Chaos w łódzkiej drogówce

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Jarosław Kosmatka

Chaos w łódzkiej drogówce

Jarosław Kosmatka

Zmiany w organizacji pracy w policji drogowej spowodowały chaos. Narzekają policjanci i kierowcy. Patroli miało być więcej, jest mniej. Na spisanie protokołu z wypadku trzeba czekać nawet 8 godzin.

Skrócenie z 12 do 8 godzin dyżurów w policyjnej drogówce miało usprawnić pracę, sprawić, że patroli będzie więcej a obsługa kierowców, którzy mieli wypadek - szybsza. Zmiany weszły w życie w maju, ale zamiast poprawy zapanował chaos. Patroli na łódzkich ulicach jest mniej, a na przybycie mundurowych do wypadku trzeba czekać kilka godzin.

8 godzin - nawet tyle trzeba czekać na przyjazd radiowozu drogówki na miejsce wypadku w Łodzi

Przykłady? Oto one. W czerwcu rozbitego samochodu, którym pijani rodzice wieźli dziecko, musieli pilnować pracownicy MPK Łódź, bo policyjni wywiadowcy pojechali szukać kierowcy, a wolnego patrolu drogówki po prostu nie było...

W minionym tygodniu na al. Jana Pawła II „kryminalni” pilnowali od godz. 3 do godz. 6 rano miejsca wypadku, bo policjanci z drogówki, którzy przyszli na noc do pracy (na godz. 23) musieli zająć się... wypadkami z dnia poprzedniego. A do obsługi mieli jeszcze dwa zdarzenia, które miały miejsce przed godz. 16.

Kierowca skody, w którą wjechał skuterzysta, na drogówkę musiał czekać ponad 8 godzin. Do wypadku doszło po godz. 21. Funkcjonariusze z drogówki przyjechali spisać protokół dopiero przed godz. 6 rano. Ponad osiem godzin miejsca wypadku pilnowali inni policjanci. W tym czasie po łódzkich ulicach nie jeździł żaden radiowóz drogówki. Nie było nawet jednego patrolu, który mógłby zająć się zatrzymywaniem piratów drogowych w mieście.

Co o tym wszystkim myślą policjanci? - Regularnie robimy nadgodziny. Sporadycznie udaje się służbę zakończyć po ośmiu godzinach dyżuru. Wystarczy, że w ostatnich dwóch godzinach pracy będzie jakiś poważniejszy wypadek i już wiemy, że nie wyjdziemy o czasie - mówi nam jeden z łódzkich funkcjonariuszy.

Policjanci muszą zostać wtedy po godzinach. A to z kolei zakłóca harmonogram pracy innych policjantów.

- Mówienie, że to dla bezpieczeństwa mieszkańców, jest hipokryzją. Taki jest chaos - dodaje anonimowo jedna z policjantek.

Polecenie skrócenia dyżurów przyszło z Warszawy.

- System 8-godzinny dla ogniw obsługi zdarzeń drogowych został wprowadzony we wszystkich komendach garnizonu łódzkiego w maju tego roku. Przez najbliższy miesiąc będzie analizowany - mówił w maju kom. Adam Kolasa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Bardzo szybko okazało się, że problemy są olbrzymie. Policjanci narzekają na ciągłe zmiany grafików służbowych, regularne nadgodziny oraz... patrole piesze.

- Proszę sobie wyobrazić, że dzień w dzień na ulice przede wszystkim Łodzi wychodzą piesze patrole drogówki. Oczywiście muszą robić wyniki, czyli karać mandatami kierowców - mówi nam jeden z policjantów.

- Jak kierowca zlekceważy naszą próbę zatrzymania, możemy go gonić, co najwyższej pieszo - dodaje drugi.

Dlaczego radiowozów brakuje? Przyczyn jest kilka. Przede wszystkim sprzęt się psuje. Radiowozy drogówki są dość mocno eksploatowane i często muszą być serwisowane. Jednak najważniejszy powód to taki, że liczba radiowozów była przeliczana na ilość patroli w systemie 12-godzinnym. Po zmianie na system 8-godzinny, liczba potrzebnych radiowozów zwiększyła się o 50 proc. Efekt? Piesze patrole w drogówce.

Choć piesze patrole sobie doskonale poradzą z pieszymi i rowerzystami, to ciężko zakładać, że zatrzymają pijanego kierowcę, który nie zatrzyma się do kontroli drogowej. Tutaj już nie chodzi o czas oczekiwania, a o życie ludzi.

Jarosław Kosmatka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.