problemów, rzadko kiedy patrzą na rzeczywistość w szerszej perspektywie. Ale też zamykamy naszą rozmowę o tatuażach tylko w kwestiach tożsamościowych, tymczasem mają one też inny wymiar.

Jaki?

Ozdobny. Dla wielu osób tatuaż ma być po prostu ładny. Proszę wejść na internetowe fora dla tatuażystów. Tam rysunki mające znaczenie symboliczne będą w zdecydowanej mniejszości. W większości przypadków można tam znaleźć tatuaże, które są piękne, którymi użytkownicy tych forów się zachwycają. Chodzi o względy czysto estetyczne.

Osoby decydujące się na tatuaż chcą mieć na sobie dzieło sztuki czy może trzeba iść dalej - oni sami chcą być dziełem sztuki?

Na pewno pierwsza opcja, przynajmniej na początku przygody z tatuażami. One pełnią rolę specyficznej biżuterii - tyle że pierścionek czy wisiorek można zdjąć, rysunku spod skóry się nie wyciągnie. Kolejne tatuaże są jak kolejne kolie czy kolczyki w kolekcji.

I to jest chyba największa nowość - do lat 80. poprzedniego wieku nikomu nie przyszłoby do głowy, by tatuaż traktować jako ozdobę.

100 lat temu osoby wytatuowane pokazywano w cyrkach, razem z takimi osobliwościami jak kobieta z brodą. Na początku XX wieku tatuaże były na tyle rzadkie, że ludzie byli skłonni zapłacić za bilet, byle tylko je obejrzeć z bliska. Z tej perspektywy stosunek do tatuaży zmienił się bardzo mocno, one stały się ozdobą.

Tatuaże u mężczyzn widywałem od zawsze - chociaż kiedyś było ich oczywiście zdecydowanie mniej. Natomiast tatuaże u kobiet to absolutna nowość, przełom ostatnich lat. Dlaczego panie nagle zaczęły się na nie decydować?

Na pewno kobiety tatuują się inaczej niż mężczyźni - panowie robią sobie więcej tatuaży, są one zwykle większe, u pań są one bardziej dyskretne. Ale zaczęły się pojawiać, bo faktem jest, że kiedyś ich nie było.

Czego to efekt?

Przede wszystkim zmieniają się standardy atrakcyjności kobiecego ciała. Przez długi czas w naszej kulturze ciało kobiety pozbawione „niedoskonałości” było wzorem atrakcyjności. Teraz zmianę przynosi młode pokolenie, dla której tatuaż stał się formą podkreślenia własnej tożsamości, ale także ozdoby. Tatuaże stały się bardzo popularne w mediach społecznościowych, które dziś lansują trendy wśród młodzieży. Dziś tatuaże są modne, noszą je gwiazdy, non stop je widać na Facebooku, Instagramie czy Pintereście. Widać także, jak zmienia się dynamika zachowań. Teraz jesteśmy na etapie dyfuzji innowacji.

Czyli ostatnim etapie innowacji - gdy nowe rozwiązanie zaczyna się upowszechniać.

Tyle że taka dyfuzja nie następuje w jednym momencie. To jest proces. Na początku jest niewielka grupa prekursorów, którzy prezentują określone zachowanie. Tacy influencerzy za pomocą mediów społecznościowych są w stanie generować określone mody. Proszę zauważyć, że popularność tatuaży rozwija się niemal równolegle do rozwoju mediów społecznościowych.

Cały czas jesteśmy na etapie dyfuzji innowacji?

Nie, zrobiliśmy już krok dalej. Kolejnym etapem jest sytuacja, gdy trend podchwytuje większość - na przykład pan, bo wychwycił pan trend i pyta mnie o jego korzenie. Ta moda zaczyna nabierać skali, podchwyciły ją również kobiety. Trend cały czas jest na fali wznoszącej - ale w końcu się ustabilizuje, zatrzyma.

Na jakim poziomie?

Na pewno 100 proc. populacji tatuaży mieć nie będzie. Ale ile? Nie podejmuję się przewidywania. Ale jestem przekonany, że w najbliższym czasie liczba osób poddających się modyfikacjom ciała będzie rosła. I nie chodzi tylko o tatuaże - to także zabiegi plastyczne czy różnego rodzaju skrajne modyfikacje chirurgiczne zostające na całe życie. Badania pokazują, że zainteresowanie tego typu działaniami jest wysokie, zmniejsza się jedynie u kobiet po pięćdziesiątce.

Agaton Koziński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.