Bale sylwestrowe i karnawał w dawnej Łodzi. Nawet, gdy panował kryzys to łodzianie witali hucznie Nowy Rok

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska

Bale sylwestrowe i karnawał w dawnej Łodzi. Nawet, gdy panował kryzys to łodzianie witali hucznie Nowy Rok

Anna Gronczewska

Jak przed laty łodzianie witali Nowy Rok? Lubili bawić się na balach, zabawach w restauracjach. W sylwestra mogli dorobić sobie liczni bezrobotni

Nowy Rok łodzianie starali się witać hucznie, nawet gdy panował kryzys gospodarczy i brakowało pieniędzy.

- Wszystkie miejsca rozrywkowe, Teatr Miejski, kina, restauracje i dancingi, nie mówiąc już o maskaradach były po brzegi wypełnione publicznością, żądną wrażeń i zabawy! - tak relacjonowała łódzka prasa jednego z sylwestrów pod koniec lat dwudziestych XX wieku. - Najokazalej wypadła maskarada straży ogniowej w Filharmonii Łódzkiej.

Dziennikarze zauważali też, że hasłem tamtego sylwestra było: zastaw się, a postaw się, bo łodzianie szastali pieniędzmi na lewo i prawo.

- Korki od szampana strzelały raz po raz, mieszając się z brzękiem szkła i krzykami podchmielonych gości - tak relacjonowano zabawę sylwestrową w Filharmonii Łódzkiej. - Orkiestra grała zapamiętale, choć ręce muzyków mdlały ze zmęczenia, a pot kroplisty rosił czoło. Trzeba było jednak grać dalej, tłum prosił... Kilkanaście zwartych ze sobą ciał tańczyło do upadłego zapominając o całym świecie. Z perlącym się kieliszkiem szampana w ręku i uroczą maseczką u boku witano Nowy Rok. Drżącymi rękoma wyciągano z portfelów pomięte banknoty i rzucano je z pogardliwym uśmiechem zgiętemu w ukłonie kelnerowi... Za ostatnie, ciężko zarobione pieniądze stalowano wino, by się nim odurzyć, wyzbyć się resztek tlącej się w mózgu przytomności, by bawić się i szaleć... Niejeden wydał w ciągu godziny cały swój miesięczny zarobek, nie bacząc na to, że znajdzie się potem w poważnej opresji.

W latach dziewięćdziesiątych łodzianie witali Nowy Rok m.in. na Placu Dąbrowskiego
archiwum MMŁ Sylwestrowy bal na przełomie lat 20-tych i 30-tych

Choć nie wszyscy tego dnia byli w dobrym humorze. Jak choćby państwo Lintzel, mieszkańcy jednej z kamienic przy ul. Wschodniej. Poszli na zabawę sylwestrową do znajomych. A w ich mieszkaniu pojawili się nieproszeni goście. Do środka dostali się przez otwór wywiercony w suficie. Spakowali wszystkie cenne przedmioty i już mieli opuścić mieszkanie, gdy zobaczyli stojące w szafie butelki z wódką. Znaleźli też chleb, wędliny... Postanowili więc urządzić sobie sylwestrową biesiadę... Gdy Lintzelowie wrócili do domu zobaczyli puste butelki, kieliszki i brak kilku cennych drobiazgów. Straty ocenili na 1500 złotych.

Ubolewano, że ostatni dzień 1926 roku przyniósł niemiłą niespodziankę. Zdrożał alkohol.

- Ale mimo tego Łódź nie straciła humoru w sylwestrową noc! - zapewniano w „Expresie Wieczornym Ilustrowanym”.- Miejsc rozrywkowych mamy aż nadto. W każdym nocnym lokalu, w każdej restauracji przygotowują odpowiedni program, niespodzianki i atrakcje, by zadowolić wybredną i rozkapryszoną publiczność łódzką.

Jednocześnie władze miasta zapowiadały, że zrobią wszystko, by rok 1927 był lepszy niż mijający 1926. Najważniejsza sprawą miała być budowa kanalizacji w Łodzi.

