Grozili mi, kiedy walczyłam z wyłudzaniem kamienic [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Marcin Darda

Grozili mi, kiedy walczyłam z wyłudzaniem kamienic [ROZMOWA]

Marcin Darda

O zastanawiającej nieobecności na spotkaniach władz Platformy Obywatelskiej, współpracy z rządem PiS w sprawie Expo dla Łodzi, przeciwdziałaniu wyłudzaniu kamienic i bilansie rządów na półmetku kadencji, z prezydent Hanną Zdanowską rozmawia Marcin Darda

Żałuje Pani odlotu Caracali z Łodzi? Akurat chwilę przed szóstą rocznicą Pani rządów w mieście?
Wszyscy chyba tego żałujemy jako łodzianie. Przepadło sporo miejsc pracy i to dobrze płatnych, szansa na nowe technologie i szansa na zaistnienie Łodzi jako ośrodka nowej myśli technologicznej. Przecież to w Łodzi został zaprojektowany najszybszy helikopter świata. Tak, jest mi żal, ale chcę wierzyć, że rząd nie miał złych intencji i Łódź zostanie dostrzeżona z perspektywy Warszawy. Cały czas wierzę w słowa pani premier, że Łódź rozkwitnie.

Ale milczała Pani w tej sprawie. Żadnego oświadczenia, ani konferencji prasowej, w przeciwieństwie do radnych i posłów PO. Wypowiadałam się na ten temat za każdym razem, gdy mnie pytano. A pytali wszyscy. I cały czas powtarzałam, że mi przykro, bo zależy mi na tych rodzinach, które całe życie poświęciły pracy w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1. Żal tym bardziej, że w Łodzi jest już efekt Airbusa, ponieważ pojawiły się tu dwie firmy licząc na to, że rozpocznie się tu produkcja Caracali. Mam nadzieję, że obie firmy zostaną w Łodzi.

Marszałek Witold Stępień przypomniał ostatnio Pani nadzieje związane z inwestycją Francuzów. Miała to być rekompensata za upadek przemysłu włókienniczego w latach 90-tych. No i po rekompensacie...
Poczekajmy. Minister Antoni Macierewicz zapowiedział przecież nowy przetarg na helikoptery. Zobaczymy zatem, jak się to wszystko potoczy. Patrzę na Łódź, jako na miasto, któremu po tych latach zastoju naprawdę w końcu coś się należy. Dla mnie nie jest istotne, czy będą tu produkowane Caracale, czy może F-16, wszystko jedno. Tylko trzeba Łodzi coś dać w zamian za to, że zapomniano o naszym mieście w latach transformacji. O sile włókienniczej Łodzi stanowiły przecież kobiety. I gdy traciły masowo pracę, co oczywiste, nie miały takiej siły przebicia, jak np. górnicy, żeby wywalczyć jakieś zadośćuczynienie. Dlatego teraz wreszcie po latach taka rekompensata Łodzi się po prostu należy. Za to, że nasze miasto przetrwało, że poradziło sobie samo. Łodzianie wykazali już naprawdę olbrzymią dozę samodzielności, kreatywności, uporu w walce o przetrwanie. Rządzący tyle mówią o sprawiedliwości społecznej, o tym, że nie można nikogo wykluczać. Chciałabym, żeby nie wykluczano łodzian.

Hanna Zdanowska
Grzegorz Gałasiński Hanna Zdanowska rządzi w Łodzi od sześciu lat, właśnie minął półmetek jej drugiej kadencji

To takie subtelne krytykowanie PiS? Bo podobno ma Pani strategię wyliczoną na niedenerwowanie rządu.
To nie są słowa krytyki, uważam, że nie mam do tego prawa, ponieważ nowy rząd pracuje dopiero od roku. Cały czas jednak liczę, że po słowach pani premier, że coś się zadzieje. Przed nami chociażby walka o Expo 2022 i bez szerokiej współpracy z rządem nie będziemy w stanie się do tego samodzielnie przygotować. Zresztą ja jestem samorządowcem, wypowiadam się na tematy moje, czyli dotyczące mieszkańców mojego miasta. Moje tematy to cena wody, sprawność odbioru śmieci, zapewnienie dobrego poziomu edukacji czy szukanie szans dla młodych, by w Łodzi zostali po studiach i znaleźli sobie fajne miejsca pracy. Zbiliśmy bezrobocie do ośmiu procent, kolejne nowe firmy wchodzą do Łodzi, uważam, że Łódź stopniowo zacznie zdobywać nowych mieszkańców, a nie ich tracić.

