Cudem przeżyła atak męża. Obudź się, Mariko! Fundacja Światło daje nadzieję

Czytaj dalej
Małgorzata Oberlan

Cudem przeżyła atak męża. Obudź się, Mariko! Fundacja Światło daje nadzieję

Małgorzata Oberlan

Cudem jest już to, że Marika przeżyła atak męża, który chciał ją zamordować nożem, a potem sam popełnił samobójstwo. Czy stanie się cud kolejny i 32-latka spod Inowrocławia wybudzi się ze śpiączki? Modli się o to jej rodzina, wspierają setki nieznajomych. Trwa zbiórka na rehabilitację w specjalistycznym ośrodku Fundacji Światło w Toruniu.

Zobacz wideo: Trzy miesiące zwolnienia chorobowego, koniec raju dla symulantów.

Już 1680 osób wsparło zbiórkę założoną w połowie lipca na portalu Siepomaga.pl łączną kwotą 51 tysięcy 510 zł. Ale pieniądze wciąż płyną. Apel o pomoc udostępniły tysiące osób. Zebrane pieniądze matka Mariki Dzioby spod Inowrocławia przeznaczy na rehabilitację córki w specjalistycznym ośrodku Fundacji Światło w Toruniu. To jedyne takie miejsce w kraju, które wybudza ze śpiączki dorosłych. Na koncie ma już 34 takie wybudzenia i daje nadzieję innym.

Tą nadzieją żyje mama - pani Marzena, a także dzieci Mariki: pięcioletni synek i trzynastoletnia córka. 17 sierpnia br. inowrocławski szpital wypisał Marikę, wcześniej odłączywszy ją od respiratora. Ale po niedotlenieniu mózgu młoda kobieta wciąż jest w śpiączce. Jej historia z jednej strony jest niezwykle tragiczna. Z drugiej jednak - jest w niej wspomniana nadzieja. "Skoro przeżyła, widać jest dla niej jakiś plan" - powtarzają ludzie. Poruszonych wciąż przybywa...

Dziś Marika sama oddycha, ale nie mówi, nie rusza się. Płyną jej łzy. Zrozpaczona matka wierzy, że doczeka się jakiegoś znaku tego, że córka ją słyszy. Wymaga żmudnej, kompleksowej rehabilitacji. A ta jest po prostu kosztowna.

Kościelec. Niedziela. Wiele ciosów nożem.

To była niedziela, 30 maja 2021 roku. Do tragicznych wydarzeń doszło w Kościelcu - małej wsi leżącej w połowie drogi między Pakością a Inowrocławiem. To tutaj mieszkała 32-Marika, jej o pięć starszy lat mąż Maciej oraz ich dwoje dzieci: trzynastoletnia córka i pięcioletni syn. Jak w każdej rodzinie, w tej również nie brakowało problemów. Co jednak popchnęło Macieja do ataku na żonę, nie wiadomo. W medialnych przekazach pojawiał się motyw zazdrości i wątek narkotyków.

Tamtego majowego dnia w domu doszło do awantury. Mąż chwycił za nóż i rzucił się na żonę, chcąc jej podciąć gardło. Tego ostatecznie do dokonał, ale zadał Marice liczne i poważne ciosy nożem. Gdy do Kościelca przyjechało pogotowie, młoda kobieta leżała w kałuży krwi, a jej serce nie biło. Cudem należy nazwać to, że ratownicy i lekarze w inowrocławskiej lecznicy przywrócili jej funkcje życiowe.

- Nie do pojęcia - tak do dziś powtarzają miejscowi. Pamiętają dobrze ładną, młodą mamę, która z dziećmi przychodziła na plac zabaw. Kojarzą jej męża, choć pojawiał się rzadziej. Chcą wierzyć, że Marikę jeszcze we wsi zobaczą. O tym, że jego już nigdy spotkają, wiedzą dobrze...

Mąż rzucił się pod pociąg i zginął na miejscu

Istne szaleństwo (bo jak to inaczej nazwać?), w którym musiał działać Maciej, doprowadziło go na tory kolejowe w niedalekim Dziarnowcu. -Ustalono, że mężczyzna popełnił samobójstwo poprzez rzucenie się pod pociąg w Dziarnowie. Zwłoki 37-latka ujawniono na torach w nocy z 30 na 31 maja (z niedzieli na poniedziałek). We wtorek odbyła się sekcja zwłok mężczyzny, natomiast stan zdrowia pokrzywdzonej jest ciężki - mówił dziennikarzom tuż po dramacie prokurator Robert Szelągowski, szef Prokuratury Rejonowej w Inowrocławiu.

