Ciała grają w piłkę i w szachy. Wystawa Body Worlds w Łodzi

Czytaj dalej
Fot. REUTERS/Alex Grimm
Matylda Witkowska

Ciała grają w piłkę i w szachy. Wystawa Body Worlds w Łodzi

Matylda Witkowska

20 pozbawionych skóry ludzkich ciał w różnych pozach można oglądać na wystawie „Body Worlds. Cycle of life” w Łodzi. Ciała robią to, co zwykle żywi: grają w szachy, strzelają z łuku, oglądają przyrodę.

Stworzona przez kontrowersyjnego niemieckiego lekarza i przedsiębiorcę dr. Gunthera von Hagensa wystawa anatomiczna z cyklu „The Body Worlds” dotarła do Łodzi. Do lipca w Porcie Łódź zobaczymy słynne ciała „zachowujące się” jak osoby żywe. Można zobaczyć spreparowane ciała walczące o piłkę, wyginające się w tańcu czy strzelające z łuku. Nie wszystkim takie traktowanie zmarłych się podoba.

Na wystawie znajdziemy też zakonserwowane ludzkie płody w różnych stadiach rozwoju, a także organy i ich fragmenty: serca, kończyny, aorty czy płuca.

Wszystkie kiedyś należały do żywych ludzi, a następnie zostały poddane plastynacji. To metoda preparowania ciał wymyślona w latach 70 przez von Hagensa. Polega na usunięciu z organizmu wody i zastąpieniu jej trwałą substancją - silikonem, żywicą epoksydową lub poliestrem. To żmudna technika. Przygotowanie ciała zajmuje rok i wymaga około 1,5 tys. godzin pracy. Pozwala jednak zachować i pokazać najdrobniejsze nawet elementy ludzkiego ciała.

Wystawa "Body Worlds & The Cycle of Life" w Porcie Łódź
Krzysztof Szymczak Wystawa "Body Worlds & The Cycle of Life" w Porcie Łódź

Jedynym elementem na wystawie, która nie ma pochodzenia naturalnego są... oczy spreparowanych ciał.

- Trudno jest zachować gałki oczne. Często są już wyschnięte, nawet jeśli da się je zachować, to zwykle musimy wstawić im sztuczne tęczówki

- przyznaje Angelina Whalley, żona Gunthera von Hagensa. On sam z powodów zdrowotnych nie mógł przyjechać do Łodzi.

Znakiem rozpoznawczym wystawy są naturalne pozy z codziennego życia, w których ustawione są preparaty. Wymyśla je osobiście von Hagens. Na łódzkiej wystawie ciała grają w koszykówkę, myślą nad szachownicą i skaczą na nartach.

- Pozwala to zmniejszyć przepaść między żywymi i zmarłymi - podkreśla Whally. Jak wyjaśnia, ciała i narządy są przygotowane tak, by były estetyczne. Wystawa jest tak zrobiona, by nie powodować obrzydzenia.

Wystawa ma pełnić głównie funkcję edukacyjną. Dlatego oprócz ciał grających w szachy czy skaczących na nartach zwiedzający mogą zobaczyć też fazy rozwoju ludzkiego płodu, czarne płuca palacza czy chore aorty. Można też zmierzyć sobie ciśnienie, obejrzeć prezentację o zatkanych aortach czy sterować swoim własnym modelem anatomicznym na multimedialnej prezentacji.

To ponoć działa. Według badań prowadzonych przez organizatorów wystawy duży procent zwiedzających zmienia swoje życie na zdrowsze. Po sześciu miesiącach 9 proc. zwiedzających rzuciło palenie, 33 proc. zmieniło swoje nawyki żywieniowe na lepsze, a 25 proc. zaczęło więcej ćwiczyć.

- Jestem lekarzem z krwi i kości. Możliwość prewencji na taką skalę bardzo mnie cieszy

- mówi Whally. - Na co dzień laicy nie mają szans by zobaczyć, jak wygląda ludzkie ciało: jakie jest skomplikowane i jak łatwo może zachorować - podkreśla.

