Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Agata Duda nie lubi być pierwszą damą?

Czytaj dalej
Fot. Piotr Smoliński
Agaton Koziński

Agata Duda nie lubi być pierwszą damą?

Agaton Koziński

Z jednej strony te krótkie chwile, gdy Agata Duda obecna jest publicznie, pokazują nam kobietę o dużych możliwościach i talentach. Z drugiej - te długie momenty milczenia sprawiają, że właściwie na pewien czas wszyscy o niej zapominają.

"Macie konstytucyjny obowiązek być idealnymi” - taki cytat z jednego z listów do Białego Domu z lat 70. XX wieku znalazł się w książce „Pierwsze kobiety. Wdzięk i siła amerykańskich współczesnych pierwszych dam”. Autorka Kate Andersen Brower zwraca uwagę na paradoks związany z żonami amerykańskich prezydentów: z jednej strony nie mają one zdefiniowanych właściwie żadnych zadań, z drugiej oczekiwania wobec nich są ogromne, tak jakby zapisano je w konstytucji. Jak tę rolę określiła Lady Bird Johnson (żona prezydenta Lyndona Johnsona): „pierwsza dama musi być jednocześnie showmanem i sprzedawcą, modnisią i tablicą reklamową”.

O tym, że te definicje sprzed lat są nadal aktualne, potwierdzają kolejne prezydenckie kadencje. W USA Michelle Obama, a teraz Melania Trump są nieustannie w centrum uwagi, mimo że teoretycznie nie mają żadnych obowiązków. Także we Francji pierwsza dama skupia na sobie ciągle światła reflektorów. Brigitte Macron sprawia wrażenie jakby odgrywała dużo ważniejszą rolę niż tylko dotrzymywanie towarzystwa mężowi - choć gdy Emmanuel Macron starał się wprowadzić ustawowe zapisy regulujące zadania pierwszej damy (i przy okazji przyznać jej pensję), zaprotestowała przeciwko temu niemal cała Francja. I nad Sekwaną obserwujemy ten sam paradoks co w USA: ogromne oczekiwania połączone z brakiem formalnych zadań.

Podobnie wygląda to w Polsce. Fakt, że prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych w naturalny sposób ustawia go (i jego rodzinę) na medialnym piedestale - nawet jeśli jego uprawnienia są mniejsze niż odpowiedników ze Stanów Zjednoczonych i Francji. Siłą rzeczy o Agacie Kornhauser-Dudzie się mówi. Ona sama zresztą nie ucieka od tego. Od początku września jest bardzo aktywna. Wzięła udział w akcji „Narodowego Czytania” i wspólnie z mężem odczytała fragment „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego (wzięła nawet udział w klipie radiowym promującym tę akcję). W ostatni poniedziałek złożyła uczniom życzenia z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. W środę i czwartek razem z mężem była w Astanie, gdzie m.in. spotykała się z kazachstańską Polonią, uczestniczyła w Dniu Polskim na odbywającym się w tym mieście Expo. A w przyszłym tygodniu poleci na Cypr, gdzie Andrzej Duda weźmie udział w spotkaniu Prezydentów Państw Grupy Arraiolos.

Zresztą pierwsza dama służbowo zagranicę lata zawsze z mężem, sama w delegację nie wyjechała jeszcze ani razu. I już to różni ją od poprzedniczek, na przykład Anna Komorowska samodzielnie dotarła m.in. do Wenecji w 2015 r., gdzie otworzyła Pawilon Polski na 56. Międzynarodowej Wystawie Sztuki, z kolei Maria Kaczyńska poleciała nawet do Chile, gdzie reprezentowała Polskę na zaprzysiężeniu prezydent Michelle Bachelet.

Ale pomijając aspekt podróży zagranicznych Agata Kornhauser-Duda wywiązuje się z roli pierwszej damy w tym samym duchu co jej poprzedniczki. Podobnie jak one stworzyła sobie własną agendę działań. Skupia się na pięciu obszarach: kwestiach zdrowotnych, edukacji, promocji polskiej kultury, kontakcie z Polonią, organizowaniu wydarzeń w Pałacu Prezydenckich. Przez dwa lata bycia pierwszą damą odbyła ponad 100 wizyt w całym kraju, dodatkowo pojechała z mężem w 28 podróży zagranicznych. Wzięła udział w 85 spotkaniach w Pałacu Prezydenckim, wsparła 49 akcji charytatywnych, a 151 projektów objęła swoim patronatem.