A może nie warto płakać po Caracalach? Jacek Saryusz-Wolski, zresztą chyba nawet Pani kolega z tego samego koła łódzkiej PO, powiada, że to tylko „burza w szklance wody”.
Proszę mi wybaczyć, ale nie chcę się na temat tej opinii wypowiadać, i myślę, że to jest wystarczający komentarz.

Pani się nie tylko dystansuje od polityki, ale także od Platformy Obywatelskiej. W sobotę podczas wizyty Grzegorza Schetyny w Łodzi padały pytania o Pani nieobecność.
To jest nadinterpretacja (śmiech). Nie było mnie w Polsce, każdy ma przecież prawo do urlopu.

Ale nie chodzi tylko o ostatnią wizytę szefa PO i zarządu krajowego partii w Łodzi. Nie było Pani również na konwencji programowej PO w Gdańsku...
Wtedy też byłam na urlopie. Nie można tego interpretować jako celowe działanie, bilety miałam wykupione pół roku wcześniej. Wszyscy wiedzieli, że mnie nie będzie.

Cóż za niesamowite przypadki...
Cóż, tak nieraz bywa. To żadna tajemnica, kalendarz prezydent Łodzi jest ogólnie dostępny. Ale przecież nie odwołam ślubu bliskiej osoby, nie odwołam innych rezerwacji, tylko dlatego, że już po zabukowaniu biletów zapadają decyzje o konwencjach w tych terminach.

Jest połowa Pani drugiej kadencji, mamy się w najbliższych miesiącach spodziewać Pani cichej rezygnacji z przywództwa łódzkiej PO?
To jest próba antycypowania przyszłości, a ja przecież nie wiem jak się życie potoczy. Póki co nie zamierzam niczego zmieniać.

Decyzja w sprawie wystawy Expo 2022 zapadnie formalnie za rok. Ale gdyby żaden potencjalny kontrkandydat dla Łodzi się nie zgłosił, no to już za miesiąc będzie wszystko jasne...
Za miesiąc i trzy dni. Ale nie wszystko i tylko teoretycznie. Bo przecież i tak musimy mieć za sobą ponad 50 proc. głosów państw członkowskich Światowego Biura Wystaw: czyli swoją pracę tak czy siak musimy wykonać. Ale z drugiej strony nie sądzę, żebyśmy nie zdobyli potrzebnej liczby głosów w przypadku braku kontrkandydata. Bo to by oznaczało, że wystawy Expo w 2022 roku w ogóle nie będzie. Cóż, różne dziwne rzeczy niby niemożliwe, jednak się zadziały, zatem będę naprawdę spokojna, jak już zapadnie ostateczna decyzja w listopadzie przyszłego roku. Brak kontrkandydata w naturalny sposób pomoże nam zdobywać poparcie. Na razie czekamy.

Jak się Pani współpracowało z pełnomocnikiem rządu ds. Expo, czyli z Radosławem Domagalskim-Łabędzkim? Niedawno stracił tę funkcję, został prezesem KGHM.
Dobrze, bo mieliśmy bezpośredni kontakt i gdy trzeba było coś szybko załatwić, była szybka i konkretna decyzja. Zresztą panu premierowi Glińskiemu też na tej wystawie zależy i ja sobie bardzo chwalę współpracę z nim, czego niestety o wszystkich powiedzieć nie mogę.

O wszystkich, czyli o kim?
Po prostu nie mogę tego powiedzieć o wszystkich i na tym chciałabym zakończyć.

Cóż, wicepremier Gliński liczy na to, że jeśli Łódź uzyska Expo, to i PiS na tym też skorzysta w wyborach samorządowych
Dla mnie to bez znaczenia, znaczenie ma tylko Łódź, a Expo byłoby olbrzymim bodźcem w rozwoju miasta.

Czy Pani już wie kto i kiedy zostanie nowym pełnomocnikiem rządu?
Nie ma jeszcze decyzji. Albo będzie to jeden z obecnych wiceministrów rozwoju, albo zupełnie nowa osoba.

Na mieście powiadają, że jeśli Łódź dostanie Expo, to Pani zmieni kierownictwo urzędu na bardziej techniczne i pozbędzie się dwóch partyjnych zastępców. Co Pani powie na takie plotki?
Jeśli chodzi o odpartyjnienie urzędu, to żaden z moich poprzedników nie zrobił tego w takim stopniu jak ja. Z drugiej jednak strony kwestia obsady stanowisk wiceprezydentów wynika z prostej arytmetyki układu sił w Radzie Miejskiej. Mój poprzednik (Jerzy Kropiwnicki - przyp. red.) dość sprytnie żonglował głosami radnych nie mając większości, ale ja kupczyć nie lubię.

