Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Cztery lata za Katyń

Czytaj dalej
Fot. archiwum ipn
Monika Komaniecka-Łyp - historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Cztery lata za Katyń

Monika Komaniecka-Łyp - historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

1952. Ustrój komunistyczny PRL oparty był na „bratniej pomocy i przyjaźni” Związku Sowieckiego Propagandowy obraz Polski Ludowej współpracującej politycznie i gospodarczo z ZSRS mógł zostać zachwiany, gdyby na jaw wyszła prawda o zamordowaniu polskich oficerów w 1940 r.

Prawda o Katyniu i innych miejscach kaźni była ukrywana przez władze przez cały okres PRL. Komunistyczna dyktatura opierała się w znacznym stopniu na terrorze wymierzonym przeciw „wrogom ludu” lub „wrogom klasowym”, czyli tym, którzy byli przeciwni nowej władzy. Za rozpowszechnianie informacji, że winnymi zbrodni katyńskiej są Sowieci, groziło więzienie. Największe natężenie represji miało miejsce w okresie stalinowskim. Wyroki wydawano w oparciu o art. 22 dekretu z 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa. Instrukcja nr 6/52 z 12 marca 1952 r. nakazywała „aresztować i pociągać do odpowiedzialności sądowej” m.in. osoby, które wydawały i kolportowały ulotki, pisały hasła w miejscach publicznych oraz rozpowszechniały informacje o odpowiedzialności Sowietów za Zbrodnię Katyńską. Czym mogło się kończyć w czasach stalinowskich otwarte mówienie o Katyniu pokazują dwa poniższe przykłady.

Świadek Katynia

13 stycznia 1950 r. w miejscowości Głubczyce w województwie opolskim został zatrzymany w restauracji „Gwardia” Jerzy Kołomiejec. Miał tam powiedzieć m.in. „że zbrodnię katyńską popełnili Rosjanie, a nie Niemcy, że on był na miejscu naocznym świadkiem”. Funkcjonariusze PUBP w Głubczycach przeprowadzili przesłuchania czterech świadków obecnych w lokalu - byli nimi pracownicy kontraktowi MBP oddelegowani do konserwacji samochodów. Sam Kołomiejec zaprzeczył w trakcie przesłuchania, że winą za popełnienie zbrodni katyńskiej obarczył Rosjan twierdząc, że mimo iż był wówczas pijany, to dobrze pamięta, że „sam się naocznie przekonałem o tym, że morderstw w Katyniu dokonali Niemcy”. Stwierdził również, że świadkowie obecni przy tej rozmowie byli bardziej pijani niż on.

Tę historię lepiej zrozumiemy w kontekście drogi życiowej Jerzego Kołomiejca. Znamy ją tylko z protokołu przesłuchania, stąd należy wziąć pod uwagę, że pewnych faktów mógł nie ujawniać, żeby nie działać na swoją szkodę. Urodził się w 1917 r. w Bojarce na Ukrainie. Gdy miał rok zmarł mu ojciec, a trzy lata później z matką i siostrą przybył do Polski. Zamieszkali w okolicach Warszawy, jego matka otrzymała posadę nauczycielki. W Pułtusku ukończył szkołę powszechną, a następnie gimnazjum handlowe. W 1936 r. wstąpił do Wojska Polskiego i służył w 4 pułku ułanów zaniemeńskich, odbywając tam sześciomiesięczny kurs w Szkole Podoficerskiej. Następnie został przydzielony do 18 szwadronu Korpusu Ochrony Pogranicza w Druji nad Dźwiną, gdzie przez rok odbywał przeszkolenie taktyczne i bojowe.

W okresie stalinowskim poruszanie tematów związanych ze Zbrodnią Katyńską w prywatnych rozmowach było co najmniej nieostrożnością

We wrześniu 1939 r. został zmobilizowany i brał udział w walkach z Niemcami w okolicach Lwowa. W latach 1939--1942 przebywał w Warszawie i zajmował się handlem. Dwukrotnie wpadł w ręce Niemców w ulicznych łapankach. Za pierwszym razem udało mu się uciec. Za drugim, w marcu 1943 r., został po miesiącu aresztu wywieziony w okolice Smoleńska i Katynia, gdzie pracował przy budowie łaźni, sprzątaniu lotniska i kopaniu okopów. Być może rzeczywiście widział wówczas odkryte przez Niemców masowe groby polskich oficerów. Wraz ze zbliżającym się frontem Niemcy w lecie tego roku wywieźli go do Francji. Z kartoteki ogólnoinformacyjnej UB wynika, że w okresie okupacji został włączony przez Niemców do organizacji Todta pracując przy budowie obiektów wojskowych na terenie ZSRS, Belgii i Włoch, skąd zbiegł. Pojawiają się tu różnice w porównaniu z informacjami z akt, według których w kwietniu 1944 r. został przewieziony do Belgii, a po kilku dniach do Francji, gdzie pracował przy robotach remontowych. Wkrótce uciekł i przedostał się do partyzantki francuskiej. W listopadzie 1944 r. wstąpił do II Korpusu gen. Władysława Andersa, w którym przebywał do 1946 r. Rok później powrócił do Polski.

