Dobre filmy pokazywane w doborowym towarzystwie

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Dariusz Pawłowski

Dobre filmy pokazywane w doborowym towarzystwie

Dariusz Pawłowski

Łódzkie Forum Kina Europejskiego „Cinergia” jest dowodem na to, że widz chce sztuki niebanalnej, a wydarzenia ją prezentujące warto finansować.

Forum Kina Europejskiego „Cinergia” w Łodzi narodziło się w okresie, kiedy rodzimy rynek zdominowały amerykańskie produkcje klasy B, a tradycyjna forma prezentacji filmów przeżywała kryzys. Ba, wieszczono, że kina ostatecznie zastąpią kasety wideo. Dziś autorskie kino europejskie ma się bardzo dobrze, filmy polskie zdobywają światowe rynki i nagrody, a „Cinergia” ma pozycję jednego z najważniejszych festiwali filmowych w kraju. Po raz kolejny okazało się, że wiara w to, co się robi oraz jakość pracy są bazą do osiągnięcia sukcesu.

Odpowiedzialnym za budowanie platformy do przekonywania widza do dobrego kina europejskiego jest Sławomir Fijałkowski, dziś producent festiwalu „Cinergia”, szef kultowego łódzkiego kina Charlie, prezes Stowarzyszenia „Łódź Filmowa”. Sam festiwal narodził się w 1992 roku.

- Przedsięwzięcie kulturalne, by miało szansę powodzenia, musi mieć w sobie ideę, pomysł, który jest ważny dla organizatorów, ale też interesujący dla widzów- podkreśla Sławomir Fijałkowski. - Gdy zaczynaliśmy z Forum, kina były prywatyzowane, albo masowo upadały, repertuar był skromny, frekwencja sięgała dna, widownia zachłysnęła się techniką wideo. Pracowałem wówczas w łódzkim kinie Przedwiośnie i kryzys kulturowy, a także różnych rozwiązań systemowych dopadł właśnie film. Szukaliśmy pomysłu, który spróbuje podtrzymać zainteresowanie widza kinem. W tym czasie nie odbyły się, tak znaczące w czasie PRL, Konfrontacje Filmowe. Wtedy zrozumiałem, że skoro nie ma ważnego wydarzenia filmowego i widownia odwraca się od kin, to festiwal może być skutecznym czynnikiem pobudzania działań kulturalnych, ale i biznesowych związanych z filmem. Obrazy nagradzane na festiwalach europejskich do nas wówczas nie docierały, pojawiający się prywatni dystrybutorzy nastawili się na kino amerykańskie, naturalną zatem dla mnie konsekwencją tej sytuacji była decyzja, że będę działał wbrew powszechnym tendencjom i zrobię festiwal, który będzie promował ambitne kino naszego kontynentu.

„Cinergia” zaczynała w warunkach, w których nie było jeszcze tylu co obecnie mechanizmów wsparcia dla kultury, nie było pomocy Unii Europejskiej. Ryzyko zatem istniało niemałe. Sławomir Fijałkowski dostrzegł jednak potencjał w publiczności popularnych w tamtym czasie Dyskusyjnych Klubów Filmowych, widowni interesującej się spotkaniami z twórcami, wydarzeniami specjalnymi. Przykładem stał się też Warszawski Festiwal Filmowy. Myślą, która stała u źródeł festiwalu w Łodzi było zatem zderzenie potrzeb widzów, którzy pragnęli ambitnego kina z promocją tytułów spełniających te oczekiwania i reprezentujących wysoki poziom. Realizując tę ideę udało się stworzyć jedyny w Polsce, tak duży i obszerny festiwal koncentrujący się na najnowszych i klasycznych dokonaniach filmowych z naszego kontynentu.