- W minionym roku wykonano plan i zbudowano 9.600 metrów kanałów - twierdził Wacław Wojewódzki, wiceprezydent Łodzi. - Wydano na to 4.300.300 złotych. W 1927 roku prace potoczą się według dwóch projektów. Jeden przewiduje przeciągnięcie kanałów do rzeki Ner, a drugi zbudowanie stacji oczyszczalników i zamknięcie całego cyklu robót przez zbudowanie wodociągów. Gdyby tak się stało to można by łączyć domy kanałami.

Władze obiecały również, że zostanie przeprowadzona przynajmniej częściowa elektryfikacja miasta na przestrzeni pięciu kilometrów, od ul. Piotrkowskiej, Andrzeja do Dworca Kaliskiego. Miano też kontynuować prace przy brukowaniu łódzkich ulic.

- Zakończymy budowę gmachu szkolnego przy ul. Podmiejskiej, a w planie są kolejne cztery nowe szkoły - zapewniał wiceprezydent Łodzi. - Wykończone zostaną cztery domy, które znajdują się już pod dachem. Zbudowany zostanie barak dla bezrobotnych przy ul. Napiórkowskiego. Będzie przeznaczony dla 60 rodzin. 12 mieszkań będzie się składać z dwóch pokoi i kuchni. Powstanie też pomnik Tadeusza Kościuszki. Zaprezentujemy plan rozbudowy miasta, którzy przygotował pan prof. Michalski z Politechniki Warszawskiej.

W latach dziewięćdziesiątych łodzianie witali Nowy Rok m.in. na Placu Dąbrowskiego
archiwum MMŁ Tak kiedyś wyglądały sylwestrowe kreacje

Chwalono się, że na ul. Sienkiewicza oddany zostanie do użytku piąty już dom wychowawczy dla młodzieży, a także tania kuchnia dla inteligencji, która mogła wydawać do trzech tysięcy obiadów. Zapowiadano uruchomienie trzech nowych linii tramwajowych. Tramwaj numer 12 miał jeździć przez ul. Kilińskiego, od ul. Głównej do Przejazdu, nr 13 - od ul. Piotrkowskiej przez Przejazd do Przędzalnianej, a 14 - od ul. Piotrkowskiej, przez ul. Zieloną do ul. Leszno (dzisiejsza ul. Żeligowskiego)

- Jednak najbardziej palącą sprawą jest budowa wiaduktu Wysoka-Tramwajowa co również w nowym roku będzie zrobione - zapewniał Wacław Wojewódzki, wiceprezydent miasta.

Rok 1929 wielu łodzian pożegnało w Teatrze Kameralnym, gdzie jego dyrektor Arnold Szyfman w sylwestrowy wieczór wystawił „Dobrą wróżkę” Franciszka Molnara. Główną rolę zagrała Stefania Jarkowska, którą nazwano ulubienicą Łodzi.

- Po dłużnej nieobecności przypomniała się licznym swoim wielbicielom - pisały gazety. - Dała nam dowód, że jej wielki talent rozwija się znakomicie.

Łodzianie starannie przygotowywali się do powitania 1930 roku.

- Rok 1929 za kilka godzin będzie nieboszczykiem, więc nie mówmy już o nim - pisał jeden z łódzkich przedwojennych dziennikarzy. - Bawmy się! Mniejsza o protesty, weksle, plajty, troski, zmartwienia, brak gotówki! Bawmy się! Niechaj kupcy zapomną na chwile o upadłościach i nadzorach, właściciele sklepów o braku klientów, krawcy i szewcy o ciężkich czasach. Bawmy się!

Bawiono się w różnych miejscach. Najlepiej miał wypaść sylwester w Teatrze Miejskim. Pokazano w nim „Wesołka sylwestrowego”. Zaprezentowano dwa spektakle i wszystkie miejsca zostały wyprzedane.

- Część zaszczytu spada na świetnie dobrany program- chwaliły sylwestrowe przedstawienie w Teatrze Miejskim łódzkie gazety. - Wyróżniały się w nim skecze i aktualno-łódzkie numery solowe. Główne pochwały należą się jednak artystom, którzy werwą i humorem zdołali rozśmieszyć aż do łez swoimi kawałami przepełnioną widownię. Prym dzierżył Michał Znicz.