Akurat, jeśli chodzi o wiceprezydentów Tomasza Trelę i Krzysztofa Piątkowskiego, to przez ostatnie pięć lat nadzorowali tak newralgiczną instytucję jak Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Przy czym ten nadzór okazał się dość iluzoryczny, bo nadużycia w MOPS Pani audytorka wyliczyła na ponad 100 tys.zł.
Dla mnie to było olbrzymie zaskoczenie, jeśli chodzi o osobę, która może w tej sprawie mieć postawione zarzuty. Pytanie, czy nadzór wiceprezydentów był w ogóle w stanie temu, co się stało zapobiec. Ja w tej sprawie czekam na to, co jeszcze ustali prokuratura.

A aferka z byłym już szefem wydziału edukacji? Jest podejrzenie i audyt w szkole, którą kiedyś zarządzał, po czym zostaje przez wiceprezydenta Trelę przeniesiony do innego wydziału, co dla niektórych wręcz jest awansem, a opinia publiczna słyszy, że „się sprawdził”. Takie tłumaczenie urąga inteligencji większości mieszkańców Łodzi...
Audyt wciąż trwa, a gdy już poznamy jego wyniki, to myślę, że pan prezydent Trela podejmie ostateczną decyzję. W każdym razie adekwatną do skali przewinień byłego dyrektora, jeśli się okaże, że takie zaistniały.

Pani mówi tak, jakby nie miała wpływu na to, jakie decyzje podejmują Pani zastępcy.
Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś bierze się za politykę, bo bycie wiceprezydentem to jest polityka samorządowa, która ma wpływ na życie mieszkańców miasta, to bierze za swój obszar całościową odpowiedzialność. Jeśli w tym obszarze pojawiają się wątpliwości, to ja od mojego zastępcy oczekuję zdecydowanych działań. I myślę, że pan prezydent to zrobi, gdy nadejdzie na to czas i będą ku temu podstawy.

A jak Pani współpraca z marszałkiem województwa Witoldem Stępniem? Grzegorz Schetyna, pani szef w partii, niemal piał z zachwytu nad tym jak się zmienia Łódź, podkreślał, że to także zasługa doskonałej współpracy między Panią a marszałkiem. Jakby nie wiedział, że rok temu marszałek ledwo się utrzymał, bo ta współpraca była dość dyskusyjna.
Staramy się rozmawiać i zmieniać jakość polityki miejskiej i regionalnej, aczkolwiek łatwe to nie jest. Łódź jest stolicą, bo jednak tutaj mieszka blisko trzecia część mieszkańców województwa, a zatem z mojej perspektywy to Łódź powinna ciągnąć region i być wyznacznikiem jakości rozwoju. To chyba jasne, że jeśli Łódź się nie podniesie, to region też. Zawsze jest tak, że silna stolica regionu daje siłę temu regionowi, odwrotnej sytuacji nie ma. To w stolicy regionu skupia się kapitał i wiedza. Dla mnie jest ważne, by to stolica województwa była dostrzeżona, ale taki punkt widzenia jest niełatwy dla marszałka, bo on musi godzić interesy innych miast i miejscowości, które też chciałyby być dostrzeżone przez marszałka.

Ale Łódź zadłużona jest już na 3 miliardy złotych, czyli ponad 80 proc. budżetu. Ma Pani pomysł, jak z tego zadłużenia wyjść?
Wychodzę z jednego założenia, którego trzymam się od początku: nie zadłużam miasta na wydatki bieżące, nie przejadam tych pieniędzy. Jeżeli bierzemy kredyt jako miasto, to tylko na konieczne inwestycje, bo inaczej Łódź ponownie czeka zastój. Owszem, można się nie zadłużać, ale proszę spojrzeć, jak wyglądał budżet Łodzi sześć lat temu, a jak wygląda dziś. Zwiększyliśmy dochody o przeszło 70 procent. Uważam, że nie wydobylibyśmy się z tej zapaści, gdyby nie inwestycje prorozwojowe, a one niestety kosztują. Ale to konieczność: musieliśmy skorzystać z pieniędzy z dwóch perspektyw unijnych, ale żeby wziąć dotację z Unii Europejskiej, trzeba mieć pieniądze na wkład własny. Mam nie dołożyć 200 czy 400 mln zł, jeśli Unia Europejska daje mi dwa miliardy? Muszę. Co ważne, te blisko 2 miliardy złotych udało się zainwestować w miasto. I te pieniądze napędziły inwestycje, także prywatne i spowodowały inne postrzeganie Łodzi z zewnątrz. Gołym okiem widać lepszą Łódź, rosną wpływy z podatków od nieruchomości, PIT-ów i CIT-u. Ten efekt zaczyna powoli rozpędzać Łódź. Bez kredytów byłaby wciąż stagnacja. Wrocław i inne miasta, które się zadłużały, gdy Łódź oszczędzała są epokę świetlną przed nami i my teraz musimy je gonić. Co więcej, czym się te oszczędności moich poprzedników skończyły? Zachęcam do zapoznania się z dokumentacją dotyczącą majątku miasta. Przejęłam Łódź z zasobem mieszkaniowym zdegradowanym bodajże w 97 procentach. Mieliśmy 3 proc. budynków w dobrym stanie technicznym, a w tej chwili mamy ich 10 procent. Dopiero 10 procent! Naprawdę przede mną i moimi urzędnikami jest jeszcze masa roboty do wykonania.