Tyle suche liczby. Ale za nimi kryje się prawdziwa aktywność pierwszej damy. Jako nauczycielka (aktywna - prowadzi regularnie lekcje niemieckiego w jednym z liceów w Krakowie) ma autentyczną słabość do dzieci, uczniów. Przez dwa lata prezydentury jej męża poprowadziła 55 pokazowych lekcji niemieckiego i - jak podkreślają osoby, które widziały ją w akcji - robiła to z autentyczną pasją. Od razu rzucało się w oczy, że to jej żywioł, że praca z młodzieżą jest dla niej ważna, ciekawa i przyjemna.

Potwierdziła to w tym tygodniu w Astanie, gdzie para prezydencka pojawiła się na Dniu Polskim zorganizowanym podczas Expo 2017. Podczas gdy jej mąż miał spotkanie z prezydentem Kazachstanu Nursułtanem Nazarbajewem, ona poszła na wizytę do astańskiej szkoły, w której uczą języka polskiego (jest w niej prowadzona klasa im. Fryderyka Chopina, w szkole można wybrać polski jako drugi język obcy). Spotkanie było przejmujące. W sali gimnastycznej zebrały się głównie dzieci, onieśmielone tym, że ich gościem jest polska pierwsza dama. Ale Agata Duda tak umiejętnie prowadziła z nimi rozmowę, że atmosferę udało się rozładować. Dalej przebiegło ono w świetnej atmosferze z wieloma pytaniami po rosyjsku, ale też po polsku. Zresztą podobnie przyjazna atmosfera panowała podczas spotkania z kazachską Polonią, które też miało miejsce w Astanie.

Drugą jej przyjemnością - po spotkaniach z młodzieżą - jest czytanie książek. Pani prezydentowa sięga po nie w każdej wolnej chwili. Chętnie sięga po literaturę niemiecką, lubi kryminały. To dlatego podczas ostatnich Targów Książki tak chętnie spotkała się z Charlotte Link. Zdjęcia roześmianej Agaty Dudy w czasie pogawędki z niemiecką autorką obiegły internet - przebijając te, kiedy para prezydencka musiała się zmagać z buczeniem politycznych przeciwników, którzy w ten sposób zachowali się wobec nich na targach.

Zresztą tamta sytuacja pokazała, że Agata Duda ma spory talent polityczny. Słysząc buczenie nie dała się ponieść emocjom - i wysłała do buczących buziaka. Zmysłem politycznym wykazała się także w czasie wizyty Donalda Trumpa. Scena, w której wita się najpierw z jego żoną - mimo że amerykański prezydent wcześniej wyciągnął do niej rękę - obiegła telewizje na całym świecie. Żartów z Agaty Dudy nie brakowało - ale późniejsze komentarze specjalistów od savoir-vivre’u przyznały jej rację, a nie Trumpowi, potwierdzając, że zachowała właściwą kolejność przy witaniu się.

Swoiste „życie po życiu” zyskała też scena witania się pani prezydentowej z biskupami czekającymi na przylot papieża Franciszka w Krakowie. Jeden z fotografów złapał Agatę Dudę, gdy ta akurat wyciągnęła rękę mocno do przodu, jednocześnie lekko przykucając na tylnej nodze (zdjęcie wykonano z profilu). Memy, porównujące ją choćby do gitarzysty AC/DC, rozgrzewały internety jeszcze długo po jego publikacji. Ale w tej sytuacji prezydentowa wykazała się refleksem. Kopię tego zdjęcia, podpisaną przez siebie, przekazała na licytację na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - zostało one sprzedane za rekordową sumę 200 tys. zł. Kolejne potwierdzenie, że inteligencja, dowcip i dystans do siebie są jej bardzo silnymi atutami. A te cechy świetnie sprawdzają się w polityce.