Pod okiem UB

Od incydentu w restauracji „Gwardia” Kołomiejec był rozpracowywany przez PUBP w Głubczycach. W maju 1950 r. funkcjonariusze UB z Pułtuska przekazali informację, potwierdzoną rzekomo przez świadka, że w czasie okupacji Kołomiejec przyjął obywatelstwo ukraińskie i służył w Dywizji SS-Galizien. Jego życiorys pełen jest nieścisłości, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że informacje te zostały spreparowane przez aparat bezpieczeństwa. W sierpniu 1950 r. PUBP w Głubczycach zamierzał wykorzystać te kompromitujące informacje i zwerbować go do współpracy. Okazało się jednak, że Kołomiejec od kilku dni nie pojawił się w pracy w Państwowym Zakładzie Przemysłu Drzewiarskiego w Głubczycach, bo pracował już w Zjednoczeniu Budowy Nowej Huty. Być może pod wpływem inwigilacji ze strony UB podjął próbę ucieczki z Polski. 17 kwietnia 1952 r. został zatrzymany przez WOP za nielegalne przekroczenie granicy Polski i NRD. Siedział za to w ośrodku pracy więźniów w Bytomiu-Łagiewnikach do lutego 1953 r.

Więzienie za Katyń

Poważniejsze represje za głoszenie prawdy o Katyniu spotkały strażnika więzienia w Jaworznie Marcina Krężla, który w trakcie prywatnej rozmowy miał powiedzieć, że mordu w Katyniu dokonali Sowieci, którzy następnie odpowiedzialnością obciążyli Niemców. Rozmowa ta miała miejsce na terenie więzienia w Jaworznie, które w latach 1951-1956 było przeznaczone dla młodocianych przestępców politycznych w wieku 16-21 lat.

Wieczorem 25 listopada 1951 r., po skończonej pracy, Marcin Krężel w jednym z baraków mieszkalnych rozmawiał z trójką funkcjonariuszy Straży Więziennej. Według protokołów przesłuchań Krężla i relacji świadków dyskutowali na temat religii - Krężel podkreślał, że jest człowiekiem wierzącym. W protokole przesłuchania funkcjonariusz zanotował jego słowa: „Powiedziałem w dalszej rozmowie, że Związek Radziecki wymordował w Katyniu polskich oficerów. Na moje oświadczenie Mizak zapytał, czy mogę to udowodnić, na co ja powiedziałem, że mogę to udowodnić”. Prawdopodobnie któryś z funkcjonariuszy doniósł na swojego kolegę do UB jeszcze w 1951 r. Pod koniec stycznia 1952 r. Wydział Śledczy WUBP w Krakowie podjął przesłuchania świadków. Na podstawie ich zeznań Marcin Krężel został aresztowany 6 lutego 1952 r. i osadzony w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie. Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Krakowie wszczęła śledztwo.

W trakcie przesłuchania Krężel potwierdził, że winą za zbrodnię na polskich oficerach obarczył Rosjan, a informacje te przeczytał ponoć w prasie warszawskiej w 1945 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie skazał go na cztery lata więzienia z art. 11 dekretu z 13 czerwca 1946 r. (tzw. małego kodeksu karnego) za „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości o Związku Radzieckim i nawoływanie do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej Państwa Polskiego ze sprzymierzonym z nim Związkiem Radzieckim”. Najwyższy Sąd Wojskowy w Warszawie, który rozpatrywał wniosek obrońcy o rewizję wyroku, utrzymał wyrok, ale później na mocy amnestii z 22 listopada 1952 r. skrócono mu karę więzienia do dwóch lat i ośmiu miesięcy. Krężel przebywał w Ośrodku Pracy Więźniów w Brzeszczach, pracując w kopalni węgla. Ze względu na trudne warunki pracy i problemy ze zdrowiem zwrócił się o umorzenie kary. 13 sierpnia 1953 r. został warunkowo zwolniony z odbycia pozostałej części kary.

W okresie stalinowskim poruszanie tematów związanych ze Zbrodnią Katyńską nawet w prywatnych rozmowach było nieostrożnością, ponieważ mogło grozić represjami ze strony władzy. Urząd Bezpieczeństwa dzięki donosom „życzliwych” przeprowadzał inwigilację, która w niektórych przypadkach kończyła się aresztowaniem i kilkuletnim więzieniem.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Monika Komaniecka-Łyp - historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

świąteczna obniżka o 50%

Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej na pół roku!

100,00 200,00

Wyjątkowa świąteczna okazja! Tylko do 27 grudnia prenumerata cyfrowa na pół roku kosztuje aż o połowę mniej. Skorzystaj i ciesz się pełnym dostępem!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.