Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Zapomniana produkcja filmowa: „Dwie godziny” zrealizowane w całości w Łodzi

Czytaj dalej
Fot. wikimedia commons
Jacek Perzyński

Zapomniana produkcja filmowa: „Dwie godziny” zrealizowane w całości w Łodzi

Jacek Perzyński

Przyjęło uważać się, że pierwszym powojennym polskim filmem fabularnym są „Zakazane piosenki” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego z 1947 roku. Przeszedł on do kanonu klasyki polskiego kina, obraz zna niemal każdy miłośnik filmu, oglądają go kolejne pokolenia rodaków. Jednak już rok wcześniej Stanisław Wohl przy współpracy z Józefem Wyszomirskim stworzył film zatytułowany „Dwie godziny” w całości nagrany w Łodzi.

Niezmordowany twórca

Stanisław Wohl, doświadczony reżyser, uważany był wtedy za osobę „niezmordowaną”, pomysłodawcę, generatora najrozmaitszych inicjatyw, co po zawierusze wojennej było niezwykle istotne. To właśnie on wśród dużej liczby złożonych wówczas filmowych scenariuszy potrafił przeforsować swój. Zaliczał się do grupy oficerów Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego, którzy wojnę spędzili w mundurach będąc filmowcami istniejącej przy Armii Polskiej w ZSRR grupy „Czołówka”. Był jednym z pierwszych, który tworzył polskie powojenne kino. Robotnicza Łódź stała się azylem dla większości ówczesnego świata artystycznego.

Ciekawostką są scenarzyści filmu, którymi byli Jan Marcin Szancer i Ewa Szelburg-Zarembina, twórcy, którym dziś rzadko kto przypisywał by w ich twórczości takie właśnie role. Szancer to przede wszystkim grafik, a druga scenarzystka to pisarka. Oryginalna wersja filmu miała tytuł „Od 9-tej do 11-tej”. Zmiana tytułu oraz ingerencja w jego treść była powodem tego, że z czołówki filmu została usunięta na własną prośbę Ewa Szelburg-Zarembina.

Film zaliczony do dramatu obyczajowego opowiada o pierwszych powojennych miesiącach. Bohaterami są osoby zmagające się z traumą zakończonej wojny. Film ten to swego rodzaju studium pierwszych powojennych dni. Stanowią one niemal w całości przekrój ówczesnego społeczeństwa. Akcja toczy się przez tytułowe dwie godziny na małej stacyjce. Jedni mają już opracowany dalszy plan życia, drudzy są zagubieni, a jeszcze inni wykorzystują powojenny zamęt do ciemnych interesów. Niektórzy stawiają sobie pytania co do słuszności własnego postępowania w tych okrutnych czasach i próbują rozliczyć swoje wojenne postawy. Ma być to niejako bolesny rozrachunek z przeszłością. Nie jest to jednak łatwe. Jedni po powrocie do rodzinnego domu zastają ruiny, żona nie może wybaczyć mężowi, że był obozowym „kapo”, który w końcu ginie rozpoznany przez więźnia. W filmie dostrzeżemy łódzkie dworce czy inną łódzką architekturę, jest w nim też sporo z ówczesnego klimatu miasta.

Ostatnie i pierwsze role mistrzów

Występ w „Dwóch godzinach” to ostatnie role filmowe dla ówczesnych gwiazd kina Aleksandra Zelwerowicza i Józefa Węgrzyna. Na ekranie ujrzeć jednak można również Hankę Bielicką, Ryszardę Hanin, Tadeusza Łomnickiego czy Andrzeja Łapickiego. W filmie jedną z głównych ról gra - choć czterdziestoletni to zupełnie nie przypominający siebie z kolejnych produkcji - łodzianin Władysław Hańcza. Główną rolę obsadza zaś Danuta Szaflarska, debiutująca na dużym ekranie.

Film nie został jednak dopuszczony do rozpowszechniania, powodem miała być drastyczna i dwuznaczna obyczajowość scen. Został więc „pierwszym półkownikiem” w polskiej kinematografii czyli filmem leżącym na półce i czekającym na premierę. „Półkowy” status filmu potwierdził jeszcze zjazd kinematografów w Wiśle w listopadzie 1949 roku. Na swój debiut musiał czekać aż do 9 grudnia 1957 roku. Związane było to z tzw. popaździernikową odwilżą mającą miejsce w roku poprzednim. Wtedy to przez krótki okres czasu polska literatura, kultura, sztuka, a także kino zostało pozbawione krepujących je więzów. Twórcy mogli demonstrować pewien zakres swojej twórczości, wcześniej zupełnie zakazanej. Dzięki temu światło dzienne ujrzały „półkowe” produkcje.

Sam film zebrał skrajne opinie. Sympatycy uznali go za świetne studium psychologiczne ludzi okaleczonych przez wojnę, przeciwnicy określili go natomiast jako zlepek bezsensownych scen z antycznym już wówczas ekspresjonizmem. Zarzucano, że zupełnie niepotrzebnie widać w nim wpływ przedwojennego kina. Miał on objawiać się między innymi archaiczną grą starszych aktorów.

Dzisiaj „Dwie godziny” są niemalże zupełnie zapomnianą produkcją oglądaną tylko na zamkniętych pokazach. Film emitowała też stacja Kino Polska.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Jacek Perzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.