Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Michał Rygiel

Dla NBA urodził się za wcześnie

W USA każdy chciał być jak Jordan, a w Polsce młodzi koszykarze chcieli być jak Adam Wójcik. Król polskiego basketu Fot. Tomasz Hołod W USA każdy chciał być jak Jordan, a w Polsce młodzi koszykarze chcieli być jak Adam Wójcik. Król polskiego basketu
Michał Rygiel

Śmierć legendy. Adam Wójcik przegrał walkę z białaczką. Legendarny gracz Śląska Wrocław zmarł w sobotę...

Urodził się za wcześnie i to podkreślają zgodnie niemal wszyscy, którzy widzieli Go w akcji. Gdyby wkraczał do dorosłej koszykówki dziesięć lat później, to On, a nie Marcin Gortat mógłby być pierwszą polską gwiazdą NBA. Mógł zrobić karierę na miarę Dirka Nowitzkiego, ale trafił na złotą erę amerykańskiego basketu, czasy dream teamu, czasy ligi raczej zamkniętej na obcokrajowców.

Dwudziestu koszykarzy, szesnastu czarnoskórych, trzech białych no i On - mierzący 208 centymetrów, ważący niewiele ponad sto kilo Wójcik, który w 1993 roku nie znał angielskiego. Los Angeles Clippers wzięli wtedy gracza, o którym słuch zaginął, a Wójcik przywiózł do Polski zestaw sprzętu, z którego wszyscy zapamiętali wtedy te słynne skarpetki z logiem NBA.

W Jego życiu tak wiele było kuriozalnych historii, że mógłby je rozdzielić na kilku koszykarzy. We Włocławku rzucano w Jego kierunku śmieciami i butelkami. Rozdając autografy podpisywał szkolne usprawiedliwienia, uznawane przez nauczycieli. Dostał puchar za rozegranie 150 meczów w reprezentacji Polski, choć według oficjalnych statystyk rozegrał ich... 149. Swoich pierwszych punktów w zawodowej koszykówce najzwyczajniej w świecie nie pamiętał. Swojego pierwszego meczu z orzełkiem na piersi także. Dla Wójcika był to mecz jak każdy inny.

- Gram w basket, a ponieważ gram jak gram, to jestem tam gdzie jestem, czy to w klubie, czy to w reprezentacji - mówił w swoim stylu. Skromnie, naturalnie, zwyczajnie.

Żył koszykówką - dyrekcja Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1 we Wrocławiu pisała, że Jego życie to jeden wielki w-f, na dodatek spędzany poza szkołą. Zachowanie oczywiście nieodpowiednie. Ale na parkiecie zazwyczaj potrafił zachować spokój. Zdyskwalifikowany został tylko raz, w Stalowej Woli.

A wcale nie musiał zostać gwiazdą basketu, bo sam nie był do końca przekonany. Oglądając swój pierwszy mecz koszykówki oświadczył tylko, że jego też będą kiedyś pokazywać w telewizji. Nie wiedział jedynie, czy jako koszykarza, czy może kolarza, piłkarza, siatkarza...

Gdy Adam Wójcik przyszedł na świat 20 kwietnia 1970 roku mierzył 53 centymetry. Trzynaście lat później już 174, ale ważył zaledwie 48 kilogramów. „Wyglądał dziwnie. Najpierw nogi, potem głowa. Tułowia w ogóle nie miał” - śmiali się jego koledzy z Gwardii Wrocław. Na koszykówkę namówił go Krzysztof Walonis. Od początku wiedział, że będą z „Oławy” ludzie.

Wójcik swój pierwszy oficjalny mecz w juniorach spędził w szpitalu, bo z podekscytowania rozbił sobie głowę o futrynę bramy, chwaląc się wyskokiem. Był rok 1983. Już sześć lat później debiutował w kadrze Polski. Aż dziw, że dopiero w wieku 25 lat po raz pierwszy został mistrzem kraju grając dla Mazowszanki Pruszków. Wcześniej miał na koncie dwa wicemistrzostwa Polski i jeden brązowy medal. I mnóstwo efektownych wsadów, z których słynął. Potrafił szybować w powietrzu lepiej niż ktokolwiek inny. Latał, zanim pojawił się Adam Małysz. Zresztą pisało się, że gdyby nie skoczek z Wisły, to za sprawą Wójcika, Zielińskiego czy Tomczyka, najbardziej popularną zimową dyscypliną byłaby koszykówka.

A gdy już sięgnął po złoto, to nie zamierzał przestawać. Mówiło się, że chcąc zdobyć mistrzostwo, trzeba mieć w składzie Adama Wójcika. Był najlepszym zawodnikiem na parkiecie nawet z zapaleniem spojówek - potrafił w takim stanie zdobyć 26 punktów. Nic zatem dziwnego, że w trakcie swojej kariery jako jeden z dwóch zawodników w historii polskiej koszykówki zdobył ponad 10000 ligowych punktów. Byłoby więcej, gdyby nie europejskie wojaże - Belgia, Włochy, Grecja czy Hiszpania.

Najlepiej wspominał pobyt w Italii, tam nazywali go „El Capitano” i „El Profesore”, a włoscy kibice zapamiętali go na lata.

Jemu samemu najbardziej w pamięci zapadły dwa listopadowe wieczory w Stalowej Woli w 1990 roku. To miał być zwykły ligowy mecz Gwardii z miejscową Stalą, ale w Dzień Zaduszny Adam poszedł na kawę do Maxima, gdzie poznał Krystynę Paluch. Dzięki koszykówce znalazł miłość swojego życia, która pomagała mu w najtrudniejszych momentach. Niektórzy mówią, że bez niej takiej kariery by nie zrobił. Pół roku po pierwszym spotkaniu z Krystyną szukał Go cały kraj, a on leżał chory w jednym z warszawskich akademików, choć powinien być wtedy w Zakopanem na zgrupowaniu reprezentacji.

W kadrze nie osiągnął zbyt wiele, już podczas pierwszego występu na Eurobaskecie, w 1991 roku, zajął z kadrą 7. miejsce. Ten rezultat powtórzył sześć lat później, gdy był już jedną z największych gwiazd polskiej koszykówki. Kilka miesięcy później podpisał kontrakt ze Śląskiem Wrocław i zaczął pisać wielką historię w barwach WKS-u. W cztery lata cztery mistrzostwa Polski, trzy razy w najlepszej piątce sezonu, dwa razy MVP finałów.

- W Polsce było kilku zawodników, którzy wiele osiągnęli, ale dokonali tego ciężką pracą, a Adam był po prostu talentem czystej wody, największym w Polsce - mówił o nim Muli Katzurin, były selekcjoner reprezentacji Polski.

„Ludzie go lubią. Wierzą mu. Człowiek legenda. Claudia Schiffer koszykówki.” W USA każdy chciał być jak Jordan, a w Polsce młodzi koszykarze chcieli być jak Adam Wójcik. Prawdziwa legenda, król wrocławskiego i polskiego basketu. „Adam is the best” - napisano sprayem na jednej z wrocławskich klatek schodowych. Więcej dodawać nie trzeba.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Michał Rygiel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

świąteczna obniżka o 50%

Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej na pół roku!

100,00 200,00

Wyjątkowa świąteczna okazja! Tylko do 27 grudnia prenumerata cyfrowa na pół roku kosztuje aż o połowę mniej. Skorzystaj i ciesz się pełnym dostępem!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.