Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Gessler: Moja mama gotowała ze mną, a ja gotuję z synem

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Anna Gronczewska

Gessler: Moja mama gotowała ze mną, a ja gotuję z synem

Anna Gronczewska

Święta kojarzą mi się z pierogami i zupą... ogórkową - mówi Mateusz Gessler, którego dziadek pochodzi z Łodzi. Najmłodszy kucharz z Gesslerów promował w Łodzi swoją książkę kucharską „Smaki dzieciństwa”.

Jakie smaki pamięta pan z dzieciństwa?

To są smaki, które poznałem dzięki mamie, babci. To potrawy, które jadłem w szkole. Te smaki powodują u mnie nostalgię. Gdy sobie je przypominam, to na mojej twarzy pojawia się uśmiech.

Tych potraw pewnie jest wiele...

Jest multum. Na przykład takie, które gotowałem, gdy byłem dzieckiem. Od nich rozpoczęła się moja przygoda z kuchnią. Są to proste potrawy: ragout z pomidorami, mini- burgery, kurczak po polsku z wątróbką, gałką muszkatołową i pietruszką. Mamy też pierogi z kapustą i grzybami, które moja mama robiła na święta we Francji. Święta kojarzą mi się pierogami i zupą ogórkową. A jednym ze smaków dzieciństwa jest też kurczę pieczone z rozmarynem i ziemniakami czy zapiekanka z cukinią pod beszamelem. Uwielbiam tę zapiekankę. Gdy byłem dzieckiem, to jadłem ją bez przerwy. Są też prostsze rzeczy, jak krem z brokułów czy zupa dyniowa.

Smaki dzieciństwa francuskiego i polskiego dziecka są podobne?

Zupełnie inne. Proszę pamiętać, że moja generacja je zupełnie inne rzeczy niż mój syn. Gdy dorastałem, nie miałem wokół siebie tyle fast foodów. Rodzice mieli więcej czasu dla nas i nam gotowali. Teraz rodzic pracuje i kupuje często przetworzone jedzenie. Moja mama gotowała ze mną, a ja gotuję z synem.

Kiedy zaczął pan gotować?

Zawodowo dosyć późno. Amatorsko też. Miałem 14-15 lat. Ale gdy miałem 2-3 lata, byłem takim krasnalem, siedziałem w kuchni i próbowałem wszystkiego, co miałem pod ręką. W ten sposób kształciłem kubki smakowe.

Teraz jest pan jurorem w programie „MasterChef Junior”. Jak pan patrzy na te dzieci, które uwijają się w kuchni jak profesjonaliści?

To są fenomeny. Naprawdę świetnie gotują, a przede wszystkim mają pasję. Niech pani znajdzie dziś dzieciaka, który ma inną pasję poza komputerem czy telefonem. A pasja to największy skarb świata. Chcieć robić więcej niż reszta dzieci, która nudzi się przed ekranem telewizora lub komputera. A oni rozwijają się, gotują. Uwielbiają to, co robią.

Niektórzy nie wierzą, że ośmioletnie czy dziewięcioletnie dziecko potrafi tak gotować...

To niech przyjadą na plan i zobaczą. Albo niech zawitają na różne eventy, które te dzieci przygotowują. One naprawdę świetnie gotują, to nie jest ściema. My tych dzieci niczego nie uczyliśmy, nie robiliśmy z nich kucharzy. One uczyły się gotować od babć, mam, wujków. Gdy przychodzą do programu, reprezentują już wysoki poziom.

Pana syn też gotuje?

Gotował, ale teraz przestał. Robi dokładnie tak jak ja. Smakował najpierw wiele potraw. Potem wziął się do gotowania, a teraz odstawił to na bok. Uważam, że nie wolno dzieci do niczego zmuszać. Na wszystko przychodzi czas.

W Polsce gotowanie stało się ostatnio modne...

Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Wracamy do tradycji dobrego jedzenia. Ale aby coś dobrze zjeść, to trzeba to ugotować. Zawsze tak było, ale przez naszą konsumpcję, przez brak czasu trochę zagubiliśmy się w tym jedzeniu.

Francuska kuchnia bardzo różni się od polskiej?

Jest zupełnie inna, ale ma wiele wspólnych tematów. Jak dania z sosem, dziczyzna. My Francuzi lubimy wiele rzeczy. W Polsce je się prosto, ale smacznie.

W pana książce znajdzie się przepis na naleśniki, które bardzo lubią dzieci w obu krajach?

Na przykład przepis na torcik naleśnikowy z blin. To jest naleśnik blinowy, który podaje się z kakao, polewa się go gorącą czekoladą i podaje z dużą ilością owoców. Przy czym moja książka nie dzieli się na część polską i francuską. To po prostu smaki mojego dzieciństwa.

Duża jest różnica między świętami Bożego Narodzenia w Polsce i Francji?

To jest przepaść. Polska jest krajem katolickim, a Wigilia jest postna. A we Francji, Wigilię i Boże Narodzenie ma się celebrować. Je się rzeczy, których nie spożywa się na co dzień. U mnie w domu w Wigilię jadło się zawsze wołowinę, owoce morza. Udek żabich wtedy się nie podaje. Jadłem je na co dzień, na śniadanie. Je się też jagnięcinę, baraninę, cielęcinę. Nie ma zaś stałych potraw. Każdy dom ma inne. Francja jest wielokulturowa. Jeśli w jednej klatce ma się za sąsiadów muzułmanów, Afrykańczyków, Ukraińców, Rosjan czy Polaków to każdy 24 grudnia je co innego. W tym roku spędzę święta w Warszawie, moja żona też jest Polką.

Pan zawsze wiedział, że będzie kucharzem?

Nie, dlatego zacząłem studiować co innego. Jestem z zawodu architektem ogrodów. Ale gotowanie miałem w genach. Poza tym ja uwielbiam ludzi. A jak się lubi ludzi, to lubi się gotować dla kogoś.

Z Łodzi pochodzi pana dziadek, Zbigniew Gessler. Co pan wie na temat jego przeszłości?

Nie miałem okazji go poznać i pogłębić ten temat. Bardzo tego żałuję. Gdy będę na emeryturze, to postaram się zainteresować jego historią.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Anna Gronczewska

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.