A propos budynków... Słyszałem niedawno radiu wypowiedź Marka Matuszewskiego, posła PiS. W wywiadzie stwierdził, że wcale by się nie zdziwił, gdyby wezwano Panią przed komisję reprywatyzacyjną. Z urzędu płyną komunikaty pełne sukcesów, ale może jest coś na rzeczy?
Pan poseł Matuszewski mówi bardzo dużo różnych rzeczy, ale uspokoję go i powiem, że chyba żaden prezydent w tej materii nie zrobił tyle, co ja. Ilość pism, które wysłałam do poszczególnych pionów decyzyjności z prośbami i wnioskami o zajęcie się sprawami reprywatyzacji w Łodzi jest naprawdę spora. Jednocześnie pragnę przypomnieć, że już pięć lat temu złożyliśmy pierwsze zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu fałszowania dokumentów związanych z odzyskaniem nieruchomości. Od tego czasu złożyliśmy 18 takich zawiadomień, w których toczą się postępowania karne. Zawiadomienia dotyczą 41 nieruchomości. Wiemy, że minimum dziewięć postępowań w prokuraturze się toczy. I to dobrze, że prokuratura się tym zajmuje. W przygotowaniu jest kolejnych pięć powiadomień do prokuratury w sprawie kolejnych pięciu nieruchomości. Co więcej, już przed czterema laty powołałam Zespół ds. Ochrony Praw Własności, przekształcony rok później w oddział. Jest to jedyna taka jednostka w Polsce. Pracują w niej specjaliści - historycy i archiwiści, którzy niczym śledczy sprawdzają m.in. czy rzekomy spadkobierca nie jest oszustem. Pragnę także przypomnieć, że na moje polecenie miejscy prawnicy przygotowali własny projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Ustawa, mająca na celu ochronę miejskich kamienic, zakładała proste rozwiązania: po upływie określonego w ustawie czasu od umieszczenia ogłoszeń w prasie, w krajach gdzie były duże skupiska Polonii po 1945 r. o kamienicach, co do których ustalenie właściciela nie jest możliwe, budynki przechodziłyby na własność miasta. Co więcej, miasto nie wydaje żadnych ostatecznych decyzji w sprawie zwrotu nieruchomości. Decyzje dotyczące spornych nieruchomości zawsze wydaje niezawisły sąd lub organy administracyjne państwa. Dlatego też, co warto podkreślić, sytuacji w Łodzi nie można w żaden sposób porównać do reprywatyzacyjnych problemów stolicy, gdzie funkcjonował dekret Bieruta. Sytuacja prawna nieruchomości w obu miastach jest całkowicie różna i obowiązują diametralnie inne procedury postępowania. Który z prezydentów miast w tej kwestii zrobił więcej ode mnie? Nie wspomnę już, że otrzymywałam także specyficzne „podziękowania” w formie ostrzeżeń, żebym bardzo na siebie uważała, skoro tak bardzo się w te sprawy angażuję.

W takim sensie, że groził Pani jakiś gang wyłudzaczy łódzkich kamienic? Żartuje Pani?
Nie żartuję, słyszałam groźby kierowane pod moim adresem, ale nie przejmuję się nimi. Nikt mi przecież nie obiecywał, że prezydentura to będzie łatwa praca. Ale obiecałam, że majątku miasta będę bronić i bronię, bo to majątek nas wszystkich.

Marcin Darda

Dziennikarz Dziennika Łódzkiego. Polityka, samorząd, partie polityczne

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.