Ewelina i Paweł. Miłość na wysokościach

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz
Justyna Krupa

Ewelina i Paweł. Miłość na wysokościach

Justyna Krupa

Ona ma 193 centymetry wzrostu, on 198. Uwielbiają koszykówkę, muzykę i Kraków. Kochająca się sportowa para, czyli Ewelina Kobryn i Paweł Storożyński.

Pamiętam, to był maj, było już po sezonie - wspomina ona. - Wychodziłam do miasta ze znajomymi, a tu mama mówi: zobacz, jakiś koszykarz jest w telewizji i śpiewa. Patrzę i mówię: nie znam! I sobie poszłam - śmieje się Ewelina Kobryn.

Ten koszykarz to był Paweł Storożyński. Występował w muzycznym show Polsatu, Must Be the Music. - Kilka miesięcy później okazało się, że zostaliśmy parą - wyznaje koszykarka Wisły.

Ona to symbol Wisły Can-Pack, jedyna Polka, która zdobyła mistrzostwo WNBA. Do tego wygrała koszykarską Euroligę Kobiet, ligę w Rosji i Hiszpanii, tytułów mistrza Polski nawet nie wyliczając. Od lat mówią o niej „Marcin Gortat w spódnicy”. Tylko że Gortat tylu tytułów nie wywalczył…

On to były reprezentant Polski. Urodził się w Łodzi, większość życia spędził we Francji i tam rozwijał koszykarską karierę. Później wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie grał w lidze NCAA. Występował też we włoskiej ekstraklasie. Teraz pracuje jako koszykarski trener, a do tego… koncertuje. Bo muzyka wciągnęła go na dobre. Stąd ten występ w telewizyjnym show. Podobno jurorka programu Kora Jackowska była nim zachwycona.

Skoro on mieszkał na co dzień we Francji, a ona przez trzy lata aż za Uralem, w Jekaterynburgu, to jak się poznali?

- W skrócie było tak, że ojciec Pawła został swatem. Ale może nie zgłębiajmy tematu - śmieje się Kobryn. - Tak, to mój ojciec jest bohaterem tego związku - potwierdza Storożyński.

Tomasz Storożyński to były koszykarz. Paweł był skazany na ten sport, bo matka też była znaną koszykarką. Miał zaledwie rok, gdy wyjechał z rodzicami do Francji. Jako dzieciak jednak trochę się buntował i marzył, by być piłkarzem. Jak Andrzej Szarmach, z którym… grywał w piłkę.

- Mieszkaliśmy blisko siebie w Auxerre - wyjaśnia Storożyński. - Cała Polonia sportowa trzymała się tam razem - dodaje Kobryn. - Jak na co dzień widziałem Szarmacha czy Pawła Janasa, to trudno było nie marzyć o futbolu. Ale rodzice twardo mówili: nie, zostajesz przy koszykówce! I rzeczywiście, to do basketu miałem talent, a nie innych sportów - stwierdza „Storo”.

Gdy miał 20 lat, wyjechał do Stanów. Później zaczął przygodę z NCAA i zespołem Texas Tech, prowadzonym przez słynnego Boba Knighta. Już wtedy ciągnęło go do muzyki.- Pierwszy oficjalny trening w Stanach na uniwersytecie odbywa się o północy i nazywają to Midnight Madness. Zapytałem trenera Knighta, czy z tej okazji mogę zrobić koncert. Trener powiedział: OK, dam ci pół godziny. Zrobiłem koncert przy paru tysiącach ludzi - wspomina. - Ale potem okazało się, że to był błąd.

Dlaczego? - Jak graliśmy przeciwko ekipie z Oklahomy, to wziął czas i zwraca się do mnie: ty się zdecyduj, albo jesteś koszykarz, albo gwiazda rocka! Ale tak naprawdę to on był znany niczym gwiazda rocka. Knight w Stanach to legenda. Wszędzie, gdzie przyjeżdżaliśmy, byliśmy zapowiadani nie jako Texas Tech, tylko jako Bobby Knight i Texas Tech - mówi Storożynski.

Teraz, gdy „Storo” nie gra już w koszykówkę, może w spokoju oddać się muzycznej pasji. - Muzyka dla mnie jest tym ważniejsza, że przygoda z koszykówką jako zawodnika już się skończyła. Teraz brakuje mi tej adrenaliny. Znajduję ją na nowo na scenie - tłumaczy.