W latach dziewięćdziesiątych łodzianie witali Nowy Rok m.in. na Placu Dąbrowskiego
archiwum MMŁ Lata trzydzieste XX wieku. Jedna z łódzkich restauracji zapełniła się gośćmi

Chwalono również maskaradę sylwestrową w Filharmonii Łódzkiej, którą urządzono staraniem towarzystwa „Niedola dziecięca”. Bawiono się też w „Malinowej”, gdzie tańczono do upadłego czy w „Tivoli”.

- Gdziekolwiek jednak się bawiono to Nowy Rok witano z kielichem w dłoni - zauważała łódzka prasa. - Nad ranem cała Łódź urządziła sobie gremialne randez vous w „Grand Cafe”, gdzie nastąpiły ostatnie podrygi sylwestrowego szału...

Narzekano jednak, że nowy 1930 rok nie witano tak hucznie jak zwykle. Powodem był oczywiście kryzys.

- Na niejednym stoliku zamiast szampana stało zwykłe „Ostromencko” lub szklanka herbaty - zauważali dziennikarze. - Najhuczniej bawiono się w „Malinowej”. Także organizatorzy maskarady w Filharmonii nie mogli narzekać na brak chętnych.

Koniec roku 1928 roku upłynął pod znakiem szalejącej w Łodzi epidemii grypy. Podawano, że dziennie na grypę zapadało około pół tysiąca łodzian.

- Szpitale są przepełnione najcięższymi przypadkami grypy - pisano w sylwestrowym wydaniu „Expressu Wieczornego Ilustrowanego”. - W aptekach trudno nadążyć z przygotowywaniem leków. Ponieważ wiele osób stosuje środki przeciwchorobowe samodzielnie, bez porady lekarza, zbyt aspiryny i innych środków napotnych służących normalnie przeciwko grypie, jeszcze nigdy w Łodzi nie był tak duży. Jest to już epidemia w ogromnych rozmiarach. Przyczyniły się do tego zmieniające się pogody. Niemal co kilka godzin. Przymrozek ranny ustępuje w południe i wieczorem pada już ciepły deszczyk lub mokry śnieg tworzący istną chlapaninę na ulicach. W nocy znów bierze przymrozek.

Gazeta podawała też opinię jednego z łódzkich lekarzy, który mówił, że łodzianie lekceważą istotę grypy.

- Grypa jest chorobą szalenie infekcyjną - ostrzegał lekarz. - I udziela się otoczeniu z łatwością. Nie przestrzeganie ostrożności powoduje, iż w razie zachorowania jednego członka rodziny łatwo ulegają infekcji inni członkowie. O rozmiarach infekcji świadczy to, że na grypę zapadają całe rodziny.

Kilka lat później, w 1935 roku, także sprawy zdrowotne zdominowały sylwestrowe zabawy. W Łodzi stwierdzono bowiem przypadek tyfusu plamistego. Na tyfus zachorowała mieszkanka ul. Lutomierskiej, matka trójka dzieci, które uczyły się w szkołach powszechnych. Kobietę zawieziono do szpitala.

- Natomiast mieszkańcy jej kamienicy zostali poddani kąpieli i odwszeniu - informował „Express Wieczorny Ilustrowany”. - Dom ten dalej jest pod obserwacją jak również szkoły, do których uczęszczają dzieci.

Innym problemem zdrowotnym, który gnębił łodzian była gruźlica. Alarmowano, że co roku w całym kraju na tę chorobę umierało 80 tysięcy Polaków.

W 1930 roku łodzianie bardzo chętnie kupowali kalendarze na 1931 rok. Można je było kupić na ulicznych straganach. Sprzedawcy kalendarzy zaglądali również do mieszkań.

- Najmodniejszy kalendarz na cały rok z dowcipami i przepisami kucharskimi, codziennie świeży obiad, jedynie za 30 groszy! - tak reklamowali kalendarze ich sprzedawcy.

