Apka mówi, kiedy ćwiczyć, a kiedy odpoczywać, kiedy iść do lekarza, kiedy zajść w ciążę

Czytaj dalej
Grażyna Tomala-Tylman

Apka mówi, kiedy ćwiczyć, a kiedy odpoczywać, kiedy iść do lekarza, kiedy zajść w ciążę

Grażyna Tomala-Tylman

Ile aplikacji mają Państwo w telefonie? A na innych przenośnych urządzeniach? Jedną, dwie, trzy... kilkadziesiąt. Rzeczywiście zanim nie policzyłam, nie miałam świadomości, że aż tak dużo.

Apka mówi, kiedy ćwiczyć, a kiedy odpoczywać, kiedy iść do lekarza, kiedy zajść w ciążę

Łatwo je ściągamy, bo oferują gotowe rozwiązania, które tak bardzo ułatwiają życie. Odwalają za nas kawał roboty, pomagają kontrolować i planować w najdrobniejszym szczególe życie - od liczenia kroków, kalorii, po mierzenie czystości powietrza, ilości promili, białka czy węglowodanów. Apka mówi, kiedy ćwiczyć, a kiedy odpoczywać, kiedy iść do lekarza, kiedy zajść w ciążę. Bez niej niemożliwy jest już prawie kontakt ze szkołą dziecka i kontrola oszczędności. Po prostu bez apek żyć się nie da się, z czego naśmiewa się nawet świetnie zarabiająca na ich sprzedaży firma Apple, kreśląc w krótkim filmiku „Apokalipsa XXI wieku” (warto zobaczyć!) katastroficzną wizję świata, w którym ktoś nagle odłączył nas od internetu. Filmik powstał dwa lata temu, od tego czasu sprzedaż aplikacji wzrosła niemal dwukrotnie. Tylko w ubiegłym roku pobraliśmy 194 miliardy aplikacji. Robimy to chętnie i bez większego namysłu, bo można je ściągnąć szybko i za darmo lub prawie darmo. No właśnie i tu zaczynają się schody, a „prawie” robi dużą różnicę. W rzeczywistości bowiem każda ściągnięta aplikacja ma swoją cenę - tą ceną jest dostęp do naszych poufnych spraw.

W ostatnie wakacje szczyty popularności osiągnęła aplikacja FaceApp, która potrafi postarzać lub odmładzać rysy twarzy, a nawet zmieniać płeć. Dzięki sprawnej akcji marketingowej zdjęcia twarzy staruszków zaczęły zalewać media społecznościowe. Zabawa #AgeChallenge trwała w najlepsze, angażując coraz więcej publicznych osób, FaceApp tylko w sklepie Google Play pobrano ponad 100 milionów razy. W pewnym momencie ktoś się zorientował, że apka powstała w Rosji i może nie być tak niewinną zabawą, jak się wszystkim wydawała. Głos w sprawie zabrało nawet Ministerstwo Cyfryzacji, a Marek Kawecki, dyrektor departamentu zarządzania danymi w tym resorcie napisał na Twitterze: „Czy naprawdę wiedza o tym, jak będziemy wyglądać za 50 lat, jest tak cenna, by sprzedawać za nią zasoby do wszystkich naszych danych w telefonie!? I jeszcze do Rosji... Nie nauczyliśmy się doświadczeniem ostatnich wycieków danych z Facebooka. Nie nauczyliśmy się też doświadczeniem afery Cambridge Analytica!”.

Konia z rzędem temu, kto dokładnie wczytał się w regulamin zanim pobrał FaceApp na telefon. Większość odruchowo go zaakceptowała i... wyraziła zgodę nie tylko na przekazanie swoich zdjęć producentom aplikacji, ale także na przekazanie uprawnienia do dostępu i modyfikacji danych na karcie, co pozwala już twórcom FaceApp kontrolować to, do kogo i kiedy dzwonimy, na jakie strony wchodzimy, jakiej muzyki słuchamy, na co wydajemy pieniądze, gdzie przebywamy... Kto korzystający z tej apki wie, że udostępnił swój wizerunek nie tylko twórcom aplikacji, ale też firmom trzecim, którym dane te może udostępnić twórca FaceApp, a dodatkowo nie będzie mógł się ubiegać o usunięcie swoich zdjęć wykorzystanych przez FaceApp?

Tak, Marek Kawecki miał rację, niczego nie nauczyła nas afera Cambridge Analytica, w której w nielegalny sposób wykorzystano dane 87 mln użytkowników Facebooka m.in. w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. I choć Federalna Komsja Handlu USA nałożyła na firmę Marka Zuckerberga karę w wysokości 5 mld dolarów, a twórcy Facebooka sami z siebie usunęli „dziesiątki tysięcy” aplikacji nadużywających uprawnień dostępowych do danych użytkowników ich serwisu, przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, jakby cała sprawa nas nie dotyczyła.

A dotyczy, bo nie jesteśmy w sieci anonimowi, zostawiamy cyfrowe ślady, o które zabiegają giganci internetowi, branża handlowa, partie polityczne, a także twórcy fake newsów. Dostęp do naszych danych, wizerunku, głosu i preferencji jest cennym surowcem. Dzięki niemu można stworzyć reklamę dowolnego produktu uszytego nie tylko na miarę naszych potrzeb, ale także marzeń. I na wolną wolę zostaje w takim świecie coraz mniej miejsca...

Grażyna Tomala-Tylman

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.