- Od początku byłem zmuszony do myślenia o jakości festiwalowej oferty, ale i o wpływach do kasy - nie kryje Sławomir Fijałkowski. - Na początku swojego istnienia Forum Kina Europejskiego było najdłuższą imprezą festiwalową w Polsce, trwało trzy tygodnie i zawsze opierało się o wiele punktów w mieście. To było heroiczne wyzwanie. Zależało mi jednak na tym, żeby owe niszowe tytuły, produkcje nie będące blockbusterami, zaistniały, weszły do świadomości widzów i miały potem swoje drugie życie w kinach. To festiwal pomógł w zbudowaniu zainteresowania między innymi wokół filmów Pedro Almodóvara, który w tamtym czasie był w Polsce kompletnie nie znany. Przypomnę, że jego film „Matador”, który jako pierwszy wszedł do polskich kin, kompletnie u nas poległ. Dopiero po przeglądzie jego filmów, który zorganizowaliśmy w ramach naszego festiwalu, zainteresowanie Almodóvarem znacznie wzrosło. Przegląd został powtórzony w Warszawie, a Roman Gutek zaczął kupować wszystkie kolejne filmy reżysera do dystrybucji w Polsce. I każdy film hiszpańskiego twórcy jest dziś wydarzeniem.

Patrząc na festiwale filmowe z tego punktu widzenia, okazują się one nie tylko wydarzeniem kulturalnym, ale również biznesowym. Są bowiem doskonałym sposobem na wypromowanie tytułu, zanim trafi on do regularnej dystrybucji.

- I co najważniejsze, szybko okazało się, że publiczność chce oglądać proponowane przez nas filmy i licznie wypełnia widownię - dodaje Sławomir Fijałkowski. - Pamiętam, że w zorganizowanym przez w tamtym czasie Festiwalu Filmów Monty Pythona uczestniczyło 12 tysięcy osób.

Formuła spodobała się na tyle, że rozbudowywano ją o kolejne sekcje i propozycje. Forum Kina Europejskiego postawiło również na współpracę z innymi festiwalami w Polsce i za granicą, między innymi z odbywającym się jeszcze w Toruniu Międzynarodowym Festiwalem Operatorów Filmowych Camerimage, a także Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Krakowskim Festiwalem Filmowym czy Nowymi Horyzontami we Wrocławiu. Do organizatorów zgłaszały się rozmaite instytucje, proponowano wspólne przedsięwzięcie.

- W tamtym czasie łatwiej było współpracować z dystrybutorami, licencjodaw-cami i innymi podmiotami, które wietrzyły szansę na swoje zyski z takiej imprezy jak nasza. Bardzo wspomagały nas ambasady różnych krajów, polskie instytuty kulturalne za granicą. Nie miało też znaczenia, czy jestem osobą prywatną czy stoi za mną stowarzyszenie lub fundacja: liczył się pomysł - wyjaśnia Sławomir Fijałkowski. - To się zmieniło. Obecnie wszystko się zinstytucjonalizowało, podlega komercjalizacji, licznym obwarowaniom. Wiele krajów, głównie Amerykanie, zaprzestało promowania swoich filmów poprzez ich rozdawnictwo na festiwale, czy udostępnianie za nieduże pieniądze. Z drugiej strony, pojawiły się możliwości aplikowania o unijne środki, powstały też instytucje mające w swoich zainteresowaniach wsparcie dla kultury.

Jak podkreśla szef „Cinergii”, cezurą był rok 2000. Wtedy postanowiono zrównać kulturę z biznesem i oczekiwano przede wszystkim ekonomicznej opłacalności.

