Ida Lis z Bełchatowa chce być jak Schwarzenegger. No i wreszcie go poznać

Czytaj dalej
Fot. Adam Kieruzel
Maciej Wiśniewski

Ida Lis z Bełchatowa chce być jak Schwarzenegger. No i wreszcie go poznać

Maciej Wiśniewski

Ida Lis to fenomen. W wieku 18 lat nie ma sobie równych w trójboju siłowym, bije rekordy Polski, a jej talent dostrzegł sam Arnold Schwarzenegger. Po świętach chciałaby... zrobić prawo jazdy

Columbus w stanie Ohio przywitało Idę kroplami deszczu. Ale to i tak było lepsze od mrozów panujących w Polsce. Potem zresztą wyszło słońce, ale okazji do pozwiedzania stolicy stanu wielu nie było. Bo Ida Lis nie pojechała do USA na wakacje.

Arnold’s Sport Festival to jedna z największych, nie tylko w Stanach, imprez sportów siłowych. Od przeszło 20 lat organizuje je sam Arnold Schwarze-negger. W olbrzymim Conven-tion Center w sercu Columbus przewinęło się kilka tysięcy osób. W oku tego cyklonu znalazła się też Ida Lis, skromna nastolatka z Bełchatowa.

- Przyznaję, że byłam oszołomiona tą ilością ludzi i rangą zawodów - podkreśla beł-chatowianka.

Konkurencje, które trzeba było wykonać podczas zawodów Arnolda Schwarzeneggera, nie były do końca typowe dla Idy, która uprawia trójbój siłowy. To były zawody typu strong man i woman, czyli m.in. wyciskanie hantla, bieg z walizkami, tarczą czy wrzucanie na wysokość kuli. Wszystkie te przyrządy oczywiście o wadze kilkudziesięciu kilogramów każdy.

- Przygotowania do wyjazdu nie były proste, ponieważ oprócz tych zawodów miałam jeszcze przed sobą Puchar Polski w trójboju siłowym oraz eliminacje do mistrzostw świata w Kanadzie. Ta sytuacja spowodowała, że wszystkie treningi musiały być bardzo dokładnie zorganizowane, aby przygotować się solidnie, ale jednocześnie nie obciążyć organizmu - podkreśla osiemnastolatka.

Nie udało się wejść do finału, ale dla młodej bełchatowianki to było i tak wielkie przeżycie. Sam wyjazd do Stanów na tak dużą imprezę był nobilitacją i, jak sama mówi, ogromną motywacją do ciężkich treningów.

Zresztą paszportu do USA nikt Idzie nie dał za darmo. Musiała go sobie wywalczyć w ogólnoświatowych eliminacjach. Potem jeszcze był stres związany z tym, czy dostanie amerykańską wizę. Jej się udało, inaczej niż innemu bełchatowianinowi Dariuszowi Błaszczykowi, którego wyjazd na te same zawody zablokowała ambasada USA.

Od skoku w dal, po martwy ciąg

Ida Lis przygodę ze sportem zaczynała w Bełchatowskim Klubie Lekkoatletycznym. Dzięki siostrze Julce, która w BKL trenowała wcześniej.

- Imponowało mi to, że jeździ na zawody, zdobywa medale, wraca zadowolona do domu - opowiada Ida. - To mnie pociągnęło, również tak chciałam. Nawet nie chodziło o te medale, a o zadowolenie, taką pozytywną energię, którą wyzwalały w niej treningi. Nie siedziała przed komputerem czy telewizorem, jak większość dzieciaków w naszym wieku. Też chciałam się ruszać, coś trenować, nawet jak nie byłoby z tego wielkich sukcesów.

I nie było, ot w klubie była jedną z wielu. Zdarzały się oczywiście medale na młodzieżowych zawodach, ale trudno było wróżyć, że będą z tego wielkie sukcesy.

- Oczywiście, jak to w klubie, robiliśmy wszystko - mówi Ida. - Zazwyczaj jednak sprint i skok w dal, to była moja domena. Zdobywałam życiówki, ale na większe imprezy nie dawało to szans. Pomyślałam więc, że będę to robić dla siebie, bez spinania się na jakieś wielkie wyniki.

Na skoku w dal zakończyła swoją przygodę z lekką atletyką, choć „królową sportu” trenowała jeszcze przez wiele miesięcy po tym, jak zaczęła zdobywać medale w trójboju siłowym. Ten zresztą pojawił się w jej życiu dzięki Łukaszowi Mantykowi, trenerowi z klubu. - Trener zaproponował mi trójbój siłowy, bo zauważył, że dobrze sobie radzę na siłowni. Nie wiedziałam, że to tak szybko i tak fajnie się potoczy - podkreśla Ida.

