Finał Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej i dobrze rokujący Salon Ciekawej Książki

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Łukasz Kaczyński

Finał Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej i dobrze rokujący Salon Ciekawej Książki

Łukasz Kaczyński

Czy to koniec 20-letniej historii Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej? Jaki był w tym roku? 6. Salon Ciekawej Książki, czyli (najpewniej) frekwencyjny rekord. Gorzej z obecnością pisarzy.

Kometa - takiego porównania użył w podsumowaniu 20. Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej jego twórca i dyrektor ks. Waldemar Sondka, wskazując na wyjątkowość zjawiska, na jego artystyczny, propagatorski i wychowawczy charakter (także w ewangelizacyjnym wymiarze). FKCh zakończył koncert jednego z najważniejszych zjawisk w dziedzinie muzyki dawnej, wokalnego zespołu The Tallis Scholars. A jeśli cofnąć się w pamięci do pierwszych wydarzeń tej edycji, widać jak przemyślaną dramaturgicznie konstrukcją był program.

20. FKCh miał dwie niejako gwiazdy północne - obok The Tallis Scholars to wracający po latach nieobecności w Łodzi zespół L’Arpeggiata. Na półmetku zaprezentował on głośny program „Via Crucis”, z odświeżającymi go modyfikacjami wobec wersji płytowej, w programie i w obsadzie.

Między tymi dwoma wydarzeniami rozciągała się zaś konstelacja dużych wydarzeń o wysokiej wartości artystycznej. Dominowały teatr i właśnie muzyka.

W części teatralnej udało się sprowadzić niedawno powstałe przedstawienia. Przy różnorodności form i estetyk łączyła je bliskość podjętych tematów. Krążyły one wokół współczesnego rozumienia duchowości i zbiorowości formowanej przez zróżnicowane jednostki (a także te ich części, które uważane są za „ciemne”, czasem skrywane). Często też wokół „dramatu narodowej świadomości”, którym jest „Akropolis” Wyspiańskiego odczytane przez Annę Augustynowicz, która zmierzyła się z tym utworem w szczecińskim Teatrze Współczesnym, tak jak w roku 1959 Kazimierz Dejmek w łódzkim Teatrze Nowym. Utwór ten ożywa zawsze w szczególnych dziejowych momentach.

FKCh miał też akcenty łódzkie

Pozwolił zobaczyć dziś artystów, którzy w Łodzi przed laty debiutowali. Jak Rozalia Kierc, jedna z najbardziej utalentowanych pianistek młodego pokolenia, która debiutowała na Festiwalu Młodych Pianistów „Premia”. Teraz wykonała program z kompozycjami m.in. Czajkowskiego, Debussy’ego i urodzonej w Łodzi Grażyny Bacewicz. W Teatrze im. Jaracza w 1998 roku „Fomą” Fiodora Dostojewskiego debiutował zaś jeden z czołowych reżyserów średniego pokolenia, Remigiusz Brzyk. Teraz publiczność mogła przekonać się jak z „Życia i przygód Remusa” Aleksandra Majkowskiego wykrystalizował podszyty ludową magicznością i uduchowieniem świat Kaszub.

Jeśli to naprawdę koniec FKCh, część łodzian może być wykluczona z kultury

Skoro o ludowej duchowości mowa, gdyby nie FKCh nie wiadomo ile łodzianie czekaliby, aby usłyszeć jedno z muzycznych wydarzeń minionego roku. „Requiem ludowe”, które śpiewak i etnomuzykolog Adam Strug nagrał z zespołem Kwadrofonik, czołowym polskim zespołem muzyki współczesnej, reanimuje w przejmującej formie pieśni żałobne ze „Śpiewnika Pelplińskiego” z 1871 roku. Materiał ten w świetnej akustycznie sali koncertowej Akademii Muzycznej na ul. Żubardzkiej zabrzmiał bardziej przejmująco niż na płycie. Konfrontację z rzeczami ostatecznymi wzmógł ascetyzm środków.

