Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Włókiennicza, która odchodzi do historii [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Anna Gronczewska

Włókiennicza, która odchodzi do historii [ZDJĘCIA]

Anna Gronczewska

O ulicy Kamiennej, dzisiejszej Włókienniczej, piosenkę ułożyła Agnieszka Osiecka. To jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc Łodzi. Niedługo jednak ma zupełnie zmienić swoje oblicze.

Włókiennicza to jedna z najbardziej znanych łódzkich ulic. Rozsławiła ją w swojej piosence o „Kochankach z ulicy Kamiennej” Agnieszka Osiecka. Kiedy wejdzie się na tę ulicę, odnosi się wrażenie, że czas mija tu wolniej niż w innych częściach Łodzi. Trzech chłopaków około dwudziestki stoi w bramie i liczy pieniądze. Mają nadzieję, że starczy im na „browara”. Starczyło! Po chwili idą do sklepu znajdującego się na rogu ze Wschodnią i kupują piwo. Na progu jednej z bram siedzi mężczyzna po sześćdziesiątce. Obok leżą kule, mała butelka, tzw. szczeniaczek.

- Sto razy wolałem dawną Kamienną niż tę dzisiejszą Włókienniczą - mówi cicho mężczyzna machając ręką. - Nawet wódeczka już nie ma takiego smaku jak dawniej...

Dochodzi do niego sąsiadka, pani Leokadia. Mówi, że dawno skończyła 87 lat. Na ul. Kamienną wprowadziła się w 1940 r., razem z matką, siostrami i bratem. Miała wtedy 10 lat.

- Mieszkaliśmy na Bałutach, ale nas stamtąd wysiedlili, jak założyli getto - tłumaczy. - Kiedyś jak była Kamienna, a nie Włókiennicza, to było inne życie. Takiego łobuzerstwa nie było jak dzisiaj. Było poszanowanie dla tych, co tu mieszkali. W nocy człowiek wyszedł i nie bał się. Owszem łobuzów nie brakowało, ale mieli swój honor. Swoich nie ruszyli. Sąsiedzi się odwiedzali, chodzili do siebie na imieniny, na przyjęcia albo grali w karty na podwórku. Teraz na Włókienniczej najweselej jest, gdy opieka społeczna wypłaca pieniądze...

Ulica ta nie wygląda na reprezentacyjną. Zresztą zła sława ciągnie się za nią od lat. Teraz straszą na niej stare, zrujnowane kamienice. Nawet ta pod numerem 11, którą w drugiej połowie XIX wieku zbudował dla siebie ówczesny architekt Łodzi Hilary Majewski. Ale wiele wskazuje, że ta stara ul. Włókiennicza przejdzie do historii. Urząd Miasta Łodzi ma zrewitalizować tę ulicę i inne znajdujące się w okolicy. Włókiennicza ma po remoncie stać się jedną z największych atrakcji Łodzi.

Piotr przy Włókienniczej mieszka od lat 90. XX wieku. Nie narzeka. W jego kamienicy latem mieszka się wspaniale. Gorzej jest zimą, kiedy trzeba palić węglem w piecu. Teraz czeka na informacje, czy będzie musiał się wyprowadzać. Spodziewa się, że opuści tę ulicę, bo kamienica, w której mieszka, ma być remontowana.

- Ostatnio jednak słyszałem, że przeprowadzka nie nastąpi tak szybko - dodaje. - Może za dwa lata?

Piotr wie, że ul. Włókiennicza nie cieszy się dobrą opinią. Jednak on czuje się tu bezpieczny.

- Mieszkam w tej lepszej części ul. Włókienniczej, bliżej ul. Kilińskiego - śmieje się Piotr. - Bo tam w okolice ul. Wschodniej cywilizacja jeszcze nie dotarła.

Patrycja na ul. Włókienniczej mieszka 10 lat. Tu urodziła się jej córeczka, z którą właśnie wyszła na spacer.

- Mówią nam, że po remoncie będziemy mogli wrócić do swych mieszkań, ale kogo na to będzie stać? - pyta. - Czynsz będzie dwa, a nawet trzy razy wyższy, niż teraz płacę. Mnie wyprowadzą. Słyszałam, że zostaną tu tylko lokatorzy prywatnych kamienic.