Dziś jego zastępca, prokurator Andrzej Nowak, przekazuje nam, że postępowanie dotyczące samego samobójstwa zostało już zakończone. Potwierdzono skuteczne targniecie się na życie; nie stwierdzono, by ktoś Maciejowi w tym kroku pomógł albo do niego nakłaniał. Sprawę umorzono.

- Nadal w toku jest jednak sprawa usiłowania zabójstwa kobiety. Postepowanie przedłużyliśmy do końca września br. Wiemy, że 17 sierpnia poszkodowana została wypisana z inowrocławskiego szpitala i w jakim jest stanie. Zdajemy sobie sprawę z niemożności jej przesłuchania. Oczekujemy jednak jeszcze na kompletną dokumentację medyczną ze szpitala - mówi prokurator Andrzej Nowak.

Śledczy nie zamierzają ciągnąć sprawy w nieskończoność. Prawdopodobnie ją umorzą wobec śmierci sprawcy. Terminu, w którym mogliby odebrać zeznania od Mariki nikt dziś nie jest w stanie określić. Choć wszyscy chcą wierzyć, że taki dzień nastąpi.

Matka: "W szpitalu lekarz płakał wraz ze mną"

Gdy w maju Marika trafiła do szpitala była na granicy życia i śmierci. Miała liczne i głębokie rany szyi, brzucha, rąk. Na inowrocławskim oddziale intensywnej opieki medycznej przez całą noc lekarze walczyli, by jej nie stracić. Udało się, przeżyła. Ale przeszła niedotlenienie mózgu, którego konsekwencje są niezwykle poważne. 32-latka nadal jest w śpiączce. Kilka tygodni spędziła pod respiratorem.

- O tym, co się stało, dowiedziałam się dopiero następnego dnia. Moje dziecko walczyło o życie na OIOM-ie, a ja nie byłam niczego świadoma. Następnego ranka przyjechał do mnie ktoś z policji. Przekazał, że Marika jest w szpitalu, ale jeszcze wtedy nie znałam szczegółów. Pojechałam tam najszybciej jak się dało. Kiedy lekarz po kolei opisywał mi to, co się wydarzyło, płakał razem ze mną - relacjonuje pani Marzena, matka, na portalu Siepomaga.pl.

Tak niedawno przecież jeszcze widziała córkę zdrową i uśmiechniętą. -Teraz odwiedzam ją w szpitalu i mówię do niej, wierząc, że mnie usłyszy albo chociaż da jakiś znak. Widzę swoje dziecko w otoczeniu kabli, rurek i aparatury podtrzymującej jej życie. Tragedia, która ją spotkała jest niewyobrażana. Kiedy opowiadam tę historię, wciąż trudno mi uwierzyć w to, że się wydarzyła - to słowa matki z lipca, kiedy jej córka jeszcze była hospitalizowana.

Jak wspomnieliśmy, przed sierpniowym wypisem z lecznicy Marika została odłączona od respiratora. Oddycha samodzielnie, a to dobry znak. Lekarze mówią jednak, że na rokowania jest jeszcze za wcześnie. Jedno jest pewne: aby miała szanse wracać do zdrowia po wybudzeniu ze śpiączki, konieczna będzie wielowymiarowa rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku w Toruniu. -Być może w przyszłości konieczny będzie również specjalny sprzęt - informuje Fundacja Siepomaga.

LINK do zbiórki: TUTAJ

Zbiórka na rehabilitację Mariki trwa. "Dziękuję za każdy gest wsparcia"

To właśnie ta fundacja 12 lipca br. ogłosiła zbiórkę na rehabilitację Mariki w Toruniu oraz dalsze koszty związane z leczeniem. Chodzi chociażby o dojazdy do szpitala. Sprawa poruszyła ludzkie serca, bo cel wsparło już 1680 osób z całego kraju. Dotąd uzbierano 51 tysięcy 510 złotych (stan na 31 sierpnia). Zbiórka jednak nadal trwa.

"Moja córka ma dopiero 32 lata. Jest wspaniałą matką, kobietą, córką… Chcę zrobić wszystko, co tylko mogę, by walczyła o życie i zdrowie dla swoich dzieci, dla siebie, dla nas… Stąd ten apel. Wiem, że sama nie udźwignę ogromnych kosztów związanych z leczeniem i rehabilitacją Mariki, dlatego proszę o pomoc. Za każdy gest wsparcia z całego serca dziękuję" - to apel matki Mariki, towarzyszący zbiórce.

Pozostało jeszcze 6% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Małgorzata Oberlan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.