„Macie konstytucyjny obowiązek bycia idealnymi” - przypomnijmy jeszcze raz zdanie, które otworzyło ten tekst. Na ile opisuje ono Agatę Dudę? W bardzo dużym stopniu. Inteligentna, świetnie wykształcona, zawsze nienagannie, elegancko ubrana, świetnie umiejąca się odnaleźć w sytuacjach publicznych, także wtedy, gdy sytuacja wymyka jej się spod kontroli. Choć w polskiej konstytucji o pierwszej damie nie ma ani słowa, to jednak ona ze swoich (zdefiniowanych bardzo nieformalnie) obowiązków wywiązuje się właściwie bez zarzutu. Jest bliska ideału - w tym sensie, że właściwie trudno jej cokolwiek zarzucić, coś wytknąć.

Ale w tym morzu lukru pod jej adresem, w który zamienił się ostatni akapit, jest łyżka dziegciu. I można postawić tezę, że ta łyżka skaża dużą część morza. O co chodzi? O to, że Agaty Dudy w życiu publicznym właściwie nie ma. Można odnieść wrażenie, że ustawiła się do niego plecami. Czasami zerka przez ramię, by sprawdzić, co się w nim dzieje, co jakiś czas nawet przez to ramię rzuci jakiś komentarz, czy zrobi minę, która przykuje uwagę. Ale potem znów przestaje się nim interesować. Czasami swój brak zainteresowania pokazuje w sposób wręcz prowokacyjny - jak choćby podczas Dnia Polskiego na Expo w Astanie, gdzie spóźniła się na oficjalne rozpoczęcie obchodów. Pojawiła się już po oficjalnych przemówieniach prezydenta oraz premiera Kazachstanu Bakytżana Sagyntajewa.

Z jednej strony te krótkie chwile, gdy jest obecna publicznie, pokazują nam kobietę o dużych możliwościach i talentach. Z drugiej te długie momenty milczenia sprawiają, że właściwie wszyscy o niej zapominają. Jakby Andrzej Duda był kawalerem. Oczywiście, nie można wykluczyć, że jest inaczej, na przykład ma miejsce sytuacja, w której to Agata Duda jest najważniejszym doradcą prezydenta, a on większość decyzji podejmuje na podstawie jej opinii (podobno tak było przy reformie edukacji, kiedy Andrzej Duda długo się zastanawiał nad tym, czy podpisać ustawę likwidującą gimnazja - a żona była dla niego najważniejszym konsultantem). Ale nawet jeśli tak jest, to para prezydencka przez ponad dwa lata w żaden sposób nie dała po sobie poznać, że tak jest. Rozmówcy znający realia Pałacu Prezydenckiego, którzy byli konsultowani przy okazji tego tekstu, nawet nie zająknęli się o takim układzie sił w nim. Słychać inne opowieści - że to kalendarz Andrzeja Dudy jest najważniejszy, a prezydentowa swoje działania w pierwszej kolejności synchronizuje z nim.

Więcej natomiast słychać o innym scenariuszu: takim, że Agata Duda zwyczajnie nie lubi być pierwszą damą. To właśnie dlatego stoi tyłem do życia publicznego, co demonstruje choćby tym, że do tej pory nie udzieliła żadnego wywiadu. Żona prezydenta nie lubi polskich dziennikarzy, ma do nich uraz za wszystkie kalumnie, jakie usłyszała pod swoim adresem w czasie kampanii wyborczej i po niej. Jakby zapomniała, że każdy polityk musi mieć grubą skórę. Albo uznała, że politykiem nie jest i konieczność posiadania większej odporności na ciosy nie jest jej do niczego potrzebna.

Ale chcąc nie chcąc do polityki weszła. W takiej sytuacji - bez względu na to, co o tym sądzi - będzie poddawana ocenie. Skończy się to najwcześniej w 2020 r., jeśli Andrzej Duda przegra wybory (albo zdecyduje się nie kandydować na drugą kadencję - gdyby tak się stało, rola żony będzie w tym duża). Przez co najmniej trzy lata będzie mieszkać w Pałacu Prezydenckim. Gdyby w tym czasie zdecydowała się stanąć przodem (albo choć bokiem) do opinii publicznej, zyskałby na tym zdecydowanie prezydent, gdyż żona jest jego silnym atutem. A jest duża szansa, że zyskałaby na tym cała opinia publiczna.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Agaton Koziński

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.