Henryk Dombrzalski jest łodzianinem, który wiele lat pracował w łódzkiej służbie zdrowia. W kamienicy przy ul. Kamiennej 12 spędził dzieciństwo i młodość. Przeprowadził się tam w czasie wojny z innego domu znajdującego się na tej ulicy, pod numerem 5.

- Potem Niemcy urządzili w nim dom publiczny dla żołnierzy, podoficerów Wermachtu - wspominał nam Henryk Dombrzalski, autor nie opublikowanej jeszcze nigdzie książki „Wspomnienia chłopaka z ulicy Kamiennej”. - Nasza rodzina przeprowadziła się wtedy do kamienicy pod numerem 12. Razem z nami przeniosło się tam wielu lokatorów spod „piątki”. Pod „dwunastkę” przeprowadziliśmy się zdaje się w 1941 r.

Pan Henryk zapamiętał kilku mieszkańców ul. Włókienniczej, np. Felka i Edka, którzy byli braćmi. Mieli zawadiacki chód, charakterystycznie się ubierali. Ale na ul. Kamiennej dla każdego jej mieszkańca byli uprzejmi, uczynni.

- Gdy w czasie wojny, ale też po jej zakończeniu, zobaczyli sąsiadkę dźwigającą ciężką torbę, to zaraz do niej podbiegali, pomagali - opowiadał nam Henryk Dombrzalski. - Szanowali wszystkich mieszkańców ul. Kamiennej.

Gorzej było poza ul. Kamienną i ich kamienicą. Edek i Felek brali udział w tzw. ustawkach. Walczyli z chłopakami z al. 1 Maja, al. Kościuszki. W tych walkach należeli do najlepszych. Felek i Edek mieli brata. W czasie wojny zaginął bez wieści.

Pan Henryk mieszkał jeszcze wtedy w kamienicy przy ul. Kamiennej 5. Babci udało się załatwić duże, dwupokojowe mieszkanie z balkonem. Pamięta, że miał wtedy z pięć lat. Stał z babcią na balkonie. Nagle z bramy wybiegł brat Felka i Edka. Gonił go żandarm. Chłopak próbował się schronić za stojącą na ulicy dorożką. Żandarm podstawił mu nogę. Chłopak się przewrócił. Niemiec zaczął go kopać.

- Zmaltretował go strasznie - wspomina pan Henryk. - Żandarm zawołał dozorcę z naszej kamienicy, pana Styczyńskiego. Oblał chłopaka wodą. Wsadzili go do dorożki. Potem żandarm odjechał z bratem Felka i Edka. Od tej pory po chłopaku ślad zaginął.

Najsłynniejszą melinę nie tylko na ulicy Włókienniczej, ale podobno w całej Łodzi prowadził ,,Edek Lodziarz’’

Legendarna ul. Włókiennicza do 1957 r. nazywała się Kamienną. Zmiany dokonała nowa władza. Kiedyś w niemal każdej kamienicy na tej ulicy znajdowała się melina, która miała swoją ochronę. Przed bramą stało kilku chłopaków i pilnowało ,,porządku’’. Zresztą meliniarze musieli dbać o ,,towar’’. Kiedyś jeden sprzedał klientowi zamiast wódki wodę. Jednak drugi raz tego już nie zrobił. Klienci przyszli do niego ponownie i wymierzyli kijami sprawiedliwość. Najsłynniejszą melinę nie tylko na ul. Włókienniczej, ale podobno w całej Łodzi prowadził ,,Edek Lodziarz’’. O której godzinie by się do niego poszło, to zawsze ,,ćwiartką’’ poratował. „Edek Lodziarz” dawno już nie żyje. Starsi mieszkańcy ul. Włókienniczej opowiadają, że jego pseudonim wziął się stąd,że matka Edka robiła lody, a ojciec je sprzedawał. Z czasem przerzucili się na alkohol, a syn przejął rodzinny interes.

