Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Filip Płużański, lekarz rezydent z Łodzi: Wyższa składka zdrowotna nie skróci kolejek i nie przyniesie podwyżek. Rozwiązanie jest inne

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Agnieszka Jędrzejczak

Filip Płużański, lekarz rezydent z Łodzi: Wyższa składka zdrowotna nie skróci kolejek i nie przyniesie podwyżek. Rozwiązanie jest inne

Agnieszka Jędrzejczak

Z Filipem Płużańskim, lekarzem rezydentem specjalizującym się w ortopedii i traumatologii narządu ruchu w Łodzi o tym, kto zyskał na proteście medyków, czy podniesienie składki zdrowotnej usprawni system opieki medycznej oraz ile wspólnego mają ze sobą opieka zdrowotna i OC samochodu.

Minęły dwa miesiące od zawarcia przez rezydentów porozumienia z Ministrem Zdrowia i zakończenia ogólnopolskiej akcji protestacyjnej. Jednak wielu lekarzy wciąż protestuje, oddziały szpitalne zawieszają pracę, pacjenci są odsyłani do domu. Co zatem zmieniła ta „zgoda” z ministrem, czy w ogóle cokolwiek zmieniła dla polskiego lekarza i polskiego pacjenta?

To nigdy nie miała być rewolucja, a ewolucja. Nie chcieliśmy robić przewrotu, bo takie działania mogą bardziej zaszkodzić, niż naprawić. Po latach fatalnej organizacji systemu, który okazuje się być studnią bez dna, niemożliwym jest podnieść wszystkim pensje, wyremontować szpitale czy zlikwidować kolejki w ciągu dwóch miesięcy.

Czytaj też: Protest głodowy lekarzy rezydentów. "Nie jesteśmy terrorystami, jak myśli minister zdrowia"

Opublikowany w kwietniu 2017 roku przez obecny rząd wieloletni plan finansowy naszego państwa zakładał osiągnięcie 5,5 proc. PKB nakładów na ochronę zdrowia nie wcześniej niż w 2060 roku. Przyspieszyliśmy to o 40 lat! To jest sukces naszego porozumienia, którego efekty z każdym rokiem będziemy odczuwać nie tylko my - lekarze, ale i my - pacjenci.

Skąd w takim razie te nieporozumienia? Urazówka w szpitalu im. Kopernika w Łodzi jakiś czas czemu musiała zawiesić pracę po protestach ortopedów. Dziś protestują tam pielęgniarki. W kilku innych łódzkich szpitalach sytuacja też jest na ostrzu noża i niebawem możemy mieć powtórkę z „Kopernika” czy szpitala psychiatrycznego w Choroszczy. Pacjenci z dnia na dzień dowiadują się, że w danym szpitalu pomocy nie dostaną. To skandaliczna sytuacja.

Zgadzam się, ale wrócę do mojej poprzedniej wypowiedzi. Te wszystkie protesty wynikają z realnych problemów i tego, że reformy systemu opieki zdrowotnej do tej pory polegały na dogaszaniu tlącego się cały czas pożaru. Dzięki determinacji i wyjątkowemu zjednoczeniu środowiska medycznego udało nam się skoncentrować uwagę opinii publicznej na odpowiedzialnych za opiekę zdrowotną - politykach.

Czytaj więcej: Pielęgniarki ze szpitala Kopernika w Łodzi nie przyszły do pracy. "To nie protest". Dyrektor szpitala zapowiada kontrolę ich L4

Nas, pracowników opieki zdrowotnej, jest za mało i jeśli wszyscy wrócimy do pracy zgodnej z ustalonym dawniej porządkiem prawnym, to nagle ten system przestanie funkcjonować, a pacjentem nie będzie miał się kto zająć. Pomysły rozwiązania problemów ochrony zdrowia istniały do tej pory tylko na papierze i w głośnych hasłach wygłaszanych przez polityków.

Konsekwencją tych wieloletnich pseudo rozwiązań jest np. skrajny niedobór pielęgniarek. Porozumienie z Ministrem Zdrowia nie spowodowało nagłego uzdrowienia systemu, ale pozwoliło nam wrócić do pracy ze świadomością nadchodzących zmian. Ministerstwo Zdrowia ma czas na legislację pod naszym cierpliwym, ale czujnym okiem. Ma też czas na wywiązanie się z danych obietnic. m.in. porozumienia się z pozostałymi pracownikami opieki zdrowotnej, bez których zespół terapeutyczny to mrzonka.