- Wprowadzono rozmaite wskaźniki i tabelki, uznając, że kultura jest nie tylko ważnym elementem budowania tożsamości narodowej, ale również istotnym przedsięwzięciem rynkowym - mówi. - Dla wielu inicjatyw i organizatorów takie ujednolicenie kultury z opłacalnością był gwoździem do trumny. Musiało upłynąć trochę czasu, zanim zaczęto zmieniać relację biznesu i kultury, przodowało w tym miasto Wrocław. Jako pierwsze w Polsce postawiło ono najważniejszy akcent nie na biznes, który i tak równolegle do nich napływał, tylko na kulturę. Zrozumiano bowiem, że kultura jest elementem trwałego związania biznesu z danym miejscem. Sam biznes nie wystarcza do tego, żeby się rozwijać; to kultura jest niezbędna do osiągnięcia pewnego poziomu cywilizacyjnego. Następnie konsekwentnie tę politykę prowadzono. Podobnego myślenia próbowano potem i w Łodzi, ale nasze miasto ma tendencję do zapalania się do jakichś idei czy pomysłów, a następnie porzucania ich dla innych. Przykładano też niekoniecznie właściwe mierniki: ubierano kulturę w słupki, współczynniki, nie rozumiejąc wartości i jakości wydarzenia, jeżeli nie przynosiło ono jakiegoś założonego tak zwanego ekwiwalentu reklamowego. Brakowało poza tym stałej, wieloletniej strategii wspierania lokalnych, znaczących przedsięwzięć. Ba, wszelkie działania obwarowano niesłychaną liczbą paragrafów, które potem można było wykorzystać przeciwko organizatorowi. Łódź wystartowała bardzo późno w stosunku do standardów wyznaczonych przez inne miasta i Unię Europejską. A tam myślenie jest odwrotne: jeżeli ktoś tworzy jakąś wartość, to należy go docenić.

Na początku i zarazem na końcu drogi organizatora takiego przedsięwzięcia, jak festiwal, staje budżet wydarzenia.

- Zbudżetowanie festiwalu to połączenie idei, z posiadanymi funduszami i możliwościami - wylicza Sławomir Fijałkowski. - W swojej pracy mieliśmy często zbyt duże ambicje, szalone pomysły, nie do końca przewidując skutki, co oznacza, że do wielu edycji po prostu musieliśmy dokładać. Bywało, że mogło to doprowadzić do upadku. Są takie przykłady w Polsce i w samej Łodzi, w której zawsze panował jakiś ostracyzm wobec „lokalsów”, uważając - nie wiadomo dlaczego - że to, co przychodzi z zewnątrz, jest lepsze. A z drugiej strony kuriozalnie chwalimy się tym, co się tutaj immanentnie tworzyło: mamy sto lat awangardy, Łódź filmową. Dlatego łódzkim animatorom było zawsze trudniej, niż organizatorom w innych miastach.

W Polsce, a w Łodzi szczególnie, ciągle trudno jest przekonać wielki biznes do poważnego dofinansowywania kultury.

- Źródłem ewentualnego sukcesu mogą być nazwiska festiwalowych gwiazd oraz współpraca organizatora z mediami- uważa Sławomir Fijałkowski. - Sponsor zawsze patrzy na korzyści, jakie wyniesie. I tu uważam, że o ile instytucje państwowe, samorządowe nie powinny patrzeć na ten aspekt wydarzenia, tylko na jego wartość kulturową, to takie myślenie jest uzasadnione właśnie w przypadku wsparcia firm komercyjnych. Praktycznie nie ma jednak sponsoringu, który brałby na swoje barki istnienie imprezy. Pamiętajmy, że ciągle jeszcze nawet w przypadku największych festiwali, gros budżetu to środki publiczne. Prywatne fundusze stanowią zwykle około jednej trzeciej kosztów wydarzenia.

Szef kina Charlie wskazuje na jeszcze jedną istotną właściwość niezbędną przy rozmaitych przedsięwzięciach kulturalnych: sukcesywne budowanie publiczności. Istniejące od 1994 roku kino Charlie jest znamienitym przykładem przywiązywania do siebie widza, poprzez repertuar, dużą liczbę różnorodnych wydarzeń, działania edukacyjne, promocje skierowane do różnych grup wiekowych i wiele innych inicjatyw. Od 1996 roku kino należy do Sieci Kin Studyjnych (obecnie Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych), a od roku 2004 - do Europejskiej Sieci Kin „Europa Cinemas”. W roku 2009 zostało uhonorowane nagrodą PISF dla najlepszego podmiotu prowadzącego kino.

