Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

CIA, Contras i „Freeway” Rick. Tajemnice wokół epidemii cracku w USA

Czytaj dalej
Fot. Materiały prasowe
Wojciech Rodak

CIA, Contras i „Freeway” Rick. Tajemnice wokół epidemii cracku w USA

Wojciech Rodak

W latach 80. ubiegłego wieku Ricky „Freeway” Ross zbudował w USA potężne imperium narkotykowe. Na handlu kokainą zarobił setki milionów dolarów. Czy ułatwiła mu to CIA?

Pasta basica de cocaina”, „base” lub „basuco”. Tak nazywał się narkotyk, którego konsumpcja w latach siedemdziesiątych stała się zauważalnym problemem społecznym w Ekwadorze, Kolumbii, Boliwii i Peru. Powstawał jako produkt przejściowy w procesie przygotowywania kokainy w postaci proszku. Była to lepka szara maź. Suszono ją, kruszono i dodawano do papierosów. Palenie takiego skręta dawało mocne doznania już po pierwszym machu. Momentalnie powodowało „orgazm całego ciała” i trwającą kilka minut nirwanę. Narkomani sięgający po „basuco” preferowali go nad kokainowy proszek, przede wszystkim dlatego, że działał szybciej (wchłaniany w płucach) i mocniej (zawierał kokainę w co najmniej czterokrotnie większym stężeniu). No i był dużo tańszy. Miał jeszcze jedną istotną właściwość - silnie uzależniał. Pastoleros, jak nazywano użytkowników „base”, nie mogli myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, kiedy znów zajarają. Skupiali całe swoje życie na zdobywaniu kolejnych działek. Jak kończyły im się pieniądze, to nie wahali się kraść i prostytuować. Nałóg momentalnie potrafił zrobić z uporządkowanego studenta medycyny cuchnącego zombie w łachmanach z zaburzeniami osobowości. Wyciągnięcie takiego osobnika z głębokiego uzależnienia było niezwykle trudne. W najgorszych przypadkach pomóc mogła jedynie częściowa lobotomia (praktykowano takie zabiegi np. w Peru).

Od końca lat siedemdziesiątych narkotyk zaczął być coraz bardziej popularny w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ w tym kraju, jak wiadomo, nie rośnie koka, substancję podobną do „base” preparowano z kokainy w proszku, sody, wody (cały proces chemiczny jest drobiazgowo opisany w sieci, nawet na Wikipedii). Powstały narkotyk był biały i miał najczęściej strukturę podobną do wosku świecy. Nazywano go crackiem. Początkowo, z racji wysokich cen kokainy, mogli sobie pozwolić na niego tylko najbogatsi. Palili go krezusi show-biznesu, sportowcy, a nawet politycy. To się jednak momentalnie zmieniło. Na amerykańskie ulice nagle zaczęły trafiać tony „białego proszku”. W rezultacie kokaina błyskawicznie staniała, crack stał się jednym z najpopularniejszych narkotyków. W 1985 r. liczbę uzależnionych od niego Amerykanów szacowano na ok. 5,8 mln. Media w alarmistycznym tonie pisały o „epidemii cracku” i jej strasznych skutkach społecznych: powstaniu armii zupełnie zdegenerowanych narkomanów, dzieciach sprzedających swoje ciało za parę machów, lawinowo wzrastającej liczbie morderstw powiązanej z rozwojem gangów w kolorowych dzielnicach wielkich miast. Za ten tragiczny w konsekwencjach boom współodpowiadał pewien rzutki afroamerykański diler, nikaraguańscy prawicowi partyzanci, a może i nawet CIA. Naszą opowieść zacznijmy od tego pierwszego.

„Freeway” Rick

Ricky Donnell Ross urodził się 26 stycznia 1960 r. w miasteczku Troup we wschodnim Teksasie. Jego rodzice rozstali się, gdy miał trzy lata. Wówczas matka, w poszukiwaniu lepszych perspektyw zarobkowych, wyprowadziła się z nim i jego starszym bratem do Los Angeles. Tutaj zamieszkali w samym sercu południowo-środkowej dzielnicy miasta, dokładnie nieopodal skrzyżowania Manchester Avenue z autostradą stanową nr 110. Z tego powodu Ricky’ego ochrzczono później ksywką „Freeway” (ang. autostrada).