Potoczyło się błyskawicznie. Ida już w swoim debiucie w trójboju siłowym zdobyła medal. Jako uczennica gimnazjum pojechała na Akademickie Mistrzostwa Polski i okazała się najlepsza. To jednak nic, bo chwilę później zdobyła mistrzostwo Polski juniorek, okraszone rekordem kraju. Po czterech miesiącach treningów na głowę biła starsze od siebie koleżanki, dołączając do krajowej czołówki wśród seniorek. Miała wtedy 16 lat.

Dziś jest dwa lata starsza i w swojej kategorii wiekowej nie ma sobie równych. Po powrocie ze Stanów startowała w Pucharze Polski. Nie pozwolono jej na występ z seniorkami. W kategorii juniorek rywalizowała więc sama ze sobą, bo reszta dziewczyn nie potrafiła sobie nawet wyobrazić sztangi o takim ciężarze, jaki Ida zakładała na gryf. Zbierając ze sobą wyniki juniorek i seniorek, była druga, przegrywając tylko z jedną seniorką.

Dziś jej rekordy życiowe w trójboju zawstydziłyby niejednego mięśniaka z siłowni. W przysiadzie bierze 152,5 kg, na ławeczce leżąc potrafi wycisnąć 82,5 kg, a w martwym ciągu (podniesienie sztangi z ziemi do momentu, w którym plecy i nogi ćwiczącego są całkowicie wyprostowane) podnosi aż 178 kg!

Sportowa rodzina

Ida pochodzi z usportowionej rodziny. W BKL trenowała jej starsza siostra Julia i młodsza Aniela, która też już przerzuciła się na trójbój i zaczyna starty w zawodach w tej dyscyplinie.

Brat Daniel Lis jest czołowym w Polsce zawodnikiem w kalistenice i street workout, czyli ćwiczeniach siłowych z wykorzystaniem własnej masy ciała.

W piłkę grał kiedyś tata Dariusz, głowa rodziny i pierwszy kibic swoich dzieci. Rodzeństwo Lisów zresztą nie ukrywa, że tata mocno mobilizuje ich do sportu.

Osobą, która zawsze w tym sportowym szaleństwie szukała równowagi była mama. - Sukcesy dzieci i ich zaangażowanie bardzo cieszą, ale staram im się tłumaczyć, że szkoła jest ważna, bo w sporcie nigdy nic nie wiadomo, czasem kariera może się skończyć nagle - mówi pani Monika Lis.

Sama mama jednak przyznaje, że ona też już mocno „wkręciła się” w sportową pasję swoich dzieci. Teraz sport jest w domu najważniejszy.

- Mama bardzo mnie wspiera, strasznie ją kocham za to, ale również zwraca dużą uwagę na szkołę i nie daje ulg - podkreśla Ida. - Jestem jej za to bardzo wdzięczna, nawet kiedy naprawdę mam lenia, bo wiem, że chce dla mnie jak najlepiej.

To dla Idy Lis Bełchatowski Klub Lekkoatletyczny utworzył sekcję trójboju siłowego. Barwy klubu reprezentuje do dziś. W Bełchatowie ma już swoją markę. Jej wyjazd do Stanów sponsorowała miejska spółka Wod-Kan.

Młoda siłaczka trenuje cztery razy w tygodniu, z czego raz jeździ do Łodzi na specjalistyczny trening z Michałem Tyborą i Olgą Kirpicenko-Tyborą, którzy są jej szkoleniowcami.

- Nie ma takiej opcji - odpowiada Ida Lis na pytanie, czy żmudne przerzucanie setek kilogramów żelastwa na treningu jej nie nudzi. - Kiedy jest za mało wrażeń, idę pobawić się sprzętem do strongman. Z tego zresztą zrodziły się moje starty w tej dyscyplinie.

Ida uczy się w ZSP nr 4 w Bełchatowie. W roku szkolnym za wiele czasu na rozrywkę nie ma. Obozy, treningi, zawody. To jest jej świat. Ale od wiosny, gdy robi się cieplej, a dzień coraz dłuższy, to, jak przyznaje, więcej czasu spędza przede wszystkim z rodziną. Oczywiście na sportowo.

Do tego od jakiegoś czasu dochodzą jazdy samochodem. Ida właśnie jest na kursie i po świętach chce zdać egzamin na prawo jazdy.

- Robię to, co kocham, bawię się ciężarami, ale teraz jest to już bardziej na poważnie - podkreśla Ida. - Teraz przygotowuję się do imprez nie tylko ogólnopolskich, ale i międzynarodowych, poprzeczka poszła już wysoko.

Maciej Wiśniewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.