Pan Janusz urodził się przy ul. Włókienniczej. Mieszka tu już 60 lat. Teraz nie wie, co będzie dalej. Ma tu ładne, wyremontowane mieszkanie, z wygodami. Wszystko zrobił na własny koszt. Kamienica, w której mieszka, sąsiaduje z domem Hilarego Majewskiego.

- Nie wiem, czy nasza kamienica będzie remontowana - mówi. - Podobno ma właściciela, my jednak go nie znamy.

Jego sąsiadka, pani Marianna, która mieszka tu od 40 lat, nie chce myśleć o remoncie. Ściana jej pokoju przylega do kamienicy Majewskiego.

- Już teraz pęka, a co będzie, gdy zacznie się remont? - pyta. - Nie wyobrażam sobie, bym podczas tych prac tu mieszkała.

Pan Janusz lubi swoją ulicę, choć wie, że nie cieszy się dobrą sławą.

- Nie wiem, czy to zasługa Agnieszki Osieckiej i jej piosenki o kochankach z ulicy Kamiennej - śmieje się. - Ale gdy byłem w wojsku i spotkałem ludzi z naszych okolic, to tylko uśmiechali się, gdy słyszeli, gdzie mieszkam. Jak poszedłem do pierwszej pracy, to popatrzyli na adres mojego zameldowania i usłyszałem, że „tam tylko k... i złodzieje mieszkają”. Po chwili zorientowali się i przeprosili mnie za te słowa.

Ale pamięta czasy, gdy w każdej bramie były „delikatesy”. Wódką handlowało się tam w prosty sposób.

- Kilku chłopaków stało przed bramą, a jak wjeżdżała „taryfa” to jeden unosił nogę - opowiada pan Janusz. - Wtedy samochód stawał, uchylano szybę i sprzedawano wódkę.

Milicja wiedziała o tym i też podjeżdżała na ul. Włókienniczą. Zabierała wódkę. Podobno jak ktoś się nie awanturował, to nawet nikogo nie spisywała. Brała alkohol i odjeżdżała. Gorzej było, gdy „handlowiec” zaczął się awanturować.

- I nie chciał oddać wódki - opowiada pan Janusz. - Takiemu jednemu chłopakowi to potem za to sprawę wytoczyli. Z czasem chłopaki zaczęli ukrywać wódkę za wrotami bramy. Chowali ją też w koszu na śmieci. Wykładali go tekturą, układali butelki. Gdy pojawiał się klient, to biegli do kosza.

Na ul. Włókienniczej bywało wesoło. Przed Wielkanocą, w Wielką Sobotę, zawsze dochodziło tu do wielkiej bitwy. Była to taka „wielkanocna tradycja”. Pan Janusz opowiada, że przychodzili chłopaki z ul. Piotrkowskiej i bili się z tymi, co mieszkali na ul. Włókienniczej.

- Po ciemku to nikt na naszą ulicę nie wszedł - mówi pan Janusz. - Nawet milicja się bała. Podobno kiedyś, jak dochodziło do jakiś burd i milicjanci próbowali uspokoić towarzystwo, to nawet starsze babki z okien w nich doniczkami w rzucały.

86-letnia pani Halina na ul. Włókienniczej spędziła całe swoje życie. Pamięta przedwojenne czasy.

- W naszej kamienicy mieszkali sami Żydzi, tylko my i dozorca byliśmy Polakami - wspomina. - Żyliśmy jednak w zgodzie. Kłótni nie było.

Pani Halina nie chce wiele mówić, bo mieszka sama i trochę się boi. Nawet pani doktor, która przychodzi do niej z wizytą, dziwi się, że jeszcze się stąd nie wyprowadziła. Pani Halina ma sentyment do tego miejsca. Choć mieszka na trzecim piętrze, a do ubikacji musi schodzić na podwórko.

- Jak byłam młoda to bez problemu na górę wniosłam dwa wiadra z węglem, a teraz to dla mnie wielki kłopot - dodaje. Dlatego teraz ma tylko jedno marzenie. Gdy będą przydzielać nowe mieszkania w związku z remontem ul. Włókienniczej, nie chce już dostać trzeciego piętra.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Anna Gronczewska

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.