Czy łódzkie lotnisko przeżyje kryzys monachijski?

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Sławomir Sowa

Czy łódzkie lotnisko przeżyje kryzys monachijski?

Sławomir Sowa

Łódzki port lotniczy przeżywa najostrzejszy kryzys w swojej historii. W ubiegłym roku obsłużył najmniejszą liczbę pasażerów od czasu prowadzenia statystyk od 2008 roku (tylko 241 tysięcy), notując spadek rok do roku o 46 tysięcy. Z kolei wiosną tego roku ogłoszono, że słoweński przewoźnik Adria Airways nie będzie już latał do Paryża, Amsterdamu i Monachium. Jednocześnie Łódź straciła ostatnie wakacyjne czartery - biuro Itaka ogłosiło, że w tym roku nie będzie już lotów na Kretę z łódzkiego lotniska.

Wstrząsom w siatce połączeń towarzyszą wstrząsy personalne i organizacyjne. W końcu kwietnia odwołany został ze stanowiska prezesa portu Tomasz Szymczak, który na stanowisku spędził zaledwie rok. Zastąpiła go Anna Midera, pół roku wcześniej dokooptowana do składu zarządu lotniska. Po zwolnieniu Szymczaka, w ramach oszczędności, jest zarządem jednoosobowym. Takich oszczędności można oczekiwać więcej - wciąż nie podjęto wiążącej decyzji co dalej z procedurą outsourcingu zapoczątkowaną przez Tomasza Szymczaka. W łódzkim porcie pracuje około 280 osób, były już prezes sugerował, że bliski jest mu poziom zatrudnienia w Bydgoszczy, gdzie wystarcza 190 osób.

Problemy łódzkiego lotniska nie zaczęły się wczoraj. Zwraca uwagę fakt, że kadencje kolejnych prezesów łódzkiego portu są coraz krótsze, co nie sprzyja ciągłości zarządzania. Michał Marzec na stanowisku prezesa i dyrektora łódzkiego lotniska spędził 14 lat, Leszek Krawczyk 8 lat (zanim został odwołany), Przemysław Nowak trzy lata (do śmierci w wypadku w 2014 roku), później znów był Michał Marzec, ale tylko przez rok (zanim zrezygnował ze stanowiska), podobnie Tomasz Szymczak, który został odwołany. Ile spędzi na stanowisku Anna Midera?

Plany ma szerokie. W ciągu pięciu lat chce doprowadzić do, aby łódzki port obsługiwał około pół miliona pasażerów rocznie. Czyli pułap, którego jeszcze nigdy nie udało się osiągnąć. Najbliżej byliśmy w 2012 roku, kiedy przez łódzkie lotnisko przewinęły się prawie 463 tysiące pasażerów liczonych łącznie w ruchu rejsowym i czarterowym. Zabawa statystyką jest zawsze ryzykowna, ale spróbujmy. W 2008 roku łódzki port obsłużył prawie 340 tysięcy podróżnych. Cztery lata pozwoliły wspiąć się na wspomniane 463 tysiące, potem zaczął się zjazd, który trwa do dzisiaj. Dziś nawet trudno powiedzieć z jakiego pułapu łódzki port startuje po pół miliona pasażerów. Jeśli nawet liczyć od ubiegłorocznych 241 tysięcy, to i tak wyzwanie jest duże.

A może być jeszcze większe. Liczba pasażerów jaką obsłuży w tym roku łódzki port jest chyba najtrudniejszą zagadką w jego historii. Nawet jeśli pominiemy „puste” samoloty do Paryża i Amsterdamu, to trzeba będzie odjąć pół ruchu lotniczego do Monachium (Adria lata do 30 czerwca), gdzie samoloty miały bardzo wysokie obłożenie oraz wakacyjne czartery, których nie będzie w ogóle. A co dodamy? Prezes Midera mówi o toczonych negocjacjach z liniami lotniczymi i jest dobrej myśli. Ale mamy już połowę maja. Z reguły od zakomunikowania, że będą nowe loty do faktycznego ich uruchomienia mija przecież kilka miesięcy. A później przychodzi okres zimowy, gdy przewoźnicy lubią zawieszać część połączeń. Ilu więc pasażerów Lublinek odnotuje w tym roku? 200 tysięcy czy może jeszcze mniej? Nie da się też ukryć, że poprzedni prezesi łódzkiego lotniska mieli nieporównywalnie większe doświadczenie w branży lotniczej niż Anna Midera - nie przekreślając jej dobrych chęci i kompetencji.

Osobne pytanie dotyczy wiary właścicieli portu lotniczego w Łodzi - czyli faktycznie władz miasta (miasto ma 95 procent udziałów w spółce) w sukces portu. Prezydent Jerzy Kropiwnicki był i jest wielkim entuzjastą łódzkiego lotniska, choć dziś padają zarzuty, że za jego czasów dokonano na lotnisku inwestycji przewymiarowanych, które nie przystają do liczby obsługiwanych pasażerów i generują straty. Pewnym symbolem tamtego podejścia było odejście od tradycyjnej nazwy Lublinek na rzecz bardziej dostojnego Portu Lotniczego Łódź im. Władysława Reymonta.

A prezydent Hanna Zdanowska? Warto przypomnieć, że w marcu w wywiadzie dla Radia Łódź prezydent rozpaczała nad pieniędzmi topionymi w lotnisku, które można przeznaczyć na remonty dróg i kamienic, dodając, że w sytuacji, gdy pojawiają się informacje o planach budowy Centralnego Portu Lotniczego, pozyskiwanie nowych przewoźników jest praktycznie nierealne. Zakładamy, że przewoźnicy, z którymi Anna Midera negocjuje, o tym wywiadzie nie słyszeli.

Sławomir Sowa

Jestem dziennikarzem w redakcji Dziennika Łódzkiego, zajmuję się m.in. problematyką wojskową, biznesem i polityką

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.