Wystawa jest jedną z bardziej znanych na świecie. Odwiedziły ją 43 mln osób. Na wystawie jedną ze swoich przygód przeżył w filmie „Casino Royale” sam James Bond.

Działalność von Hagensa i pokazywanie na wystawach prawdziwych ludzkich ciał budzi jednak od lat kontrowersje. W 2005 r. doktor chciał otworzyć zakład plastynacji w polskiej Sieniawie Żarskiej. Jednak po protestach mieszkańców zrezygnował z planów i zainwestował w leżącym już za niemiecką granicą Guben. Natomiast z działającym od dwóch lat w Berlinie Menschen Museum walczą władze miasta. Także sądowo. A w lutym podczas wystawy „The Body Worlds” w Katowicach zaprotestował tamtejszy Klub Inteligencji Katolickiej. W oświadczeniu napisał, że jest ona „niestosowna, nieetyczna i nie powinna mieć miejsca”.

Jednak organizatorzy zapewniają, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Program opiera się na darczyńcach, którzy w testamencie zapisują von Hagensowi swoje ciała. Mogą one trafić na preparaty, na wystawę lub do celów naukowych do instytutów medycznych.

- Nie sprzedajemy preparatów osobom prywatnym. Nie wiadomo by było w czyje ręce po latach trafią. Nie moglibyśmy zapewnić im stosownego traktowania - mówi Whally.

W bazie zespołu von Hagensa jest około 16 tys. potencjalnych dawców. Około 10 proc. z nich napisało, jaką pozę chciałoby po spreparowaniu przyjąć.

- Staramy się spełnić te życzenia. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Dużo zależy od stanu ciał, przebytych chorób - mówi Whally.

Jedną z 10 osób z Polski, które zdecydowały się podarować swoje ciało po śmierci, jest pan Zbigniew Muszyński z Żar. Z wykształcenia jest technikiem sekcji zwłok i... ratownikiem medycznym. Gunthera von Hagensa poznał, gdy ten próbował otworzyć w Polsce swój zakład. Z czasem nawiązał z nim współpracę i postanowił przekazać ciało. Jak przyznaje Muszyński, jego żona na początku miała obiekcje, ale dała się przekonać.

- Cmentarz to tylko symbol. A jeśli moje ciało może dodać chociaż promil do nauki, to będę szczęśliwy

- mówi darczyńca.

W Łodzi przeciwko wystawie na razie nikt nie protestował. Można ją oglądać od dziś do 2 lipca w centrum handlowym Port Łódź (ul. Pabianicka 245). Bilet normalny w dni robocze kosztuje 50 zł, w weekendy 60 zł. Zdaniem organizatorów wystawa przeznaczona jest dla osób w każdym wieku, także dla dzieci. Bilet rodzinny kosztuje 125 zł.

Wszystko na widoku

Proces plastynacji można oglądać podczas wycieczki do Plastinarium w Guben. Zwiedzający mogą obejrzeć wystawę o kolejnych etapach oraz podpatrzeć pracowników tworzących preparaty.

Przekazać ciało do plastynacji można, wypełniając formularz i wyrażając dobrowolną zgodę. Ciało nie musi być kompletne: można wcześniej zostać dawcą organów.

Matylda Witkowska

Od kilkunastu lat jestem dziennikarką Dziennika Łódzkiego. W pracy zajmuję się tak ważnymi dziś sprawami zdrowia i medycyny oraz ochroną środowiska. Ale w mojej działce jest też rekreacja oraz duma i serce Łodzi czyli ulica Piotrkowska. Prywatnie jestem urodzonym mieszczuchem. Cieszy mnie moda na miasta zielone i dobre do życia, wolę jeździć rowerem niż autem. Fascynuje mnie to, co niezwykłe. Ktoś widział w Łodzi ufo? Chętnie tam podjadę.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.