To była dobra zmiana czy zmiana dla zmiany? Pytam o Ministra Zdrowia...
Nie wiem. Interesują mnie efekty pracy i to po nich ocenię, czy decyzje były korzystne i ile było w nich polityki, a ile zdrowego rozsądku. Nie mogę zarzucić Konstantemu Radziwiłłowi, że nie chciał dobrych zmian w ochronie zdrowia, ale jego nastawienie i publiczne wypowiedzi były tak negatywnie nacechowane, że każdy z nas miał ochotę rzucić tę robotę i wyjechać.

Miałem wrażenie, że zaogniał konflikt zamiast próbować go zażegnywać i to w zasadzie on w dużym stopniu zmusił nas do tak radykalnej formy naszego protestu jakim była głodówka.

Zobacz też: Protest głodowy medyków w Łodzi. Trzeci dzień głodówki. "Czujemy się gorzej, ale nie tracimy nadziei

Prawie dwie trzecie Polaków negatywnie ocenia publiczną ochronę zdrowia, ale tylko co piąty zgodzi się na podniesienie nakładów na zdrowie za cenę dodatkowej opłaty - tak wynika ze styczniowego sondażu. Widzi Pan rozwiązanie w wyższej składce?
Samo podniesienie składki nie rozwiąże problemu. Potrzebujemy głębszej reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych np. na wzór Holandii. Tam wprowadzono z dnia na dzień konkurencję regulowaną - obywatele mają obowiązek ubezpieczyć się wybierając ubezpieczycieli, jak my w przypadku np. OC samochodu.

Państwo reguluje zakres dostępnych usług i wspomaga najbiedniejszych. Ubezpieczyciele konkurują jakością, nie ceną, przynajmniej w tej podstawowej formie. Taki system uzyskuje najwyższe noty wśród pacjentów.

Uważam, że musimy na nowo określić cele opieki zdrowotnej i nasze oczekiwania wobec niej. Chciałbym zadać pytanie o te oczekiwania różnym grupom społecznym. Zapytać o opinię specjalistów ekonomii, ubezpieczeń i ochrony zdrowia. Taką debatę obiecał obywatelom Minister Zdrowia prof. Łukasz Szumowski. Będziemy konsekwentnie egzekwować ten i inne punkty porozumienia.

Gdy rozmawialiśmy pierwszy raz, czyli kiedy Porozumienie Rezydentów dopiero próbowało przebić się z protestem, pracował Pan ponad normy prawne i ludzkiej wytrzymałości. Pamiętam, że odwiedziłam Pana na dyżurze w szpitalu około północy. Zastała mnie długa kolejka pacjentów czekających na pomoc, Pan był wycieńczony. I wtedy było tak nawet kilkanaście razy w miesiącu. Od tamtej pory minęły dwa lata. Ile się zmieniło?
W tym miesiącu mam trzy dyżury, czyli zgodnie z dopuszczalną normą określoną w prawie europejskim. I nawet nie myślę, by wrócić do tamtego stanu, mimo że przez rezygnację z dodatkowych dyżurów zarabiam dużo mniej. Dziś mam więcej czasu i siły, by na przykład rozwijać się naukowo, szkolić. Nikt z nas nie jest maszyną pracującą bez przerwy na tych samych obrotach.

Czytaj więcej: Lekarz rezydent z Łodzi. Medycyna to moja pasja. Ale służba zdrowia dziś choruje

Pacjenci zyskali na tym, że lekarz przestał tak pracować?
Kiedyś potrafiłem dyżurować co drugi dzień, sen był towarem luksusowym. Zmęczenie, wyczerpanie mocno zmienia człowieka i jego podejście do pacjenta, współpracowników. Ten zestaw w połączeniu z nadmiarem pracy przekłada się na chłodny stosunek do chorych, pozbawione empatii i współczucia automatyczne wydawanie zaleceń. Dziś nie czuję się tak drastycznie wyeksploatowany. I wiem, że wielu lekarzy po protestach nie wróciło do klauzuli opt-out. Pracują tyle, ile zaleca dopuszczalna norma. Na tym zyskujemy wszyscy.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Agnieszka Jędrzejczak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.