Ona to symbol krakowskiej koszykarskiej Wisły, on - koszykarz reprezentant Polski, trener i muzyk, lider zespołu Storo

Niedawno wraz z zespołem skończyli swój drugi album. - Teraz rozwijamy stronę internetową storo.fr - wylicza. Planują kolejne koncerty. Jeden nawet w Zakopanem, przy okazji konkursu skoków narciarskich.

Ewelina towarzyszyła mu podczas niejednego występu. Bo muzyka to kolejna rzecz, która ich łączy. - Zostałam wychowana w bardzo muzykalnej rodzinie, mama jest po szkole muzycznej, tak samo jak i młodsza siostra. Muzyka zawsze nam w domu towarzyszyła. A tu nagle pojawia się Paweł, który nie dość, że „ogarnia” koszykówkę, to jeszcze muzykę - uśmiecha się wiślaczka.

- Czasem zdarza nam się śpiewać razem przy akompaniamencie gitary - przyznaje „Storo”. Wzajemnie się uzupełniają: - Ja jemu bardziej przekazuję muzyczne nowości, a on mnie inspiruje muzyką z innych epok - tłumaczy Kobryn. Bo Pawła pociąga nie tylko rock. - Jesteśmy otwarci na różne brzmienia. Niedawno poszliśmy z Ewą na koncert Paula McCartneya w Paryżu. To było coś genialnego - żywo gestykuluje „Storo”.

Wraz z Kobryn pomagali ostatnio Parkerowi przy jego koszykarskich campach dla dzieciaków we Francji. Podobnych do tych, jakie u nas organizuje Gortat. Wiślaczka postanowiła zrobić pierwszy w życiu własny camp szkoleniowy - dla dzieci z Tarnobrzega. - Bez Pawła pomocy i wiedzy, którą przywiózł z campów Parkera, byłoby ciężko. Ale wyszło to naprawdę dobrze - podkreśla koszykarka.

Bywa, że żywo dyskutują o meczach Eweliny. - Ale czasem to są tematy… „wulkaniczne” - śmieje się Paweł. - Już wszyscy w rodzinie wiedzą i Paweł też się przekonał, że najlepiej do mnie nie podchodzić po porażkach. Naprawdę nie lubię przegrywać! - tłumaczy „Ewka”. - Jestem z niej strasznie dumny, bo w tym wieku ciągle się rozwija. Jest jak francuskie wino, im starsze, tym lepsze - mówi „Storo”.

Kiedy grała w Jekaterynburgu, rzadko u niej bywał, bo ich relacja dopiero się rozwijała. Ale gdy przeniosła się do słynnego Fenerbahce, „Storo” na dobre zadomowił się w Stambule. - Nie przypuszczałem, że Stambuł jest takim otwartym miastem - przyznaje. Zaczął nawet trenować grupę młodzieżową. - I nagle bum! Ja przechodzę do Salamanki. Paweł też musiał zostawić to wszystko - opowiada Kobryn. Oboje na pół roku przenieśli się do Hiszpanii.

Niedawno, po 4 latach zagranicznych wojaży, wróciła do domu, do Krakowa. - Chciałam tu zakończyć sportową karierę - wyjaśnia. Paweł dla Eweliny przeniósł się z Francji i na nowo odkrywa ojczyste strony. Teraz pracuje jako trener koszykarek U-14 w Wiśle. - Po 36 latach wróciłem do Polski - przyznaje. - Zrezygnowałem z tych zajęć, które miałem we Francji, bo chciałem być z Ewą.

Jeszcze nie wiedzą, czy Kraków to będzie ich dom na zawsze. Ale „Storo” jest pod wrażeniem tego, ile się w Polsce przez lata zmieniło.

- Kilka lat temu nie pomyślałbym, że będę tu mieszkał, we Francji było mi tak dobrze. Ale zmieniłem opinię, gdy zobaczyłem Kraków. To miasto mi zaimponowało, młode pokolenia są tu takie europejskie. Coraz bardziej czuję się w Polsce jak u siebie - przyznaje. I dodaje: - Teraz patrzę tylko do przodu. Z Ewą i muzyką.

Justyna Krupa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.