Czym się różni jedno przegrane powstanie od drugiego

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Sławomir Sowa

Czym się różni jedno przegrane powstanie od drugiego

Sławomir Sowa

Dawno, dawno temu, na lekcji geografii w szkole średniej, nauczycielka wzięła do odpowiedzi kolegę. Miał wskazać na mapie najgęściej i najsłabiej zaludnione rejony Ameryki Południowej. Wziął wskaźnik, z wielką wprawą wskazał Rio de Janeiro, dorzecze Amazonki, uzasadnił. Nauczycielka patrzyła oniemiała: - Ale to jest mapa Afryki, a nie Ameryki Południowej...

Czym się różni jedno przegrane powstanie od drugiego
Grzegorz Gałasiński Sławomir Sowa

Wtedy oniemiał kolega, ale tylko na chwilę. Cofnął się dwa kroki, porównał wiszące obok siebie mapy kontynentów: - Boże, jakie one podobne!

Przypomniała się ta historia, kiedy słuchałem jak minister obrony i historyk Antoni Macierewicz podczas obchodów rocznicy wybuchu powstania styczniowego podniosłym głosem przypominał, jak wielką wagę do Józef Piłsudski i Roman Dmowski przywiązywali do... powstania warszawskiego.

Trudno przypuszczać, żeby szef MON i historyk nie wiedział o jakim powstaniu mówi - po prostu wpadka. Ale tu nie ma taryfy ulgowej. Tak jak kiedyś wszyscy szydzili z Dariusza Jońskiego, łódzkiego posła SLD, który powstanie warszawskie umiejscowił w 1988 roku, tak teraz oberwało się ministrowi.

Gdyby szef MON nie użył pełnej nazwy powstania, tylko opowiedział o bohaterach, którzy polegli do końca trwając na posterunku, o krwawej daninie, którą złożyli najlepsi synowie narodu i konieczności uczczenia ich pamięci, nikt by się nie połapał. Retoryka martyrologii zawsze jest taka sama, a tak się składa, że spośród kilku wielkich narodowych zrywów, udało się wygrać tylko powstanie - wielkopolskie. W tym właśnie momencie należałoby westchnąć z bólem: - Boże, jakie one podobne...

Po wpadce szefa Antoniego Macierewicza lekcje historii w szkołach już nigdy nie będą takie same. Teraz każdy uczeń, który pomyli Jana Henryka Dąbrowskiego z Jarosławem Dąbrowskim, będzie mógł się bronić, że też się przejęzyczył - jak szef MON.

Jak się już jednak wszyscy uśmieją, powinni sobie zadać pytanie, czy na pewno wiedzą tyle o historii, ile im się wydaje. I czy stosowana dawniej w szkole metoda pamięciowego wkuwania historycznych dat rzeczywiście była taka zła? W końcu jakoś porządkowała w głowie przełomowe wydarzenia z setek i tysięcy lat.

Sławomir Sowa

Jestem dziennikarzem w redakcji Dziennika Łódzkiego, zajmuję się m.in. problematyką wojskową, biznesem i polityką

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.