Grudzień 1930 roku był mroźny, spadło jednak niezbyt dużo śniegu. Ale kilku łódzkich dorożkarzy postanowiło zamienić dorożki na sanie.

- Był to jednak godny pożałowania widok, gdy chude szkapiny ciągnęły sanie, z trudem przeskakując przez wyłomy w jezdni, gdyż o „śnieżycy” nie mogło być mowy - pisano w łódzkich gazetach. - Dozorcy jakby na złość wzięli się do uprzątania śniegu i już po kwadransie nie było śladu po zimie na ulicach Łodzi.

1 stycznia 1930 roku sensację wzbudziło urodzenie się na Bałutach dziecka o dwóch głowach. Przyszło na świat w domu przy ul. Wolborskiej. Mieszkał tam Josek Aleksandrowicz z żoną Frajdą i pięciorgiem dzieci. I właśnie 38-letnia Frajda urodziła chłopca, który miał dwie głowy. Chłopca nie udało się uratować, ale ten poród wzbudził wielkie zainteresowanie nie tylko prasy, a również świata medycznego.

Niekiedy wspominano dawne czasy, a więc na przykład sylwester z 1830 roku, gdy dopiero rodziła się przemysłowa Łódź. Produkcja bawełny wzrosła wtedy z 48 tysięcy do 600 tysięcy łokci. Przy kołowrotku czy krośnie stało wówczas około 700 łodzian. Miasto się rozrastało, choć jeszcze w 1850 roku było w nim tylko trzech lekarzy, dwie apteki i jeden szpital na 50 łóżek. Miasto posiadało jedną szkolę powiatową, w której siedmiu nauczycieli uczyło 100 uczniów. Działało też siedem szkół ludowych. W mieście była tylko jedna cukiernia i siedem wyszynków. A największą atrakcją dla łodzian były zabawy strzeleckie i sylwestrowe, na które z wielką niecierpliwością czekano cały rok.

W latach dziewięćdziesiątych łodzianie witali Nowy Rok m.in. na Placu Dąbrowskiego
archiwum MMŁ Sylwestrowa zabawa w latach sześćdziesiątych XX wieku

Rok 1932 kończył się między innymi informacją o otwarciu najtańszej restauracji w Łodzi. W lokalu dawnej „Teatralnej” przy ul. Narutowicza 18 otwarto „Americanę”. Nowa restauracja zapraszała na zabawę sylwestrową z dancingiem i kabaretem. A wszystko za 3,5 złotych. Nie była to wygórowana cena, choćby dlatego że kolacja składała się z pięciu dań. O 1 stycznia 1933 roku restauracja miała już funkcjonować normalnie. Zapraszała na śniadanie za 45 groszy czy obiad za 60 groszy.

- Obiad składa się z trzech dań, a w trakcie jego konsumpcji gra orkiestra! - reklamowała się „Americana”.

Ale życzenia jakie składali sobie łodzianie witając 1933 rok nie były wyszukane. Jak twierdził „Express Wieczorny Ilustrowany” życzono sobie przede wszystkim chleba i pracy.

- Aby zniknęła panosząca się wszędzie nędza, nie było głodnych na świecie, aby sczezła nieszczęsna plaga bezrobocia, aby w żadnym domu nie zabrakło chleba powszedniego - takie życzenia składali dziennikarze tej gazety. Jednocześnie zauważali, że idzie ku lepszym czasom...

Te jednak jakoś nie nachodziły, bo 1 stycznia 1935 tytuł jednej z łódzkich gazet brzmiał: Łódź powoli przyzwyczaja się do złych czasów. Ale czy były to złe czasy?

Z radością informowano, że karnawał potrwa aż do 6 marca 1935 roku. W czasie sylwestrowej nocy łodzianie bawili się na ponad pięćdziesięciu dużych zabawach organizowanych w różnych lokalach i teatrach.

Przypominano też, że przy okazji zabaw karnawałowych nie można urządzać różnych loterii i gier fantowych bez zezwolenia dyrekcji Loterii Państwowej. Ostrzegano, że na balach karnawałowych pojawią się kontrolerzy, którzy będą sprawdzać odpowiednie zezwolenia.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.