- To wiąże się również z festiwalem- zapewnia Sławomir Fijałkowski. - Trzeba stale dbać o jakość i mieć świadomość, do jakiego widza chcemy kierować swoją ofertę. Rzecz jasna, punktem wyjścia jest osobista pasja twórców przedsięwzięcia i ich gust. Każdy festiwal jest spojrzeniem subiektywnym jego twórców, podporządkowanym idei przedsięwzięcia. Poza tym festiwal to nie tylko pokazywanie filmów, ale również rozmowa, goście, istnienie w mediach społecznościowych, wiele wydarzeń towarzyszących. W innych okolicznościach widzowie rzadko mają możliwość tylu doznań. Gdy to wszystko dzieje się konsekwentnie, ciągle pracuje się nad budowaniem wspólnoty, rozwojem wrażliwości, uruchamianiem energii, efekt jest taki, że mamy wierną publiczność, a festiwal staje się opłacalnym wydarzeniem.

Do podstawowych zadań, jakie stawiają sobie organizatorzy Forum Kina Europejskiego jest prezentacja filmowych premiera oraz debiutów. Ważną częścią wydarzenia - bo atrakcyjną dla publiczności i mediów - są znamienici goście odwiedzający festiwal. Od 2002 roku otrzymują oni festiwalową nagrodę - Złoty Glan, przyznawany „twórcom niezależnym z uporem przeciwstawiającym się modom i trendom dominującym w kulturze popularnej, prześmiewcom i demaskatorom tkwiących w masowej wyobraźni Polaków mitów i stereotypów”. Wśród laureatów wyróżnienia są: Andrzej Czeczot, Zdzisław Beksiński, Lech Majewski, Jan Jakub Kolski, Zbigniew Rybczyński, Kazik Staszewski, Leszek Mądzik, Andrzej Żuławski, Józef Robakowski, Petr Zelenka, Jaco Van Dormael, Marta Meszaros, Daniel Olbrychski, Tinto Brass, Zdzisław Szostak, István Szabó, Krzysztof Zanussi, John Malkovich (jedna z najbardziej spektakularnych wizyt gościa zagranicznego w Łodzi), Andriej Konczałowski, Piotr Szulkin, Jerry Schatzberg, Carlos Saura (nagrodę odebrał jego syn, Antonio), Andrzej Seweryn, Peter Greenaway, Giuliano Montaldo, Danuta Szaflarska, Mika Kaurismäki, Andrzej Wajda, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Majchrzak, Nigel Kennedy, Janusz Gajos, Dario Argento. Potężna lista znakomitości, które usankcjonowały również pozycję „Cinergii”.

Dziś istotą festiwali - i tak jest też w przypadku Forum Kina Europejskiego - jest ich interdyscyplinarność i wielosekcyjność. W ramach „Cinergii” odbywają się koncerty, wystawy, warsztaty, pokaz mody (ostatnio mody filmowej). Sam wybór filmów to wyzwanie dla programerów festiwalu (zasługi dla imprezy w ostatnich latach mieli Mariola Wiktor, Anna Serdiukow i Krzysztof Spór). Jak podkreślają organizatorzy „Cinergii”, przyglądając się szerokim zagadnieniom prezentowanym obecnie w kinie europejskim starają się oni prezentować publiczności najbardziej wartościowe, oryginalne, ciekawe filmowe propozycje z Europy. Także te, które nie będą miały szansy dotrzeć do kin w regularnej dystrybucji. Z ogromnej liczby europejskich filmowych propozycji „Cinergia” wyszukuje tytuły, które współgrają z corocznym hasłem charakteryzującym myśl przewodnią danej edycji festiwalu. W 2018 roku będzie to Odwaga, a w 2019 roku Gdzie jest bohater? „Dzięki takiemu uszczegółowieniu wybór około stu filmów do programu ma jednolity kształt lub próbuje poruszać się w takim obszarze. Przy ogromie wartościowych produkcji z Europy organizatorzy Cinergii starają się zaprezentować widowni filmy, które dostarczą ważnych pytań i niekoniecznie prostych odpowiedzi” - podkreślają twórcy przedsięwzięcia, które w tym roku odbędzie się w dniach 23 listopada- 1 grudnia.

Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.