Kadr z filmu „Boyz ‘n the Hood” („Chłopaki z sąsiedztwa”), który opowiada o wojnie gangów w Los Angeles, która przybrała na sile w latach 80. XX w.
Patrick Bastien Photography - Personal Photographer/Domena publiczna "Freeway" Rick Ross

Dzielnicę zamieszkiwali głównie ubodzy Afroamerykanie i Latynosi. Wielu nastolatków, łasych na szybkie pieniądze, pchało się w szeregi rodzących się wielkich gangów - Bloods i Crips. Póki co młody Ricky, chowany pod czujnym okiem surowej matki, trzymał się od nich z dala. Jego pasją był tenis. Codziennie po lekcjach chodził na korty trenować. Dawał z siebie wszystko. W grze imponował zwinnością i szybkością. Stał się jednym z najlepszych młodych graczy w LA. Już widział siebie ze sportowym stypendium na jednym z dużych uniwersytetów. W maturalnej klasie wydawało mu się, że od realizacji tego marzenia dzieli go niewielki krok. Zaczęła się nim interesować uczelnia Long Beach State. Zaproszono go na korty tamtejszej drużyny, by zobaczyć, co potrafi. Sportowo się sprawdził. Potem pod lupę wzięto jego wyniki w nauce. Wtedy 18-letni Ricky poległ na całej linii. Wyszło na jaw, że nie potrafi ani pisać, ani czytać. Młodzieniec naiwnie myślał, że skoro nauczyciele przepuszczali go z klasy do klasy przez całe życie, to na wyższej uczelni też przymkną oko na jego analfabetyzm. Oczywiście jego kandydaturę z miejsca odrzucono. Nie było też mowy, by otrzymał świadectwo ukończenia szkoły średniej.

W 1979 r. marzenia Ricka legły w gruzach. Sfrustrowany imał się różnych zajęć. By zarobić, zaczął kraść samochody. Czasem zajmował się także ich naprawą (była to jego największa pasja, zaraz po tenisie). Jednocześnie, o ironio, uczęszczał na kurs introligatorski. Tam zaprzyjaźnił się z jednym z nauczycieli, panem Fisherem. Stary kawaler imponował mu drogą biżuterią i posiadaniem nowiutkiego cadillaca. W toku jednej z rozmów zdradził Rossowi, że dorabiał sobie, handlując kokainą. „Freeway” też chciał wreszcie dobrze zarobić - było mu obojętne, czy legalne, czy nie. Więc wszedł z ten interes. Wciągnął do współpracy swojego kumpla z podwórka, Oliego „Big Loca” Newela, który miał już za sobą odsiadkę. Razem ukradli fantazyjne koła od jakiegoś samochodu, potem sprzedali je za 250 dol. Za całą gotówkę kupili u pana Fischera pierwsze działki kokainy. Towar rozszedł się błyskawicznie. Teraz mieli w rękach pokaźną sumkę - 600 dol. Obaj uznali, że to jest to. Zaczęli dilować na całego, reinwestując większą część zysku.

„Na początku powiedzieliśmy sobie, że rzucimy to, jak zarobimy po 5 tys. dol. - opowiadał po latach Ross. - Potem stwierdziliśmy, że skoro tak szybko to idzie, to dociągnijmy do tych 20 tys. Wreszcie uznaliśmy, że rzucimy to, gdy tylko zarobimy na dom…”

Interes szedł im dobrze.

Dalej dowiesz się:

- Jaki był sekret sukcesu "Freeway" Ricka

- Kim byli Nikaraguańczycy, którzy weszli w narko-biznes w USA

- Jak CIA mogła przyczynić się do wybuchu epidemii cracku

Pozostało jeszcze 64% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.