W bloku muzycznym publiczność FKCh mogła też przekonać się co wynika ze współpracy polskiego kontrabasisty Lecha Wieleby z niemieckimi jazzmanami. Projekt „Poetic Jazz” zabrzmiał pierwszy raz na kwartet jazzowy i orkiestrę symfoniczną. Zaś koncert Josepha Tawadrosa pokazał jak otwartą formułe ma Festiwal Kultury Chrześcijańskiej - wirtuozerska muzyka egipsko-australijskiego mistrza perskiej lutni nie przynosi ujmy żadnemu z festiwali muzyki świata, a w piątkowy wieczór można było poczuć się jak na Festiwalu Łódź Czterech Kultur.

Pewien niedosyt przyniosła mniejsza reprezentacja wydarzeń plastycznych - ale w zamian mieliśmy program bardziej zwarty, stawiający na możliwie szeroką widownię. Największy jednak zawód przyniosła zakomunikowana publiczności The Tallis Scholars decyzja ks. Sondki, że nie podejmuje się on organizacji kolejnej edycji. Pewnie lepiej jest zejść ze szczytu niż spaść z niewielkiej górki, ale pozostaną niezrealizowane plany jak zaproszenie frapujących „Dziadów” w re-żyserii Pawła Passiniego z Opolskiego Teatru Lalki i Aktora. Tym samym duża publiczność (rokrocznie FKCh skupia kilkanaście tysięcy widzów) straci całkiem lub w dużym stopniu możliwość kontaktu z ważnymi krajowymi artystami i wydarzeniami (wstęp jest bezpłatny). A publiczność to bardzo zróżnicowana - nie katolicka inteligencja i stali bywalcy innych festiwali, także ci, którzy na ogół w kulturze nie uczestniczą (teraz zostaną niejako wykluczeni). W części swego programu FKCh był zawsze swoistą alternatywną dla Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, proponując równie autorski wybór tego, co z polskim teatrze aktualne, żywotne i wartościowe. Jednocześnie nie był on częścią tzw. przemysłu kultury, gdzie główną zasadą jest konsumowanie ustandaryzowanych i marketingowo opakowanych „produktów kulturalnych”. Bo często tak jest, że wartość czegoś ocenia się po wyrwie, jaką zostawia, po braku, który się odczuwa. W ostatnich latach Łódź doświadcza tego cyklicznie.

Tak dla książki (z autorem)

Z ostatnimi dniami 20. FKCh pokryła się 6. edycja Salonu Ciekawej Książki, jak można usłyszeć rekordowego pod względem frekwencji. I to, co znamienne, przy mało porywającym zestawie pisarzy. I nie chodzi tylko o nieobecność autorów powieści kryminalnych Marka Krajewskiego (z powodów osobistych) i Katarzyny Bondy (tu wersje są różne). Zwłaszcza brak tej drugiej to wyjątkowy pech - w miesiąc po premierze książki, którą osadziła w Łodzi i o której mówi wszędzie, gdzie się pokazuje. Jednak Międzynarodowe Targi Łódzkie powinny za wszelką cenę, np. przez różne formy umów z wydawcami, popracować nad obecnością poważnych pisarzy. Dość porównać z targami książki w Warszawie czy Krakowie. Bo wysoka frekwencja i najwyższa liczba wydawców (wielu tym razem wyposażonych w terminale do płacenia kartą) dowodzą, że także kolejne edycje SCK mają sens. Godnie reprezentowana jest jak zawsze książka dla dzieci, w tym rodem z łódzkich wydawnictw, która poszerzają program SCK, jak np. Literatura, o benefis 15-lecia „gwiazdy” literatury dziecięcej Grzegorza Kasdepke. Każe to pytać o ewentualne profilowanie kolejnych edycji np. pod kątem takiej literatury lub jej ilustratorów.

Łukasz Kaczyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.